wtorek, 23 czerwca 2020

"Po co mu żona?", czyli o dobrym związku słów kilka


Co to znaczy: być w dobrym związku? Myślę, że dla każdego z nas oznacza to zupełnie co innego. Dla jednej pary może być to spędzanie czasu non-stop razem, a dla innej spędzanie czasu także osobno. Dla jednej może być to wspólna pasja, a dla innej zupełnie różne zainteresowania. Niektórzy myślą, że w dobrym, udanym związku nie ma kłótni, ale to nie prawda. Kłótnie, czy też wymiany argumentów, są też elementem związku.

"Po co mu żona?"

Co w ogóle skłoniło mnie do napisania tekstu na ten temat?

Kiedyś podsłyszałam w szatni (w pracy), jak kobiety – starsze już zresztą – rozmawiały ze sobą. Nazwijmy delikwenta Józek (bo nie pamiętam jego imienia, ale to nie istotne).

- A Józek to ma jakąś żonę?

- A gdzie tam! Nie ma.

- I tak na starość sam jest.

- A na co mu żona?  
- Miałby mu kto ugotować, skarpety wyprać…

Naprawdę? Naprawdę kobiety same siebie tak postrzegają? Jakby żona była potrzebna tylko do prania, sprzątania, gotowania i zaspokajania potrzeb seksualnych. Jeśli na tym polegają ich małżeństwa, to ja w sumie nie dziwię się, że są nieszczęśliwe, a przy każdej możliwej okazji obrażają i wyśmiewają swoich mężów.

Dlaczego jestem feministką?

I jednocześnie mi wstyd, bo jeśli kobiety same siebie postrzegają jako „pomoc domową”, to jak mają nas postrzegać mężczyźni? Jak w ogóle kobieta może powiedzieć, że żona jest po to, by prać i gotować? No jak?

Wybacz, proszę, ale jestem naprawdę oburzona taką postacią rzeczy. Nigdy nie miałam się za feministkę, ale jednak nią jestem. I nie wyobrażam sobie tak mówić o całej żeńskiej płci!

Feminizm m IV, D. –u <<ruch dążący do politycznego i społecznego równouprawnienia kobiet>>

Na chwilę się przy tym zatrzymam, choć nie zamierzałam. Możesz nie lubić feministek, możesz też nie uważać siebie za feministkę, ale:

gdyby nie ten ruch, kobiety nadal nie mogłyby głosować,

gdyby nie feminizm, kobiety nadal zajmowałyby się domem i potrzebami swoich mężów,

gdyby nie feminizm, kobiety nie miałyby własnych biznesów,

gdyby nie feminizm, nadal mężczyźni rządziliby światem.
gdyby nie feminizm… nie byłabym szczęśliwa w związku. Nie byłabym i tyle.

Feminizm a szczęśliwy i udany związek

Dlaczego?

Bo według mnie szczęśliwy, dobry i udany związek jest tam, gdzie jest równouprawnienie. Nie może być tak, że kobieta po pracy musi prać, sprzątać, gotować, zajmować się dziećmi, a w tym czasie mężczyzna po pracy odpoczywa, bo jest zmęczony. Kobieta też ma prawo być zmęczona. Ma prawo mieć gorszy dzień, nie mieć siły i ochoty na robienie czegokolwiek.

Kobieta nie musi stać przy garach. Mężczyzna też ma dwie ręce, też ma dwie nogi i – z tego co wiem – ma też mózg, którego może użyć i ugotować sobie obiad (żonie/partnerce także). Może też, dzięki temu sprawnemu narządowi, wpaść na pomysł, jak obsłużyć odkurzać, pralkę, czy jak pozmywać naczynia. Naprawdę!

Dlaczego mój związek jest szczęśliwy?

Dlatego, że jest w nim miejsce na nas razem. Mamy czas wspólny, wspólne zainteresowania. Razem oglądamy seriale, malujemy farbami, gramy w gry planszowe, spacerujemy, jemy, gotujemy, śpimy.

Ale mamy też czas, który spędzamy osobno.
Ja, zajęta swoimi sprawami, a on swoimi. Niby obok siebie, ale osobno. Każde pochłonięte swoimi rzeczami do zrobienia.

W moim związku jest miejsce na nas, ale jest też mniejsze na mnie i moje potrzeby oraz niego i jego potrzeby. Nie hamujemy się, nie ograniczamy, za to wspieramy, motywujemy i pomagamy sobie. Każde z nas chce w życiu robić „to coś” i pozwalamy sobie na to.

Nasz związek jest udany, bo mamy realny podział obowiązków. Pracujemy w tej samej firmie, więc nie ma mowy o mniejszym i większym zmęczeniu przez pracę. Dlatego przeważnie ja gotuję, on zmywa. Sprzątamy razem lub na zmianę. Każde z nas wie, co ma zrobić. Ale też wymieniamy się obowiązkami.

Każde z nas ma czas na odpoczynek. Nie jest tak, że mój partner odpoczywa po pracy, a ja cały dzień wykonuję domowe obowiązki. Ja także odpoczywam, tyle ile potrzebuję. Dzięki podziałowi obowiązków oraz zrozumieniu każde z nas ma czas na regenerację sił.

Zrozumienie jest ważnym elementem związku. Dzięki niemu jest łatwiej. On rozumie, że gdy mam okres, nie zrobię nic produktywnego (nawet nie ugotuję obiadu), bo po prostu nie dam rady. Ja rozumiem, że gdy jest deszczowa pogoda, on jest senny i potrzebuje więcej odpoczynku. A to tylko przykłady. Zrozumienie występuje na każdej płaszczyźnie. A jak go nie ma…

Wtedy potrzebna jest rozmowa. To nasza niebywała zaleta. My naprawdę rozmawiamy. Co w tym szokującego? Ot to, że na grupach na Facebooku, widząc problemy w związkach, pierwsze rady to: porozmawiajcie ze sobą. Dlaczego pary same na to nie wpadną? Bez rozmowy ta druga osoba nie domyśli się, co siedzi w twojej głowie.

Dlatego my rozmawiamy, wyjaśniamy nieporozumienia, tłumaczymy, mówimy o potrzebach i pragnieniach. Nie ma tematu, na który byśmy nie rozmawiali. Naprawdę. Czasem dochodzi do ostrzejszej wymiany zdań, ale nie zdarza się to często. A i kłótnie nie są takie złe, bo pozwalają wyrzucić z siebie to, co leży na sercu.

Nasz związek jest udany, bo nie oczekujemy, że druga osoba się zmieni. Znaliśmy się już wcześniej i wiedzieliśmy, jacy jesteśmy, jakie są nasze zainteresowania, jak spędzamy czas itd. Nie mamy wobec siebie oczekiwań, że zmienimy całe swoje życie, że je przewartościujemy dla siebie.

Pielęgnujemy nasz związek.
Jeśli przestaniesz podlewać roślinę, ona uschnie. Więc jemy razem wykwintne kolacje w domu. Tak po prostu. Takie nasze cotygodniowe randki. Dbamy o bliskość, czułość i o naszą całą relację – by była jak najlepsza.

Słuchamy się wzajemnie. Wiemy, co lubi druga połówka, czego nie lubi itd. Znamy się dobrze, bo rozmawiamy i słuchamy się uważnie. Nie zbywamy się półsłówkami.

Dbamy o siebie nawzajem. On dba o to, bym odpoczywała, bym dbała o siebie. Ja dbam o niego, by był szczęśliwy.

Mogłabym tak wymieniać bez końca.

Pamiętaj, że związek nie polega na tym, by którakolwiek ze stron płaszczyła się przed tą drugą. Na miłość wcale nie trzeba zasłużyć. By związek był udany, trzeba rozmawiać, rozumieć się, spędzać razem czas, nie oczekiwać radykalnych zmian, dbać o siebie i troszczyć się. Żadna osoba w związku nie może być ponad drugą, trzeba żyć razem, obok siebie. Trzeba dzielić obowiązki, wolny czas i życie. Wtedy będzie dobrze.

A jaka jest twoja recepta na udany związek?

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia w czwartek!

20 komentarzy:

  1. Udany związek to dla mnie po prostu dwie, idealnie dobrane do siebie osoby o podobnym charakterze, a przede wszystkim takie, które mają jeden cel :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam, że nie ma jednej, uniwersalnej recepty na udany związek. To, co sprawdza się w jednym związku nie koniecznie działa w innym dlatego w każdym należy wypracować własny sposób na szczęście. Pomaga w tym silne uczucie, szczerość, wzajemny szacunek i zrozumienie.
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę tak samo jak Ty. I skoro mam męża to nie lubię być postrzegana jako ktoś do sprzątania i gotowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Każda próba definiowania, czy uniwersalizowania związku małżeńskiego, czy partnerskiego mija się z celem i tylko trywializuje obopólne zachowania i stosunku. Nic w tych związkach nie takie samo, nawet "chemia", fascynacja, czy tzw. szacunek. A na dodatek przeciwności się przyciągają, jak bieguny magnesu, czy odmiennie oznaczony prąd - jak brak minusa z plusem razem nie ma świecenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się powiedzieć o każdym związku tego samego, ale jednak uważam, że szacunek i uczucie są bardzo ważne w każdym ;)

      Usuń
  5. Z perspektywy czasu uważam, że rozmowa i słuchanie drugiej połówki jest niezbędne, aby zbudować coś wielkiego i trwałego. :)
    Ostatnio miałam okazję czytać "5 języków Miłości". Bardzo polecam!

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Równouprawnienie w związku to połowa sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem mężatką od 20 lat i gdzie tkwi sukces ? Rozmowa, wzajemnie zaufanie i wspólny podział życia :-) dogadujemy się bez słów :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie ma jednej recepty na udany związek. Obie strony muszą tak samo pracować nad związkiem i to nie przez chwilę tylko przez cały czas. Osoba, która lubi gotować czy sprzątać nie od razu musi być kurą domową. Ważny jest szacunek, szczerość, obustronne zrozumienie, miłość i wiele innych akspektów, które mogłabym tak wymieniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam na myśli, że każda będzie kurą domową. Oczywiście, że można uwielbiać gotowac i sprzątać i robić to z przyjemnością. Chodzi mi raczej o to, by w razie gorszego dnia itd. ta druga osoba też coś robiła :)

      Usuń
  9. Mam podobne zadnie co do Twojego jeśli chodzi o równouprawnienie w kwestii obowiązków domowych. Nie mam w zwyczaju zasuwać na drugim etacie w domu jako gosposia. Jakby nie patrzeć sprzątaczka czy kucharka to jest zawód i takim osobom się płaci. Myślę, że receptę na udany związek każdy musi wypracować sobie sam. Jednak takie elementy jak rozmowa, chęć zrozumienia tej drugiej strony, akceptacja, szczerość, szacunek i oczywiście uczucie są bardzo ważne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Też nigdy nie rozumiałam tego podejścia, że to kobieta ma po pracy zasuwać dalej w domu :P W końcu mężczyźni to niby silniejsza płeć ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia