piątek, 27 listopada 2020

Powrót do Moskwy, szachy i medytacja, czyli ulubieńcy listopada 2020

ulubione w listopadzie, kreatywny chill pani swojego czasu, inkbook

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale dokładnie 11 miesięcy temu układaliśmy nasze plany na ten rok. Jak się one teraz mają, gdy do końca pozostał zaledwie miesiąc? Część moich planów udało mi się zrealizować, część jeszcze czekała. Spełniłam pewne marzenia, a niektóre odsunęłam w czasie. Nie samymi celami jednak żyje kobieta. Przyszła pora na ulubieńców miesiąca, bo na przyjemności każdy choć chwilę znaleźć powinien. Opowiem ci jak zwykle o serialu, o książce, ale i o innych rzeczach, a może nawet czynnościach, które warto było robić. Chcę ci przez to pokazać, że nie tylko drogie fizyczne przedmioty mogą zasługiwać na miano ulubieńców. 


W listopadzie zajęłam się minimalizowaniem ilości rzeczy. Który to już raz?, zapytasz. Nie wiem, nie liczę ich. Wiem tylko, że będzie ich na pewno jeszcze wiele, bo za każdym razem znajduję coś, co nie jest mi wcale potrzebne. Myślę, że uczę się także mniej sentymentalnego podejścia do rzeczy i przestaję składować wszystko, bo tak wypada, bo to był prezent, bo to pamiątka, bo było drogie, bo nie zużyłam do końca... Jeśli obserwujesz mnie na Instagramie, to wiesz, że ostatnio znów wyrzuciłam sporo nieużywanych kosmetyków, których nie udało mi się zużyć. Tak, to wyrzucenie pieniędzy, jednak sama się uczę (zgodnie z tymi sposobami na oszczędzanie na kosmetykach), by więcej nie doprowadzać do takich sytuacji. Wyrzuciłam kosmetyki, które były już niesamowicie przeterminowane (o wiele dłuuuugich miesięcy). Uczę się, że nie muszę ich trzymać, jeśli stoją nieużywane. Kolejny raz po prostu muszę ich nie kupować. 

Tak samo z rzeczami innego rodzaju: dekoracjami, ubraniami, pisadłami, książkami, rzeczami na camping itd. Wszystko mam poukładane, posegregowane, a wciąż znajduję coś, co tylko się kurzy i komuś innemu pewnie posłuży lepiej. I to jest mój pierwszy ulubieniec tego miesiąca.


Minimalizm - organizacja i porządkowanie rzeczy

Pierwszym ulubieńcem jest posiadanie mniej. Przestaje mnie powoli przytłaczać ilość rzeczy. Znajduję puste przestrzenie tam, gdzie wcześniej było napchane po brzegi. Mam jedną pustą szufladę i trzy półki na regale, a to dopiero... może połowa drogi. Wiele jeszcze przede mną, ale cieszę się z tej ulgi, porządku i spokoju w głowie oraz w przestrzeni dookoła mnie, jaki daje mi minimalizm

Z minimalizmem można przesadzić, więc pozbywam się rzeczy stopniowo, co jakiś czas znajdując coś, czego nie potrzebuję. Spokojnie, krok po kroku. Nie rzucam się na głęboką wodę. Nie próbuję dostosować się do wymagań innych, który mówią, że jedyny słuszny minimalizm jest wtedy, gdy posiadasz 30 sztuk odzieży, mieścisz dobytek w walizce, masz jeden garnek, nie malujesz się itd. Dostosowuję minimalizm do moich potrzeb. 

Ulubiony serial

Jeśli chodzi o niefizycznych ulubieńców, chciałabym podzielić się z tobą dwoma serialami, które oglądałam w ostatnim czasie. Jeden to już kontynuacja, a drugi to miniserial, który bije rekordy popularności. 

The Crown

Kolejny sezon serialu, na który wszyscy czekali, czyli The Crown, opowiadający o królowej Elżbiecie II, która według mnie jest ciekawą postacią. Nie mówię, że jest postacią dobrą czy pozytywną, bo sama mam problem, by tak ją nazywać. Z pewnością wyrządziła wiele złego, ale także wiele dobrego. Nie mnie ją oceniać. Jestem ciekawa i śledzę z zapartym tchem, kiedy królowa zrezygnuje z korony i uda się na zasłużoną emeryturę. Myślę jednak, że tych czasów szybko nie doczekamy. 

Najnowszy sezon The Crown opowiada o postaciach, o których słyszał cały świat. Wątki Lady Di i Żelaznej Damy przeplatają się z perypetiami rodziny królewskiej, zmianami w kraju oraz historycznymi wydarzeniami, o których mogliśmy nie mieć pojęcia. Serial daje nam nowe spojrzenie na niektóre postaci. Jak się okazuje, Diana wcale nie była taka niewinna, na jaką wygląda. Nie przeczę, że Karol i jego matka dali jej w kość, ale sam wątek rozpoczęcia związku młodej dziewczyny z księciem już był zastanawiający i wróżył katastrofę. Cóż, po prostu obejrzyj go sama i dokonaj własnej oceny!

Gambit królowej

Serial, przed którym długo się wzbraniałam, aż w końcu przepadłam. Przede mną jeszcze dwa odcinki, ale już skradł moje serce. Chcę zacząć jednak od czegoś innego, co niejako związane jest z serialem.

Przeczytałam kiedyś nagłówek, chyba na Onet.pl: tak wygląda prawdziwe życie mistrzyni szachów. Polka opowiadała o swoim życiu. I ja wiem, że to tylko serial, ale kim jesteśmy, by twierdzić, że tylko nasze życie jest PRAWDZIWE? Lubimy mówić, że czyjaś praca nie jest PRAWDZIWA, że dopiero pozna PRAWDZIWE życie, że mając jedno dziecko jeszcze nie wie, co to PRAWDZIWE życie. Czy nie możemy po prostu przyjąć do wiadomości, że czyjeś PRAWDZIWE życie wygląda właśnie tak, zupełnie inaczej niż nasze?

Dobrze, wyładowałam się, więc teraz o serialu. Nie wiem, czym zachwycają się inni, bo nie czytałam recenzji. W ogóle rzadko sięgam po recenzje, bo przeważnie lubię inne rzeczy niż reszta, co innego mnie zachwyca itd. W serialu spodobały mi się:
  • wygląd głównej bohaterki - przykro mi, ale to prawda. Na pięknych ludzi przyjemnie się patrzy. Tak samo na jej stroje;
  • lubię oglądać filmy/seriale, które opowiadają o czasach, w których nie miałam okazji żyć - inne realia, inne życie;
  • sam motyw szachów - może nie jako konkretnie szachy, ale jako element pracy umysłowej, bo jednak ta gra do prostych nie należy;
  • przedstawienie pracy umysłu Beth Harmon - jak szachy pojawiały się na suficie, ale też sposób analizy i szybkość owej analizy. Widzę w tym trochę siebie;
  • wątek sierocińca - w ogóle uwielbiam książki czy filmy o sierocińcach z poprzednich epok. Fascynuje mnie to, choć to ciężki temat.
Podobał mi się także sposób przestawienia całej historii, kadry, kolory i ogólnie wizualna część. Polecam. 

Ulubione książki

Metro 2035 Dmitry Glukhovsky

O ile druga część mnie nie porwała, tak trzecią czytałam z zapartym tchem. Artem wierzy, że da się żyć na powierzchni. Ba! Że tylko oni żyją zamknięci w moskiewskim metrze, a reszta świata gdzieś na powierzchni wiedzie normalne życie. Próbuje znaleźć dowody i, gdy mu się to udaje, przekonać innych do opuszczenia metra w poszukiwaniu normalnego życia. 

Metro 2035 opowiada o jednostce, która chce zmienić świat dotąd jej znany. Artem nie pamięta wiele z życia na powierzchni, przed wojną nuklearną. Jego jedynym pragnieniem jest żyć normalnie, bo życie w podziemiach to ciężka praca, jedzenie grzybów, wojny między stacjami i... 

Chciałabym opowiedzieć ci, co odkrył Artem, ale zdradzę całą treść, a liczę, że przeczytasz tę książkę, bo naprawdę warto. Powiem ci tylko tyle, że opowiada o tym, jak bardzo ludzie nie lubią zmian i są gotowi żyć w tragicznych warunkach, bo przecież gdzie indziej może być jeszcze gorzej. Są tak uparci, że niszcząc nie tylko siebie samych, ale też wszystkich dookoła. Jak czuje się jedna osoba, która myśli inaczej? Przekonaj się, czytając książkę. 

Miej umiar Natalia Knopek

Książką, którą polecałam ci już na Instagramie:


Jeśli czytasz Newsletter, który wysyłam mniej więcej raz w miesiącu, to także już o niej wiesz. A jeśli nie czytasz, możesz zapisać się tutaj.

A o samej książce mogę powiedzieć wiele dobrego. Poukładała mi w głowie pewne kwestie związane z minimalizmem. Wspomnę tylko, że nie zajmuje się ona jedynie tematem minimalizowania ilości rzeczy, ale także minimalizmem w kontekście umysłu, relacji, duszy. 52 rozdziały, po jednym na każdy tydzień roku. Ja przeczytałam ją szybciej, przy okazji robiąc notatki. Takie książki zawsze czytam z długopisem w dłoni. 

Część była dla mnie tylko przypomnieniem, ale część treści była zupełnie nowa. Nie zapisywałam jedynie tych rzeczy, które albo już wprowadziłam do swojego życia, albo nie chcę wprowadzać. Bo, co ważne, Natalia nie wmawia nam, że musimy to wszystko robić dokładnie tak. Pisze o tym, że warto czasem po prostu pogodzić się z tym, że czego nie chcemy, nie możemy lub po prostu nie zrobimy i to też jest ok. Naprawdę polecam ci tę książkę. 

Ulubione kosmetyki

Cóż, jak zwykle nie zastanawiałam się nad tym, czy mam jakieś ulubione kosmetyki w tym miesiącu. Prawda jest taka, że używam ciągle tego samego, aż nie zużyję. Bardzo rzadko kupuję nowości, a jeśli już, to tylko dlatego, że akurat coś mi się kończy/skończyło. Więc możesz być pewna, że ulubieńcy z poprzednich miesięcy nadal nimi są. 

Ulubione dla duszy

W tym miesiącu robiłam kilka rzeczy, które miały uspokoić mój szalejący umysł, wyciszyć mnie i dać poczucie bezpieczeństwa. 

Pisanie w dzienniku

Staram się każdego dnia zapisać coś, co mnie zdenerwował, zasmuciło. Ogólnie negatywne emocje, których chcę się pozbyć ze swojej głowy. Później równoważę to tym, za co jestem wdzięczna. A dziś na youtube posłuchałam o poranku pewnej dziewczyny i pomyślałam, że wprowadzę pewne zmiany w moim dzienniku. Aktualnie piszę go rano lub przed południem. Więc śmiało mogę napisać, dlaczego ten dzień będzie dobry (ale wieczorem mogłabym napisać, dlaczego był dobry). 

Medytacja

W tym miesiącu spróbowałam także medytacji. Najpierw była to medytacja prowadzona. Dzięki temu skupiałam się na słowach, które słyszałam i nie rozpraszałam umysłu. Później zaczęłam praktykować sama. I choć czasem o tym zapominam, to wiem, że bardzo dobrze robi mi te 5 minut medytacji. Uspokaja, wycisza...



Myślę, że tym spokojnym akcentem zakończę dzisiejszy wpis. Jacy są twoi ulubieńcy miesiąca? Mogą być bardziej przyziemni! Daj znać w komentarzu. 

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia!

16 komentarzy:

  1. Medytacja jest cudowna, praktykuję od dłuższego już czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie z chłopakiem minimalizujemy jego ilość rzeczy. Przeprowadzamy się, a on ma kupę niepotrzebnych gratów. Ja w ciągu 2,5 roku przeprowadzam się po raz 5, więc minimalizację mam już obcykaną XD
    Zainteresowałaś mnie medytacją. Chyba spróbuję, bo czasami czuję, że potrzeba mi takiego wyciszenia i oderwania się od świata. Dodałam Cię na insta alex_poliwka ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. AŻ zajrzałam do swojej listy postanowień i tak samo mam jak ty. Część zrealizowałam a z części nie wyszłam poza swoją sferę komfortu kurczę. Ja tych seriali nie oglądałam ale słyszałam zwłaszcza właśnie o Gambicie ale kto o nim teraz nie mówi ?
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy o nim mówią i przeważnie się takich tematów nie podejmuję, ale to był wyjątek, bo to naprawdę dobrze zrobiony serial :)

      Usuń
  4. Lubię czytać takie posty, zainspirowałaś mnie do pisania dziennika. Kiedyś się za to zabierałam, ale przerwałam. Medytację miałam w planie w listopadzie, jednak nie spróbowałam, może uda mi się w grudniu w to trochę wkręcić. Gambit Królowej obejrzałam i bardzo mi się podobał, właśnie się przymierzam do The Crown ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W "Gambicie królowej" po prostu się zakochałam, a nawet mam ochotę nauczyć się gry w szachy :D Cudowny i wciągający serial.
    weruczyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie aż tak, żeby grać, bo już kiedyś próbowałam i to nie dla mnie, ale serial jest cudowny :)

      Usuń
  6. Muszę spróbować medytacji :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczęłam medytować w listopadzie i żałuję, że zdecydowałam się na to dopiero teraz! Genialna forma relaksacji!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gambit królowej- obejrzałam za jednym zamachem, ciężko było się oderwać od tego serialu. Zarwałam noc, ale warto było. dla mnie uroda głównej bohaterki była intrygująca, zwłaszcza jej spojrzenie.
    U mnie pisanie sprawdza się, kiedy jest mi naprawdę źle. Nie czuje potrzeby opowiadania komuś o problemach, ale czuje że muszę przelać myśli na papier. Wtedy zaczynam czuć się lepiej, jest mi lżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, uroda głównej bohaterki także rzuciła mi się w oczy :) Cieszę się, że pisanie ci pomaga w takich sytuacjach :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia