czwartek, 16 kwietnia 2020

Co chcę zmienić, by żyć (bardziej) w zgodzie z naturą?


Od długiego czasu myślę sporo na temat natury i tego, jak postrzegamy ten świat. Ludzie są problemem (i to ogromnym. Myślę, że z dnia na dzień coraz większym) dla Matki Ziemi. Nie dajemy jej prawie nic od siebie, a ciągle tylko eksploatujemy ponad normy, ponad potrzeby, aż zasoby się nie wykończą. Zaśmiecamy ponad miarę i bawimy się nią - wykorzystujemy do swoich celów. Oczywiście, jest grupa ludzi, która chce dobra planety, działa na rzecz środowiska. I powiem wam szczerze, że każdy z nas właśnie tak powinien działać – każdy z nas powinien ulżyć planecie w jakikolwiek sposób. Nie mówię tu o wielkich czynach, ani o nawet takich, jak przywiązywanie się do drzewa, by nie ścięli lasu. Nie. Mam na myśli takie działania, które może podjąć każdy z nas, by i nam i naturze żyło się lepiej. Są to proste rzeczy, proste sposoby na to, byśmy zaczęli iść w dobrym kierunku.

Jeśli interesuje cię temat ekologii i/lub zaoszczędzenia dzięki niej pieniędzy, koniecznie przeczytaj pozostałe teksty z tej kategorii:


"Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie"


Sama wprowadziłam już sporo zmian w moim życiu. Ostatnio podzieliłam się z wami wyzwaniem #bliżejnatury, które ma właśnie za zadanie nauczyć nas działań sprzyjających zarówno nam samym, jak i naturze. Jeśli jeszcze nie wzięłaś udziału – zachęcam do przeczytania informacji o wyzwaniu i wzięcia w nim udziału.

Wyzwanie #bliżejnatury – wszystko, co musisz wiedzieć o wyzwaniu


Dziś jednak nie tylko o wyzwaniu mowa, ale także o tym, co ja sama chcę zrobić, by żyć w zgodzie z ową naturą. Co ja sama mogę zmienić, by było lepiej. Nie o tym, co może Grażyna spod piątki czy bezdomny z okolicy czy jakiś znany miliarder. Nie. To, co ja sama mogę zrobić i zrobię w stosownym czasie (mniejszymi lub większymi krokami, ale zrobię). Nie chcę zrzucać odpowiedzialności na innych. Ghandi powiedział kiedyś "jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie" i ja się zgadzam z tymi słowami, więc zaczynam od siebie, a was chcę tylko zainspirować i przekonać, że warto coś zmienić w swoim życiu. Nie są to gwałtowne i wielkie zmiany, typu: od dziś jestem weganką, nie produkuję w ogóle śmieci, bio, eko i w ogóle zero waste. Nie, nie, nie. Nie o to tu chodzi. Małe kroczki, małe zmiany i małe postępy są o wiele lepsze, bo przyzwyczajamy się dzięki nim do zmian, akceptujemy je i potrafimy je utrzymać na dłużej. Jeśli wprowadzimy wszystko na raz – po tygodniu (o ile nie szybciej) nam się odechce, zrezygnujemy i tyle z tego będzie. Dlaczego małe zmiany w swoim czasie są najlepsze.

Małe zmiany są najlepsze. Wprowadzanie zmian stopniowo pozwala nam się do nich przyzwyczaić i sprawia, że nie rezygnujemy z nich.

Już dawno zaczęłam wprowadzać małe eko-zmiany w domu. Niektóre z nich są naprawdę malutkie (nowe roślinki w domu, wietrzenie każdego dnia pomieszczeń, zabieranie własnej torby i koszyka na zakupy), niektóre są troszkę większe i wymagały mniejszych lub większych nakładów finansowych (rezygnacja z jedorazówek na rzecz woreczków wielorazowych, dzbanek filtrujący, domowa hodowla kiełków). Przy okazji, jeśli już używamy foliowych jednorazówek, to aż do ich śmierci, to jest: aż się nie rozlecą tak, że nie będzie dało się ich używać. Dzięki temu mam wrażenie, że nie aż tak bezsensownym śmieciem.


Małe zmiany dają duże efekty

Każdego dnia staram się być lepsza. Wychodzi mi to w różnymi skutkami. Mam takie dni, że tylko dobić i wtedy nie będę myśleć o niczym innym, tylko o sobie i swojej wygodzie. Ale większość dni to dla mnie udoskonalanie przestrzeni oraz moich działań, czy też samych myśli, by zarówno mi, jak i mojemu otoczeniu żyło się lepiej. Tak, jak już pisałam, nie zawsze są to spektakularne zmiany. Czasem wystarczy kupienie ogórka bez niepotrzebnej folii (a czasem się nie da. Pojechałam na pierwsze zakupy od półtora tygodnia i tylko takie ogórki w owej folii zastałam).

Nasze życie to pasmo wyborów i to tylko my decydujemy czy będą one dobre, czy złe; rozsądne czy nie; ekologiczne czy nie. My decydujemy, co wybierzemy i czy zrobimy coś dobrego dla ziemi.


Rozpisałam się na wstępie, ale chciałam wam dokładnie przekazać, co mam na myśli, bo często spotykamy się z ogromnym niezrozumieniem ze strony innych ludzi. Także, myślę, że mamy już wszystko wyjaśnione. Możemy przejść krok dalej.


Co chcę zmienić, by żyć (bardziej) w zgodzie z naturą?


Zrobiłam burzę mózgów (dobra, tylko mojego mózgu, ale mój V. też niejako w tym uczestniczy, bo często rozmawiamy na tematy natury, ziemi i życia bardziej ekologicznie i lepiej). Wypisałam sobie wszystko, co przyszło mi do głowy, ale jestem pewna, że za tydzień czy dwa stwierdzę, że jeszcze więcej dobrego mogę zrobić i zmienić. To moje pierwsze przemyślenia na ten temat, ale z pewnością nie ostatnie. Moja lista będzie się wydłużać, wraz z moją rosnącą świadomością.

Dobrze.

Zmiany, które chcę wprowadzić:

Ograniczyć do minimum ilość plastiku – wiem, że nie jestem w stanie zrezygnować z niego całkiem – po prostu się nie da i akceptuję to. Jednak mogę go ograniczać. W jaki sposób? Na razie przyszło mi do głowy:
  • nieużywanie foliowych jednorazówek i w ogóle plastikowych toreb (mogę chodzić nadal na zakupy ze swoją torbą i wielorazowymi woreczkami);
  • kupowanie warzyw i owoców bez folii (teraz, gdy ograniczamy wychodzenie do minimum, godzę się z tym, że w Lidlu były tylko ogórki w folii, ale gdy to wszystko się skończy, chciałabym kupować warzywa na targu, gdzie są one wolne od wszystkich tych plastikowych osłonek. A w marketach – w miarę możliwości chciałabym kupować takie warzywa, które nie mają folii, choć nie zawsze jest to możliwe);
  • mięso i wędliny kupowane do swoich pudełek (nie wiem, jak zmieni się sytuacja po epidemii, ale przed tym wszystkim sklepy wprowadzały możliwość kupowania do swoich pudełek. Mam nadzieję, że to się utrzyma. I teraz – byście nie myśleli, że jestem hipokrytką. Dalej będzie o weganizmie. Ograniczam mięso, ale mój partner nie i ja to szanuję, więc siłą rzeczy będzie ono dalej kupowane.);
  • rezygnacja z plastiku tam, gdzie go nie trzeba (czyli np. w patyczkach higienicznych – można kupować papierowe, które też są dobre);
  • oczywiście można też nie używać jednorazowych sztućców itp. Ale u nas to nigdy nie było popularne i w domu nie posiadamy takich rzeczy.

Ograniczyć zużycie ręczników papierowych – tu leży pies pogrzebany. U nas schodziła czasem i wielka rolka w miesiąc. Teraz jest tego mniej, ale nadal nie jestem zadowolona. Ręczniki papierowe są używane przez nas zdecydowanie zbyt często. Muszę nauczyć się używać wielorazowych ściereczek wszędzie tam, gdzie to możliwe (a zapewniam was, że praktycznie do wszystkiego można je używać).

Więcej roślin w domu – na razie mam ich tylko kilka (i taka sytuacja jest już od bardzo długiego czasu). Jest to sześć roślin (5 w sypialni i 1 w kuchni. W kuchni mamy paproć, która już się trochę rozrosła, ale w sypialni mamy małe rośliny). Chciałabym mieć w domu rośliny, które będą dobrze filtrować powietrze np. skrzydłokwiat, filodendron czy też sansewieria. A najlepiej wszystkie z nich. Muszę też troszkę bardziej dbać o te moje roślinki, które dzielnie pracują dla nas każdego dnia.

Stworzenie idealnej (lub prawie idealnej) capsule wardrobe, czyli szafy kapsułkowej. Po co? Otóż przemyślana garderoba skutecznie ograniczy nieprzemyślane (ale i przemyślane też) zakupy. Będą to po pierwsze: zaoszczędzone pieniądze i po drugie: troska o środowisko. Unikając kupowania nieprzemyślanych, niepasujących do mnie ubrań, ograniczę też ilość pałętających się po świecie „śmieci” w postaci ubrań, których nikt nie chce przyjąć ode mnie. Po za tym dla dobra planety warto ograniczyć konsumpcjonizm i zacząć doceniać to, co się ma.

Naturalne środki czystości, które pomogą ograniczyć ilość plastiku (a co za tym idzie – śmieci). Do środowiska dostanie się mniej toksycznej i szkodliwej chemii. I takie naturalne środki do sprzątania są bezpieczniejsze dla nas – do wdychania podczas sprzątania (którego raczej nie unikniemy) czy też podczas kontaktu ze skórą. Na razie kupuję produkty bardziej ekologiczne, ale z czasem chciałabym sama robić środki czystości, jak autorka tego tekstu. Myślę, że to nie jest nic trudnego, wszak nasze babcie używały tylko domowych środków czystości i wszystko lśniło.

Naturalne kosmetyki są ratunkiem dla skóry. Naprawdę. Oczywiście, jeśli skóra jest bardzo wrażliwa lub też alergiczna, należy uważać z tym, czego się do pielęgnacji używa, ale mimo wszystko naturalne kosmetyki są bezpieczniejsze. Kiedyś myślałam, że naturalne kosmetyki do pielęgnacji cery powodują u mnie ogromny wysyp na twarzy. Na szczęście (i nieszczęście) okazało się, że powód był zupełnie inny i bezpodstawnie oskarżyłam niewinne kosmetyki. Teraz do nich wracam. Powoli wymieniam to, co się skończy, na nowe – z naturalnym, bezpiecznym składem. Jak na razie nic mi nie zaszkodziło i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Cruelty free, czyli nietestowane na zwierzętach. Z czasem moja świadomość rośnie. Wiem, jak tworzy się parówki, więc ich nie jem. Wiem, jak wyglądają testy na zwierzętach, więc chciałabym używać kosmetyków, które na zwierzętach testowane nie są. Nie chcę przyczyniać się do cierpienia zwierząt, które tak naprawdę cierpieć nie muszą, co udowadniają kolejne marki ogłaszające, że nie testują na zwierzętach. Skojarzyło mi się tu też badanie nad szczepionką na koronawirusa – testowano ją bodajże na fretkach, które mają najbardziej zbliżone cechy (te, które były brane pod uwagę) do ludzkich. Okazało się jednak, że fretki nie chorują na wirusa. I tak samo myślę, że jest z testowaniem kosmetyków – zwierzętom, które są wręcz faszerowane substancjami, coś może zaszkodzić lub nie – niekoniecznie będzie tak z człowiekiem.

Weganizm – moja droga do weganizmu nigdy nie była określona. Nigdy też nie powiedziałam wprost: od teraz jestem weganką. Moja droga do weganizmu to bardzo długa droga, która usłana jest wieloma zdarzeniami, diagnozami, przemyśleniami, chorobami, wyrzeczeniami. Nigdy z własnej woli z czego nie rezygnowałam (w ten sposób, że nie jem, bo mam takie przekonania). Teraz się to powoli zmienia. Nabiału nie jem ponad rok, ponieważ bardziej mi szkodzi, niż pomaga. Wszystko to związane jest niejako z endometriozą i buntem moich jelit w kontakcie z nabiałem. Potem przestałam jeść pewne rodzaje mięsa (wieprzowe, wołowe itp.) i zostałam tylko przy drobiu. Z czasem okazało się, że ono także nie jest zbyt wskazane (zauważyłam to po wnikliwej, kilkutygodniowej obserwacji mojego organizmu), więc ograniczyłam mięso. Nie wykluczyłam go jeszcze całkiem, ale bardzo ograniczyłam. Zupę gotuję na mięsie drobiowym, bo lubi je mój partner, a ja nie chcę na siłę narzucać mu swoich przekonań. Po prostu sama tego mięsa z zupy nie jem. Zostały jeszcze jajka i na chwilę obecną nie chcę z nich rezygnować, ale jak widzicie – wszystko się zmienia, ja się zmieniam.

Ograniczenie ilości śmieci – wspominałam już o tym przy plastiku, ale też chemii itd. Śmieci to największa zmora. Mamy w domu kosz na ogólne odpady (w tym bio, bo nasz kosz na bio odpady, taki dla całego bloku, jest bardzo rzadko opróżniany i wiecznie jest pełny), mamy kosz na plastik i metal, kosz na papier, worek na leki i opakowania po lekach, miejsce na elekroodpady oraz na szkło. Sporo tego (a mieszkamy w bloku). Tak naprawdę cała szafka pod zlewem to śmietnik podzielony na sekcje. Chciałabym ograniczyć ilość tych śmieci, by móc korzystać z małych pojemników, które nie zajmowałyby aż tyle miejsca. A przy okazji odciążę tym ziemię, która jest przeładowana śmieciami i myślę, że niedługo będziemy wręcz tonąć w śmieciach (jeśli nic się nie zmieni). Po za tym, o ile fajniej byłoby wynosić śmieci raz na dwa-trzy tygodnie, a nie trzy razy w jednym tygodniu?

Wprowadzanie eko-rozwiązań w domu. Jest wiele takich dosłownie malutkich eko-rozwiązań, które można wprowadzać. Chciałabym znaleźć jak najwięcej takich pomysłów i wypróbować je u siebie. Nic na siłę, ale im więcej takich małych zmian, tym bardziej zmieni się całe życie, postrzeganie natury i świata oraz świadomość, jak działa to wszystko. To, że wyrzucimy śmieci do kosza, nie sprawia, że w magiczny sposób znikają. One będą zalegać gdzieś indziej. I właśnie małe zmiany prowadzą do dużych zmian, które będą miały realny wpływ na środowisko.

Troszkę się rozpisałam, ale na blogu także pojawiają się zmiany. Moje życie można by określić jako jedną wielką zmianę. Nie chcę stać w miejscu. Chcę się rozwijać. Dlatego teraz teksty, które będę publikować będą bardziej przemyślane, rozplanowane, trochę dłuższe i bardziej wnikliwe, by naprawdę porządnie przekazać wam jakąś wiedzę, którą dysponuję, by podzielić się moimi przemyśleniami oraz by rozwiązywać moje i wasze problemy.

Mam nadzieję, że tekst się wam spodobał (i reszta zmian także). Jeśli tak – możecie się nim podzielić z bliskimi lub po prostu z osobami, które może zainteresować i zainspirować. Dajcie znać w komentarzach, co o tym myślicie i co wy sami chcielibyście zmienić lub już zmieniliście, by żyć (bardziej) w zgodzie z naturą.

Trzymaj się ciepło. Do zobaczenia!

34 komentarze:

  1. Gratuluję działań :) Też mam swoje torby na zakupy i siateczki na warzywa i owoce. Co do mięsa, mało go jem, a jeszcze rzadziej kupuję. Nie będę jednak wybrzydzać, kiedy ktoś mnie częstuje obiadem, poza tym mam skłonność do anemii. Do sprzątania używam raczej skutecznych środków, które ułatwia mi pracę, nie utrudnią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że dbasz o pewne aspekty. Co do środków do sprzątania, tez nie zamierzam się męczyć, ale używać naturalnych i skutecznych, bo takie też można znaleźć :)

      Usuń
  2. Super, ja mam podobnie, warto o tym myśleć, ja jestem przede wszystkim za ograniczeniem konsumpcjonizmu i kupowania zupelnie niepotrzebnych rzeczy, no i przeciw wyrzucaniu jedzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo zwalczenie konsumpcjonizmu (nadmiernego) rozwiązuje szereg problemów :)

      Usuń
  3. Najważniejsze to zacząć od siebie dobry przykład idzie w świat nic na siłę. No cóż nie kupuję mnóstwa niepotrzebnych rzeczy bo tak jestem "zaprogramowana" niektórzy nazywają to skąpstwem ja zdrowym rozsądkiem:))













    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana
    Ciężko się będzie przestawić ludziom na całkowite eko!
    Każdy musi zacząć od siebie i malutkimi kroczkami iść ku dobremu 🤗🧡🌻🌤️
    Pozdrawiam najserdeczniej🌷🙋☕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nikt nie jest w stanie być 100% eko. Warto jednak chociaż próbować :)

      Usuń
  5. Najtrudniejsze jest nabranie świadomości i pierwsze kroki w stronę eko. Później już jest coraz prościej. :) A może kiedyś i partner przekona się do ograniczenia mięsa - wiadomo, w dwójkę zawsze raźniej, tym bardziej, jeśli się razem mieszka. :)
    PS. Moja siostra nie je mięsa i moja mama początkowo gotowała dla niej osobne potrawy. Z czasem zaczęła sama jeść to, co siostra, a ostatnimi czasy nawet mojemu tacie podaje wersje wegetariańskie, a mój tata kompletnie nie narzeka. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dwójkę raźniej, ale też nie ma sensu wywierać presji. Fajny przykład podałaś, widać, ze w twojej rodzinie przyszło to całkiem naturalnie :)

      Usuń
  6. Brawo :) też staram się ograniczać konsumpcję, nie produkować śmieci, nie używać plastiku, małymi kroczkami do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kapsułowa szafa jest moim marzeniem :D Siedzenie w domu trochę pomaga w jej stworzeniu, ponieważ nie kupuję nowych ciuchów, tylko kombinuję z tym, co mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co najtrudniej jest ci wdrożyć jeśli chodzi o szafę kapsułkową? :)

      Usuń
  8. Super. Ja na razie jem mięso , ale szczerze ? W o wiele mniejszych ilościach. Sama zakupiłam swoją torbę wielokrotnego użytku i moją ulubioną butelkę dafi z filtrem tak bardzo wszystkim znane. Plus dzięki zmianie kosmetyków na te naturalne i wegańskie odkryłam wiele swoich ulubieńców :D
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na butelkę z filtrem się nie skusiłam, bo mamy już dzbanek i do tego butelki z decathlonu, które są wytrzymałe ;)
      Podaj proszę przykłady twoich ulubieńców!

      Usuń
  9. Małymi kroczkami do celu też się dotrze...

    OdpowiedzUsuń
  10. Aktualnie jestem na etapie przejścia na wegetarianizm...Przez x lat nie jadłam mięsa, potem gdy zaszłam w ciąże zaczęłam jeść i tak mi zostało, teraz nie umiem zrezygnować ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie ja się boję choć raz zjeść zwykły, sklepowy słodycz - boję się, że potem będzie mi trudniej z tego znów zrezygnować ;) trzymam kciuki, że uda ci się w końcu!

      Usuń
  11. Pierwsze kroki w stronę eko są najtrudniejsze dla ludzi. Niektórzy z nas nie mają w sobie jeszcze tej eko świadomości. Myślę, że zmiany najlepiej zacząć od siebie. To my jesteśmy zmianą na lepsze :) Bardzo inspirujący wpis!
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo nabranie eko-świadomości to już duży krok :)Dziękuję za bardzo miłe słowa :)

      Usuń
  12. Ze zmian, które Ty chcesz wprowadzić, mnie się już udało jedno już osiągnąć: mam 26 doniczek z kwiatami. Teraz, gdy wychodzenie z domu nie jest wskazane, dzięki tym roślinom czuję się bliżej natury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę ci! Ja tyle nie mam i na razie aż tyle nie będę mieć, choć marzę o takiej domowej dżungli. Jakie rośliny polecasz? :)

      Usuń
  13. małymi krokami do przodu :) ja zaczełam od zastępowania torebek plastikowych - torebkami papierowymi :) i tak juz leci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to coś. Mała zmiana na dłuższa metę przyniesie wielkie efekty :)

      Usuń
  14. Sporo zmian w tym celu już dawno wprowadziłam ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Metodą małych kroczków możemy osiągnąć naprawdę bardzo wiele. 😊

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też zaczęłam wyzwanie od stycznia, walczę najbardziej z ograniczeniem plastiku :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Małymi kroczkami i może się uda. Choć to ciężkie wyzwanie. Ja staram się walczyć z plastikiem, dużą ilością śmieci.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia