wtorek, 10 listopada 2020

Minimalistyczna garderoba #7 | ubrania nie służą zadowalaniu innych

capsule wardrobe w polskiej wersji

Projekt Minimalistyczna Garderoba powoli zbliża się do końca. Tak naprawdę zostały nam (z dzisiejszą) 3 części, a później podsumowanie. Szybko ten czas zleciał, a dziś jest już 7 tekst na ten temat! Mam nadzieję, że znalazłaś choć jeden fragment, który pomógł ci się uporać z jakimś problemem związanym z twoją własną garderobą. Dzisiaj zajmiemy się bielizną oraz kwestią zadowalania innych swoimi ubraniami (oraz wyglądem w całości). Zaciekawiona? Zapraszam do czytania dalej. 



Pozostałe wpisy z tej serii:

Minimalistyczna garderoba - ubrania sportowe

Na początek jednak podsumuję poprzednią część, jaką były ubrania sportowe. 

capsule wardrobe ubrania sportowe

Jak możesz zauważyć, nie pozbyłam się niczego. Nie jestem w stanie teraz sprawdzić, czy spodenki są ok, bo jest na to po prostu za zimno (to ubranie typowo na lato). Dwie pary legginsów mają kredyt zaufania, choć ja i tak ćwiczę tylko w jednych. I jedna bluzka. Ćwiczyłam w niej czasem, ale zjeżdża mi za każdym razem i chyba z niej jednak zrezygnuję. Być może po prostu włożę wszystko do pudła i zobaczę, czy choć raz zatęsknię. 


Minimalistyczna garderoba - bielizna

Jeśli zaś chodzi o bieliznę, to... tym razem nie pokażę zdjęć, bo po prostu nie chcę dzielić się ze światem tym, jak wyglądają moje majtki (przykro mi, ale w normalnym życiu nie wyglądają jak z katalogu, obszyte koronkami. Niektóre mają plamy po okresie, niektóre są już stare, ale idealne właśnie na okres, a niektóre są po prostu prześliczne). Po za tym też nie jestem w stanie tego wszystkiego pokazać, bo sporo jest w praniu (brudnych tym bardziej nie będę pokazywać). Nie ma takiego dnia, żebym mogła pokazać wszystkie razem. Ale! Mam ich na tyle, że jestem w stanie wymienić wszystkie, jakie posiadam, więc nie jest tak źle. Ale o tym jeszcze za chwilę będzie. 

Zajmę się każdą podkategorią należącą do bielizny.


Staniki

Mam trzy, ale wciąż mam wrażenie, że jest ich za dużo. Ubieram tylko do pracy oraz do lekarza (choć do ginekologa nie ma sensu, bo do badania piersi i tak trzeba zdjąć. Tak samo u lekarza medycyny pracy - przy badaniu EKG jeśli się nie mylę, także musiałam zdjąć). Nie lubię nosić stanika i w końcu nauczyłam się, że nie mam takiego obowiązku. Nikt nie powiedział mi nic złego, nikt nie skomentował. Moje małe A i tak nie rzuca się w oczy, więc tym bardziej nie widzę sensu noszenia go. 

Pisałam na ten temat > KOBIETY WYZWOLONE

Mam jeden stanik z push-upem z czasów, gdy myślałam, że moje piersi powinny ładnie wyglądać w dekoltach. Dziś już tak nie myślę i ten stanik to dla mnie skaranie. Jeden mam z koronką - bardzo wygodny. Oraz jeden zwykły czarny - kiedyś był samonośny, ale jest już tak stary, że ta funkcja w nim nie działa. 


Majtki 

Tak, jak już wspomniałam, mam różnego typu majtki. Zwykłe bawełniane figi (5 sztuk), mam też poliestrowe, których w końcu się pozbędę, koronkowe (które są genialne na okres, bo się tak wżynają w ciało, że podpaska nie ma szansy się ruszyć), stringi (których nie lubię)... i to chyba wszystko. Razem około 12 par. 

Czy to dużo? Można by powiedzieć, że tak i normalnie bym się z tego nie tłumaczyła, ale chcę ci pokazać, że minimalizm to pojęcie względne i nadal uważam, że jestem w tej dziedzinie minimalistką. Otóż, czasem podczas okresu zdarzy się, że muszę przebierać majtki dwa, a nawet trzy razy dziennie. A druga sprawa jest taka, że w dwie osoby po prostu nie uzbieram tak szybko prania, by prać kilka razy w tygodniu. Także raz w tygodniu to jest maksimum, ile jestem w stanie uzbierać. Więc i majtek muszę mieć więcej. To samo tyczy się skarpetek, żebym nie musiała się powtarzać. 

Dla mnie bielizna ma być użytkowa, więc nie mam żadnych fikuśnych majtek. Jeśli coś mi nie odpowiada, po prostu się pozbywa. Kupiłam ładne, zwykłe, proste bawełniane figi i one są dla mnie najlepsze. 


Skarpetki

Oprócz tego, o czym wspomniałam chcę napisać, że nie mam żadnych kolorowych, fancy skarpetek. Podobają mi się na zdjęciach, ale w życiu nie. Lubię stonowane, jasne lub ciemne, ale nie pstrokate.  Myślę, że w tej kwestii się nic nie zmieni. Mam kilka par długich skarpetek, bo nie noszę tylko stopek. A stopek mam dość sporo. Pracuję fizycznie i latem po powrocie do domu muszę skarpetki przebrać. Normalne. I łączymy to z praniem raz w tygodniu. Potrzebuję ich po prostu więcej.

Mam kilka par skarpetek do baletek, ale rzadko je noszę. Do tego trzy pary zakolanówek, które bardzo lubię oraz kilka par grubych skarpet na zimę. Powiedziałabym: świątecznych, ale dla mnie już czegoś takiego nie ma. Są po prostu zimowe :) po za tym ciepłe skarpety można nosić też w lutym, a wtedy żadnych świat nie ma. 


Rajstopy

Mam ich dość sporo: gładkie, grube, cienki, w gwiazdki, w koty, w kokardki, w kropki... Łączy się to po prostu z faktem, że lubię chodzić w sukienkach i spódniczkach, a do nich gołe nogi nie zawsze są odpowiednie (np. nie teraz, gdy jest po prostu zimno). 


Podkoszulki

Chyba jestem stara, bo mam dwie podkoszulki i noszę je pod bluzki na długi rękaw oraz swetry. Jestem zmarzluchem i tak po prostu jest mi cieplej. Już dawno pozbyłam się przekonania, że w ubraniach trzeba wyglądać jak z katalogu. Nie. Ubrania mają być użytkowe i dawać ciepło oraz komfort. 


Stroje kąpielowe

Uwielbiam pływać, jeździć nad wodę, nad morze i wszystko co związane z wodą. Mam aż... dwa stroje kąpielowe i nie potrzebuję więcej. Przepranie takiego nie zajmuje dużo czasu, przeważnie też schną szybko, więc - nawet jak chodziłam w szkole na basen dwa razy w tygodniu - nie mam problemu z brakiem stroju. 


Szlafrok

Mam jeden ciepły szlafrok oraz jeden peniuar na lato. 


Piżamy

Rzadko śpię w piżamie, raczej tylko zimną. Mam jedną koszulę nocną, jedną zimową piżamę (ciepłe spodnie, długi rękaw), jedne spodenki bez góry, jedną letnią piżamę (krótki rękaw i spodenki) i jedną górę bez spodni. Muszę także zrobić tam przegląd. 


I jeśli chodzi o bieliznę... to byłoby chyba na tyle. Zastanawiam się, czy o czymś nie zapomniałam, ale chyba nie. 


Ubrania są dla ciebie

Ubrania mają służyć głównie tobie, a nie zaspokajaniu potrzeb innych ludzi. Polacy mają to do siebie, że nigdy im nic nie pasuje i przy tym myślą, że mogą na głos komentować wszystko, co tylko widzą. Przez to nie raz słyszymy, że chyba już nie wypada, że to brzydkie, że źle wyglądamy itd. A ile razy słyszymy, że w czymś nam ładnie? Że promieniejemy? No właśnie...

Zacznijmy od kompletnej podstawy, jaką są prezenty od innych ludzi. To drażliwa kwestia, bo przecież ktoś się starał, żeby ci się spodobało. A tak po prawdzie, to wybrał coś, co jemu się podoba i powinno przez to podobać się tobie. Dodatkowo wychowywani jesteśmy w takim poczuciu, że nie można nikomu powiedzieć nic złego. Skłamiemy, że prezent jest idealny, wrzucimy na dno szafy... a kolejny raz dostaniemy coś w tym samym stylu, bo przecież nam się podobało. I tak zbieramy niepotrzebne przydasie. 

Nauczyłam się już, choć według niektórych to nieuprzejme, żeby powiedzieć, jeśli coś mi się nie podoba. Robię to możliwie kulturalnie, ale wolę wprost powiedzieć. Ale przecież ta osoba będzie urażona! Może i będzie, ale ty - dostając kompletnie nietrafiony prezent - też masz prawo czuć się urażona. Jeśli ktoś chciał zrobić ci przyjemność, powinien słuchać i obserwować, by nie dać ci czegoś nietrafionego. A przynajmniej by dać coś, co wpasowuje się w twój gust. 

Pierwszy raz powiedziałam tak, gdy moja przyszła teściowa chciała mi dać kapelusz. Uwielbiam kapelusze, ale mam takie, które faktycznie noszę (wełniany na jesień, z szerokim rondem na plażę oraz zwykły, z małym rondem do chodzenia wiosną i latem). Nie potrzebuję więcej, a i wybranie tych trzech nie było łatwe, bo nie kupuję tego, co mi nie odpowiada. A kapelusz, który miałam dostać, był... brzydki. Z niepotrzebnymi ozdobami i duperelami, które kompletnie nie wpasowują się w mój styl. Grzecznie podziękowałam, mówiąc, że mam odpowiednią ilość kapeluszy i nie potrzebuję więcej. Innym razem dostałam ozdobne spinki do włosów (ja, która używa czarnych gumek do włosów oraz od parady zwykłych wsuwek). Osoba obdarowująca mnie mówiła, że każda kobieta musi takie mieć, na co ja odparłam, że niestety, ale nie używam takich ozdób. Kolejnym razem dostałam torebkę... muszę jeszcze popracować z tą osobą, bo niedługo zakopię się pod stertą niepotrzebnych rzeczy. 

Przejdźmy do kolejnego aspektu, jakim jest wypada i nie wypada. To tak jak z prezentami - generalnie to odczucie osoby, która daje coś, a tym razem - ocenia. Bo tak naprawdę, gdzie jest zapisane, że nie wypada mi nosić tego lub tego? Jestem niska i mam sukienkę do mniej więcej 2/3 łydki. Lubię ją i się sobie podobam. Ale przecież niskim dziewczynom nie wypada! Przykro mi, ale mam w dupie, co ktoś uważa na temat tego, co mi wypada. I to bezczelne, ale wypada jednak czasem zamknąć buzię i nie mówić nic. 

Bo kobiecie po 30... bo matce... bo nastolatce... bo niskiej... bo wysokiej... bo chudej... bo grubej... Mam dla ciebie jedną radę - wpuść te słowa jednym uchem i wypuść drugim. Ubieraj się tak, by dobrze się czuć i podobać się sobie, a nie innym. 

Mój były miał tendencje do tego, by mówić mi, czego mam nie nosić, a co tak. Jego priorytetem był podkreślony tyłek itd. Cóż, w końcu nauczyłam się mieć gdzieś to, czy jemu się podoba, jak jestem ubrana. To ma się podobać głównie mi. 

I na koniec moda. Wcale nie musisz być modna. Możesz mieć taki lub inny styl (nie wypowiem się, bo się po prostu na stylach nie znam). I nie musi cię interesować to, co jest najczęściej kupowane w aktualnym czasie. Albo wręcz przeciwnie - jeśli uwielbiasz modę - nikomu nic do tego, że kupujesz to, co akurat jest popularne i nosisz. Mogą sobie komentować, że jesteś modna lub nie, ale to ty masz się dobrze czuć. 


A jaka jest twoja rada dotycząca ubrań? Podziel się w komentarzu!

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia następnym razem!


Ps. Dostawałam prośby o powiększenie czcionki. Czy teraz już jest w porządku? :)


Wyświetl ten post na Instagramie.

Obiecałam, więc jestem. Staram się robić bardziej jesienne zdjęcia i liczę na odzew, czy się podobają. Nie potrafię jeszcze zrobić ładnej kompozycji, ale próbuję i będzie lepiej. Zadbajmy o siebie i swoje dobro, życie, zdrowie, bezpieczeństwo. Social media to świetny wynalazek. Wyobraź sobie być na kwarantannie i mieć tylko telewizję (ja nie mam!) I telefon. Wiem, że można sporo robić offline, ale internet i same SM dają naprawdę wiele możliwości. Dzięki nim trafiłam kiedyś na jogę. A niedawno na medytację prowadzoną u @bohobeautifullife i przepadałam. Medytowalam każdego dnia przez ostatni tydzień i w kolejnym także zamierzam. I jeszcze w kolejnym... I tobie też polecam. Nie musi być prowadzona. Możesz wziąć matę, albo usiąść po prostu na łóżku czy gdziekolwiek chcesz. Zamknij oczy i spróbuj opanować galopujące myśli. Nie zastanawiaj się, co jest do zrobienia, że praca czeka, że to, że tamto. Za każdym razem wróć do niemyślenia. Albo licz wdechy. Oddychaj głęboko i poczuj, jak się uspokajasz. Tydzień medytacji sprawił, że jestem spokojniejsza i mniej nerwowa. Nie wybucham tak szybko, a i gorsze wydarzenia traktuje z większą rezerwa. Jest lepiej. Spróbuj. #medytacja #medytacjaprowadzona #meditation #guidedmeditation #jesiennezdjęcie #jesiennakompozycja #cieplewnetrze #przytulnewnetrze #żółteliście #jesienneliście #świeczka #światełka #ksiazkadobranawszystko #niejestemstatystycznympolakiemlubięczytaćksiążki #autumncolors #autumnsetup #cozyplace #warmmoments #autumnleaves #yellowleaves #candlelover #candlesofinstagram #bookstagrampl #lightsandshadows #книга #шукач

Post udostępniony przez Klaudia Jaroszewska (@kocipunktwidzenia)

24 komentarze:

  1. Moim zdaniem swojej bielizny lepiej nie pokazywać w necie. Za dużo różnych perwersów się kręci po świecie. Myślę, że jeśli nie lubisz chodzić w biustonoszu to wcale nie musisz. Osobiście nie widzę w tym problemu i nikt inny również nie powinien. Mnie akurat moda nie interesuje, jedyne na czym mi zależy to żeby dobrze się czuć sama ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że ubrania mają zadowalać nas, a nie innych. Bielizny u mnie nigdy zbyt wiele, oczywiście dobrej jakości, bo nie wyobrażam sobie torturować swojego ciała w byle czym :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przejmuję się modą - owszem część trendów mi się podoba, ale nie czuję przymusu, by od razu lecieć do sklepu i kupować nowe rzeczy ;) Noszę to, w czym czuję się dobrze, sexy, albo w czym jest mi po prostu wygodnie - w zależności od potrzeb :) Ubrania to nie powód do spiny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, rada? Chcesz sobie kupić nowy T-shirt? Najpierw pozbądź się dwóch zbędnych (podobnie jeśli chodzi o spódnice, sukienki, swetry, bluzki). Ostrzegam jednak, to genialna w swej prostocie rada wcale nie jest prosta w realizacji :) Ale staram się jej trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgodzę się ubrania i to, co ogólnie nosimy- to nam ma się podobać, to my mamy się czuć w tym komfortowo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię bardzo ładną bieliznę dobrej jakości, od wielu lat kupuję staniki tylko w sklepach z bielizną, bo po mają dużo rozmiarów i mogę dobrać coś dla siebie w czym dobrze się czuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejny rzeczowy i bardzo przydatny wpis! Czas wcielić go w życie! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się. To co nosimy ma się najbardziej podobać nam :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja za każdym razem gdy sprzątam szafę pozbywam się rzeczy w których dawno nie chodziłam. To cud bo ja naprawdę jestem strasznym chomikiem :D
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej! Ja podziwiam taki minimalizm. Osobiście nigdy nie umiem niczego wyrzucić, do wszystkiego mam choć mały sentyment. Zawsze w porządkach pomaga mi mama. :D haha

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia