wtorek, 16 czerwca 2020

Endometrioza może zepsuć każdą relację


Temat endometriozy ciągle do mnie powraca w pytaniach (chociażby na Instagramie). Ale treści tam nie są tak proste do wyszukania, więc poruszam ten temat także tutaj. Wiem, że niektóre z was też borykają się z tą chorobą. Może będzie to słowo wsparcia, może zobaczysz, że nie jesteś sama, a może też pomogę jakiejś kobiecie, która trafi tu przez przypadek. Nie ważne, liczy się tylko to, by komuś pomóc. By opowiedzieć swoją historię.


Czy to mi się podoba, czy też nie, endometrioza ma duży wpływ na relacje z innymi ludźmi (partnerem, rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, współpracownikami itd. aż po zupełnie obcych mi ludzi). Nie, nie jest to pozytywny wpływ. Czasem jest neutralny, czasem negatywny, ale nie mogę powiedzieć, że choroba dobrze wpływa na relacje.

Endometrioza a obcy ludzie

Problemy zaczynają się już w kontaktach z obcymi ludźmi. Jak to? A tak, że jestem młoda i wyglądam na zdrową osobę. Niejeden starszy człowiek skomentował już, że my młodzi możemy stać w autobusach, bo jesteśmy zdrowi. No właśnie. Endometriozy nie widać, więc nawet tłumaczenie, że jestem chora, na niewiele się zda.

Nie chcę przez to powiedzieć, że choroba zwalnia mnie z kultury osobistej (choć mam wrażenie, że wiek zwalnia z tego obowiązku i mając 60+ lat można paplać co ślina na język przyniesie, nie zważając zupełnie na uczucia innych ludzi). Jeśli dobrze się czuję, mogę ustąpić miejsce siedzące. Ale jeśli odczuwam ból, zawroty głowy, osłabienie… stanie w autobusie może okazać się niebezpieczne.

Teraz bardzo rzadko jeżdżę komunikacją miejską, ale gdy jeździłam do szkoły każdego dnia, godzinę w jedną stronę, nie raz musiałam stać w autobusie, czując jak przecieka mi podpaska, boli brzuch, w głowie wiruje, a ja sama nie wiedziałam, czy jeszcze stoję, czy już nie.

Ale my, młodzi, jesteśmy zdrowi i nie wiemy co to życie.

Endometrioza a współpracownicy

W pracy endometrioza także mi doskwiera. Pracuję fizycznie, na trzy zmiany, więc nawet gdybym dostawała okres idealnie jak w zegarku i tak by się zdarzyło, że dostałabym go w pracy. Muszę być przygotowana, bo moja praca nie pozwala mi na pójście do toalety kiedy tylko mam taką potrzebę. Nie raz muszę czekać, aż ktoś mnie zastąpi lub czekać aż do przerwy, gdy takowej osoby do zastąpienia nie znajdę.

Dwukrotnie zdarzyło się tak, że złapał mnie nagły silny ból (raz, gdy zaczął mi się okres oraz drugi raz, gdy zaczął mnie boleć brzuch tak bez powodu). Na szczęście mój przełożony jest dość empatyczny i od razu mi pomógł. Oba razy zostałam odwieziona do domu. Jednak spotykałam się wtedy z głupimi komentarzami. Raz usłyszałam: a co się dzieje? / Boli mnie brzuch. / Brzuszek boli? – ironicznie.

Nie chce mi się nawet odpowiadać na takie głupie komentarze. Nie lubię, gdy ktoś mnie traktuje jak dziecko.

Na szczęście moje dziewczyny z zespołu (w większości) rozumieją moje problemy i w razie potrzeby pomagają. Wspierają też. Dużo rozmawiamy i dzielę się tym, jak wygląda życie z moją chorobą. Są też ciekawe, co będzie dalej. Pytają o to, czy są leki, czy są jakieś sposoby, by było lepiej, czy będę w ogóle mogła mieć dzieci. Gdy wróciłam po operacji, mogłam liczyć na wsparcie, pomoc i dobre słowo.

Endometrioza a znajomi

Znajomi to dla mnie takie osoby, które nie muszą wiedzieć o mnie wszystkiego. Toteż nie dzielę się z nimi wszystkim. Jeśli ktoś śledzi mnie na blogu czy Instagramie, może być świadom moich problemów zdrowotnych. Ale raczej ludzie, z którymi widzę się rzadko, nie pytają, a i ja nie opowiadam za dużo.

Endometrioza a przyjaciele

Wydaje mi się, że choroba bardzo weryfikuje przyjaźnie. Gdy dowiedziałam się, że jestem chora, mogłam liczyć na moich najbliższych przyjaciół, którzy mnie wspierali, pomagali w razie potrzeby, rozmawiali czy po prostu poświęcali mi czas. Przy okazji byli (i nadal są) wyrozumiali na moje „szczególne” potrzeby. Nikt nie komentuje tego, jak jem, co robię, jakie decyzję podejmuję w związku z chorobą. Nie ma wyśmiewania, szydzenia czy namawiania do czegokolwiek.

Wiem, że w razie potrzeby zawsze mogę liczyć na wsparcie (chociażby po operacji, gdy nie mogłam sama prowadzić auta. Ba! Ja nawet sama nie mogłam do tego auta doczłapać). Wiem, że w razie czego mam do kogo się odezwać, będzie miał mnie kto przytulić i pocieszyć.

Endometrioza a rodzina

Myślę, że moja rodzina była bardziej przerażona chorobą niż ja. Ja jechałam ze spokojnym sercem na oddział ginekologiczno-onkologiczny, a w tym czasem wszyscy się o mnie martwili, pisali do mnie i dzwonili. Co się zmieniło, gdy dowiedziałam się, że jestem chora?

Wydaje mi się, że teraz łatwiej mi się ze wszystkimi rozmawia. Przeszłam przez te rozmowy o chorobie, zagrożeniach z nią związanych i wszystkie inne tematy są o niebo łatwiejsze. Mogę też liczyć na wsparcie, pomoc. Choć w rodzinie akurat nie każdy pochwala i rozumie moje wybory (np. odnośnie diety, która mi pomaga), to się tym nie przejmuję. Nie oni przeżyją moje życie, tylko ja. Dla czyjegoś widzi-mi-się nie będę się męczyć.


Wyświetl ten post na Instagramie.

Skoro mamy już weekend, to śmiało mogę wrzucić zdjęcie w ramach wyzwania autoportretowego #zróbsobiezdjęcie u @patrzszerzej 😊 Tym razem zdjęcie na dworze. I dobrze, bo akurat mam troszkę takich zdjęć z racji tego, że udało nam się pojechać w tamtym tygodniu na spacer do lasu. A teraz owy las jest zamknięty, bo opryskują go z powietrze. Miałyśmy dużo szczęścia, że nam się udało 🌳 Miałam dziś mieć bardzo produktywny dzień. Obudziłam się o 5. Poczytałam "Endometrioza. Kobiecość nie musi boleć." Już kończę, więc niedługo o niej napiszę, bo ten temat jest bardzo ważny. Potem wstałam, oczywiście joga, śniadanie, pielęgnacja. (O moim rytuale będzie niedługo na blogu. Koniecznie zaobserwuj, by nie przegapić. Link w bio.) Potem lista na zakupy i pojechaliśmy. Okropnie wszystko drożeje. Wiem to, bo prowadzę budżet już trzeci rok i widzę, ile wydajemy. Potem odwiozlam auto do mechanika (znów). Wróciłam. Zrobiłam obiad. A po obiedzie... Poszłam spać. Czasem taka drzemka jest potrzebna, bo dzięki niej teraz mam siłę i mogę działać. A tak to byłabym taka przymulona do wieczora. Rada dla ciebie: pozwól sobie na odpoczynek i nie zaniedbuj go. Podziękujesz sobie za to bardzo szybko 😊❤ Trzymaj się kochana i miłego popołudnia. Ps. Zdjęcie to inspiracja portretów bez pokazywania twarzy @adazet #drzemka #nap #naptime #endometrioza #kobiecośćniemusiboleć #endowojowniczka #endometriosis #zdjeciewlesie #spacerwlesie #kapelusz #beztwarzy #autoportret #jestem1na10 #pełniaszczęścia #pelniaszczescia #wkapeluszu #faceless #facelessportrait #odpoczynek #czasdlasiebie
Post udostępniony przez Klaudia Jaroszewska (@kocipunktwidzenia)

Endometrioza a związek

Tutaj zmieniło się najwięcej. Pisałam ci już o tym, jak były chłopak mnie zostawił ze słowami: nie chcę takiego życia.

Cóż, jego wybór. Ale jedno jest pewne: endometrioza wpływa na związek pod wieloma względami.

Po pierwsze, jak widać powyżej, endometrioza może zniszczyć cały związek. Choć myślę, że to była bardziej niedojrzałość, nieodpowiedzialność, a może i taka nieuczciwość emocjonalna (czyli kocham cię, ale tylko wtedy, gdy coś z tego będę mieć).

Sama choroba wpływa chociażby na takie codzienne czynności, jak jedzenie. I to w związku może niektórym przeszkadzać. Nie jem nabiału oraz mięsa (prócz ryb, bardzo rzadko), cukru i słodyczy ze sklepu. W poprzednim związku usłyszałam, że w takim razie ze mną nie można nigdzie iść na miasto, bo nic nie mogę jeść. Cóż. W obecnym związku jakoś radzimy sobie na co dzień, jeździmy do rodziny czy też do restauracji, pizzerii itd. I oboje żyjemy. Dla chcącego nic trudnego (przecież można zamówić pizzę bez sera. To nie jest trudne).

Jeśli w związku to kobieta jest typową gosposią, to przy endometriozie będzie jej naprawdę ciężko. U mnie na szczęście jest realny podział obowiązków, a gdy źle się czuję, mogę spokojnie odpoczywać i dochodzić do siebie. Nie muszę się martwić, że na obiad nic nie będzie, bo wtedy mój partner gotuje. Nie wyobrażam sobie wykonywać sama wszystkich czynności związanych z prowadzeniem domu.

Jeśli chodzi o sam ból, w każdym związku podejście partnera może być inne. Kiedyś (bo teraz jest o wiele lepiej) były musiał mnie zawieźć do szpitala, bo nic nie pomagało na bóle menstruacyjne. Po powrocie do domu powiedział mi, że nie będzie mnie tak co miesiąc woził. Zdenerwowało mnie to wtedy, bo poczułam, jakby to była moja wina i brzuch mnie bolał na zawołanie.

Teraz, gdy boli mnie brzuch, partner każe mi się położyć, daje termofor, przytula, głaska. Pilnuje, żebym odpoczywała i nie przemęczała się, aż mi się nie polepszy. Naprawdę o mnie dba i to, że źle się czuję, nie stanowi dla niego żadnego problemu.

I ostatnia, bardzo ważna, a często pomijana kwestia to: seks przy endometriozie boli. Tak. To boli, czasem bardziej (tak, że uniemożliwia stosunek całkowicie), a czasem jest to tylko lekki dyskomfort. Oczywiście, są też dni, gdy nic nie boli, ale to raczej rzadkość. I ten ból może powodować ogromne nieporozumienia, brak satysfakcji z życia seksualnego, kłótnie i problemy w związku.

Nie każdy facet to przetrwa. Tak samo jak to, że staranie się o dziecko może być znacznie utrudnione, czasem wręcz niemożliwe (choć cuda się zdarzają). Jeśli uczucie nie jest naprawdę silne i partner nie wykazuje się ogromnym zrozumieniem – będzie bardzo ciężko i taki związek też może się rozpaść.

Mam jedną radę, w sumie dla wszystkich kobiet (mężczyzn też). Jeśli w związku nie ma zrozumienia, nie ma wsparcia, pomocy – uciekaj jak najszybciej i nie łudź się tym, że cokolwiek się zmieni. Naprawdę.

Jak widzisz, endometrioza wpływa na każdą relację. Czy tego chcę, czy nie chcę (a wcale nie chcę), jest ona ciągle przy mnie i wpływa na moje całe życie.

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia w czwartek!

Przeczytaj także inne wpisy o endometriozie. Znajdziesz je tutaj: ENDOMETRIOZA.

20 komentarzy:

  1. Ludzie rzadko rozumieją, chyba że sami zachorują. Będąc w związku małżeńskim często słyszałam, że mam zdrowie chorować, ale karma wraca, bo sam miał kilka groźnych wypadków, mało nie stracił nogi, chociaż nadal mu rozumu nie przybyło. W autobusach czasami po prostu udawałam że nie widzę, no cóż, moje zdrowie. Babce może kto inny ustąpić,niech sobie gadają. Nie przejmuj się rodziną i docinkami, to Twoje zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro, że niektórzy oceniają innych nie znając ich i nie rozumiejąc co czują, to bardzo krzywdzące. :( Dobrze, że obecnie wszystko jest u ciebie ok i mimo choroby masz bliskich, ktorzy cie nie oceniaja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Popieram komentarz wyżej w 100%,mimo tego, że to trudne, nie warto słuchać innych. Twoje zdrowie jest najważniejsze, a tym, którzy nie rozumieją choroby, cóż..

    OdpowiedzUsuń
  4. niestety bardzo łatwo niektórym przychodzi ocenianie innych. Dwa razy dopadły mnie silne bóle menstruacyjne w autobusie. Na szczęście była ze mną moja mama, ledwo wysiadłam, miałam straszne skurcze brzucha, ciemno przed oczami i zimne poty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale cię rozumiem. Ale ludzie oceniają swoją miarą niestety...

      Usuń
  5. SŁUCHAJ, to nie choroba psuje relacje, tylko Ci z j - bani ludzie, którzy tego nie rozumieją. Twoja choroba pokazuje dobrych ludzi, którzy są dużo warci. Jedyne co w tym poście widzę, co psuje Twoja choroba no to rzeczywiście seks, ale jest też dużo innych alternatyw. Z jedzeniem to ten były to też jakiś %$!#$!#$. Mój chłopak bardzo mało rzeczy je, tak po prostu, ale to nie problem, zawsze znajdzie się jakieś restauracje, trzeba tylko chęci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i masz rację! masz rację, jak są chęci, to wszystko da się zrobić ;)

      Usuń
  6. Bardzo fajnie to opisałaś. Mnie akurat ten problem nie dotyczy, ale mam inne nieprzyjemności związane ze zdrowiem i doskonale Cię rozumiem. Buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo przykre jest to, że często ludzie bagatelizują takie choroby, czy też zmieniają przez nie postrzeganie na świat. Stworzyłaś bardzo dobry wpis, który z pewnością pomoże wielu osobom. Jestem w szoku, że były partner tak podszedł do tego tematu... Cieszę się, że teraz jesteś w szczęśliwym związku i masz tak ogromne wsparcie :)
    Pozdrawiam!
    Carrrolina Blog-klik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bardzo cieszę, że moje życie zmieniło się na lepsze. Dziękuję <3

      Usuń
  8. Świetnie to opisałaś, co do choroby to zgadzam się z komentarzami wyżej. Nie ona psuje relacje, a ludzie którzy jej nie rozumieją.. to takie przykre :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetnie Cię rozumiem, bo sama od lat zmagam się z endometriozą, niestety w ciężkiej postaci (4 stopień). Po laparoskopii i terapii hormonalnej miałam spokój na jakieś 10 lat. Niestety choroba znowu wróciła. Jestem przeciwniczką stosowania antykoncepcji hormonalnej, ale tylko dzięki niej moje miesiączki nie są obfite, a bóle też aż tak nie dokuczają. Niestety przeszłam długą drogę zanim znalazłam najodpowiedniejsze dla mnie tabletki. Pozdrawiam Cię- endosiotro i życzę dużo zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam IV stopień. U mnie niestety tabletki nic nie dają (próbowałam rózne, ginekolog mówi, że mam zaburzenia wchłaniania). Tobie także dużo zdrowia :)

      Usuń
  10. Ludzie niestety mało rozumieją i to oni psują relacje. Ja mam endometriozę, fakt małą jak na razie, która wróciła. Na początku nieźle utrudniała mi funkcjonowanie. Teraz do tego doszły jeszcze inne przypadłości związane ze zdrowiem. Rozumiem Cię więc doskonale :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia