wtorek, 9 czerwca 2020

Jak poradzić sobie psychicznie z endometriozą?


Już troszkę czasu minęło, odkąd obiecałam, że ten tekst pojawi się na blogu. Aspekt psychiczny radzenia sobie z jakąkolwiek chorobą jest bardzo ważny. Tak naprawdę wszystko siedzi w głowie i tylko od nas samych zależy, czy sobie poradzimy z zagrożeniem, z bólem, z cierpieniem, czy nie. Może ono trwać krótko, a możemy całe życie ubolewać nad swoim losem. Pisałam ci już o tym, że pogodziłam się z endometriozą. Akceptuję ją, ale to nie znaczy, że z nią nie walczę. Walczę przez cały czas – fizycznie (poprzez sport, jedzenie) i psychicznie. Bez tego ani rusz.

Nieuleczalna choroba

Pogodzenie się z nieuleczalną chorobą nie jest proste i wydaje mi się, że niewiele osób to potrafi. Żyjemy w takim społeczeństwie, że o wiele łatwiej jest nie akceptować choroby, narzekać na nią, ubolewać nad własnym losem i jednocześnie nie robić nic, by sobie pomóc, niż pogodzić się, zaakceptować i zawalczyć o siebie.

Dostałam kiedyś pytanie, jak radzę sobie psychicznie z endometriozą. Mogłam odpowiedzieć jednym zdaniem, na Instagramie, ale nie potrafiłam. W sumie nawet nie chciałam realizować tego tematu jednym zdaniem. Po namyśle stwierdziłam, że nie potrafię udzielić prostej, krótkiej odpowiedzi na to pytanie.

Jak poradzić sobie psychicznie z endometriozą?

Musiałabym zacząć od pytania poprzedzającego. Czy ja sobie w ogóle radzę psychicznie z endometriozą?

Zacznę więc od początku, bo jest pewna ważna kwestia, o której muszę wspomnieć. Biorąc pod uwagę wszystkie moje dolegliwości związane z miesiączkami (to jest: bardzo bolesne, niesamowicie obfite, długie) oraz kilka innych objawów, podejrzewałam u siebie tę chorobę już kilka lat przed diagnozą. Na kolejnych wizytach u ginekologów liczyłam, że którykolwiek o niej wspomni. Więc, gdy miałam 21 lat i usłyszałam, że choruję na endometriozę, tak naprawdę odetchnęłam z ulgą, bo w końcu wiedziałam, że mój problem nie jest wyimaginowany, że jest realny i że jest na niego nazwa.

Odetchnięcie z ulgą nie było równoznaczne z pogodzeniem się z nią. Nawet o tym wtedy nie myślałam. Z jednej strony płakałam z bólu i bezsilności, a z drugiej cieszyłam się, że w końcu ktoś znalazł przyczynę moich dolegliwości i być może uda się mi pomóc.

Endometrioza - wahania nastrojów

Od tego czasu mój stan psychiczny ulegał wielu zmianom. Wahania nastrojów powodowały, że potrafiłam rano być szczęśliwa, pogodzona z chorobą, ciesząca się życiem, a wieczorem płakać bez końca, bo miałam dość tego wszystkiego i chciałam po prostu być zdrowa.

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Dlatego właśnie piszę o tym (długi) tekst, w którym mam nadzieję rozwiać wszelkie wątpliwości.

Czy radzę sobie psychicznie z endometriozą?

Nie zawsze.

Owszem, pogodziłam się z nią, ale nie zawsze czuję się z nią dobrze. Nie zawsze myślę o niej w taki sposób, w jaki bym tego chciała. Miotają mną różne uczucia, przeważnie sprzeczne ze sobą i takie, których nijak nie powinno dać się pogodzić. A one właśnie siedzą sobie razem w mojej głowie i piją kawę, rozmawiając w najlepsze i nie zważając na to, że sobie z tym w ogóle nie radzę.

Przez większość dni jest ok. Jest dobrze. Nie zadręczam się. Żyję. Pracuję. Robię to, co chcę, co muszę. Wychodzę na spacery. Ćwiczę. Czytam. Wszystko jest normalnie, na swoim miejscu.

A potem, ni stąd ni z owąd atakuje mnie poczucie bezsensu, bezsilności, smutku, złości, frustracji, gniewu, nienawiści… wszystkie te negatywne emocje kumulują się we mnie, tłoczą, a potem rozpychają, bo nie mieszczą się w moim niewielkim ciele. Kończy się na płaczu, można by rzec, że bez powodu.

Ostatnio chociażby układałam plan posiłków na tydzień i nagle poczułam taką bezsilność, że łzy same zaczęły płynąć. Potem byłam wściekła. Chciałam się opanować, ale było tylko gorzej. Mój V. mnie przytulił, pocieszał. Nic to nie dawało. Minęło trochę czasu. Uspokoiłam się, ale nie do końca. Nienawidziłam endometriozy. Myślałam o tym, jak bardzo chcę być zdrowa, normalna. Jeść co chcę, robić co chcę i nie dostosowywać życia do choroby.

A potem mi przeszło. I teraz znów czuję się dobrze, mimo że boli mnie brzuch.

Widzisz, jakie to dziwne?

Gdy płakałam, tak naprawdę czułam się całkiem dobrze. A gdy czuję się fizycznie źle, psychicznie jest nie najgorzej. Nie potrafię tego wyjaśnić.

Odpowiadając więc na pytanie, czy radzę sobie psychicznie… przez większość czasu tak. Ale miewam kryzysy. Czasem rzadziej, czasem częściej. Ale nigdy nie jest idealnie, a ja nie piszę peanów na cześć choroby.

Co zrobić, by poradzić sobie psychicznie z endometriozą?

Co więc robię, by sobie poradzić psychicznie z endometriozą?

Gdy dotyka mnie ból, mówię sobie, że to tylko przejściowe. Przecież nie będzie trwał wiecznie i nawet ten najgorszy w końcu minie. Po odstawieniu leków zaczął mi się wczoraj okres. Bolał mnie brzuch, ale tak znośnie. Nawet poćwiczyłam. Za to dziś koło południa obudził mnie gorszy ból. Przez chwilę pomyślałam, że może jednak źle zrobiłam… a potem, że przecież ten ból jutro się skończy. Albo pojutrze. Ale na pewno się skończy i da odetchnąć.

Ogólnie staram się nie myśleć o tym, że to jest jakaś wyrocznia mojego życia. Owszem, endometrioza będzie ze mną czy tego chcę czy nie, ale nie musi grać pierwszych skrzypiec w tym spektaklu. Na pierwszym miejscu jest mój związek, potem rodzina, przyjaciele, moje zainteresowania, pasje, czas wolny, podróże, sport, czytanie, jest i ten blog i reszta mojej działalności w Internecie. A gdzieś tam na końcu kolejki stoi ona i czeka na swoją kolej. Czasem wychodzi, jak bohater do swojego monologu, ale gdy skończy, grzecznie schodzi ze sceny i ustępuje pozostałym.

A tak na co dzień, zajmuję się innymi rzeczami. Gdybym myślała ciągle o tym, jak mi źle, to uwierz mi – na pewno byłoby źle. Myślenie sprawcze ma duże znaczenie. Dlatego każdego dnia zajmuję się rozwojem, sportem, gotowaniem, domem, czytaniem, pisaniem, tworzeniem. Gdy dopadnie mnie gorszy dzień, daję sobie czas na odpoczynek, na same przyjemności (o których też nie zapominam na co dzień). Tak naprawdę, by dobrze czuć się psychicznie (nie ważne, czy chorujemy, czy nie, czy w życiu nam łatwiej czy trudniej), musimy dbać o siebie, o swoje wnętrze i zewnętrze też oraz odpoczywać. Nic tak nie pomaga jak dobry odpoczynek.

Gdybym każdego dnia robiła sobie nierealne plany, które obejmuję przeładowany grafik, do tego nadgodziny w pracy i ani chwili przyjemności (o odpoczynku można zapomnieć), to bardzo szybko bym się zajechała i straciła poczucie sensu. Nie byłoby w tym winy endometriozy, a jedynie moja. Balans między pracą a odpoczynkiem musi być zachowany.

Dodatkowo pomaga mi praktyka wdzięczności, o której pisałam ci w niedzielę. W jaki sposób? W tym konkretnym przypadku… wczoraj cały dzień byłam zmęczona (przez nastawienie, że muszę iść do pracy na nocną zmianę), do tego zaczął mi się okres (pierwszy po 2,5 miesiąca), bolał mnie brzuch (znośnie, ale praktycznie cały dzień), no i ta wizja wyjazdu wieczorem do pracy… tragedia, nie? No właśnie nie! Gdy tak sobie pomyślałam bardziej, to tego dnia byłam wdzięczna za ogrom rzeczy, który mimo wszystko przyćmił te niedogodności, z którymi się spotkałam.

Jest tylko jedno ALE. Myśląc o tym, za co jestem wdzięczna, nie myślę o chorobie. Skupiam się na reszcie życia. Jak pisałam wcześniej: endometrioza stoi ostatnia w kolejce, a przed nią jest naprawdę ogrom innych ważnych rzeczy i ludzi, na których trzeba się skupić.

Co z tego, że jestem chora, jeśli mam obok siebie partnera, miłość życia, który wspiera mnie, pozwala odpocząć kiedy potrzebuję, prowadzi ze mną dom na równi, zajmuje się mną, troszczy, martwi… mogłabym tak wymieniać bez końca. Dzięki niemu jest mi łatwiej. Wiem, że we wszystkich niedogodnościach, będziemy razem się wspierać. Wiem, że nawet gdy będzie bardzo źle, on przy mnie zostanie i będzie walczył ze mną. Tak, dzięki niemu jest mi o wiele łatwiej.

I na koniec.

By radzić sobie z endometriozą, mam cele, marzenia, plany. Nie zważam w nich na nią. Jak mówiłam, ona jest dodatkiem do mojego życia. I jeśli chcę jechać na wycieczkę, jadę. Przygotowuję się do niej odpowiednio, by endomenda mnie nie zaskoczyła, ale jadę. Gdy chcę napisać książkę, piszę. Gdy chcę napisać tekst na bloga, piszę. Uczę się języków. Mam mnóstwo zainteresowań i skupiam się na nich, by nie myśleć ciągle o tym, jak mi źle. Bo w sumie nie jest aż tak źle.

I rada dla ciebie.

Nigdy nie mów sobie, że inni mają gorzej. I nie waż się mówić tak innym! Każdy ma swoje problemy. Dla mnie endometrioza jest męcząca, odebrała mi naprawdę wiele. I słowa: inny mają gorzej, niż nie zmienią. Nie sprawią, że mi będzie lepiej.

A ty jak radzisz sobie psychicznie? Nie koniecznie przy chorobie, ale też w gorszym czasie. Napisz koniecznie!

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia w czwartek!


Koniecznie przeczytaj też:

14 komentarzy:

  1. Dziękuję ci za ten artykuł. Mi ta choroba odebrała mnóstwo i często słyszałam że mam nie narzekać bo inni mają gorzej. To tak jakby mówić szczęśliwej osobie: nie ciesz się, inni mają lepiej. Ciężko jest zaakceptować endometrioze a jeszcze bardziej przykre jest to że choroba ta nawet nie jest oficjalnie uznawana za przewlekłą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, naprawdę! Dokładnie. Dlaczego nikt tak nie mówi szczęśliwym ludziom?

      Usuń
  2. Wiem, że to może wydawać się dziwne, ale moim zdaniem największa ulga ma miejsce wtedy, gdy w końcu udaje się nazwać naszą chorobę. Sama latami tułałam się po lekarzach, zanim doszłam do tego, co mi jest, a było już naprawdę tragicznie. Jeśli nazwiemy wroga, w końcu wiemy jak z nim walczyć, a to znaczący krok naprzód ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest dziwne. Też tak uważam. To bardzo duży krok na przód :)

      Usuń
  3. Współczuję, endometrioza to straszna choroba, ja się dowiedziałam że ją mam całkiem niedawno po diagnostyce w szpitalu medicover ale zmagam się z nią od dawna i wiem jak ta diagnoza jest dla mnie ważna bo to nie są moje urojenia (wiele osób uważało) ale bardzo poważna choroba którą na szczęście mogę teraz w końcu odpowiednio leczyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Endometrioza to paskudztwo, ale można się uporać :) Najważniejsze jest zdrowie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykra choroba... Osobiście mimo braku choroby też miewam takie chwile, staram się wtedy czymś zajęć i odciągnąć myśli od złego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta choroba jest paskudna, u mnie pojawiła się po cesarskim cięciu, po 4 latach brania tabletek uśpiła się, ale teraz znowu jest. Nie jest strasznie nasilona, ale jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, że to trudny temat. Też mam problemy zdrowotne, które mnie dołują. 3maj się kochana.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia