piątek, 28 grudnia 2018

O choinka, czyli święta z trzema kotami | Cz. 2


W poprzednim odcinku: Dwa koty w domu to zbyt wiele, y podołać świątecznej podróży. Fifi dzielnie znosi pakowanie oraz ubieranie. Toffi zaś próbuje zamordować swojego oprawcę z zimną krwią, ale - przez jeden mały błąd - trafia w potrzask i sam staje się ofiarą. Co do tego wszystkiego ma czarno-biały wujek, którego właśnie odwiedziliśmy? Czytajcie dalej!


Wujek Kot

Słyszę hałas. Ciocia-babcia mówiła, że przyjedzie mama i weźmie nas do babci-babci. Kocham babcię całym swoim sercem i żołądkiem. Chętnie do niej pojadę. Ciekawe, czy mama przyjedzie sama. Sądząc jednak po hałasie - nie. Pewnie zabrała ze sobą te małe...

- Heeeej - krzyczy od progu. Podbiegam do niej, żeby pokazać, że ją trochę kocham. W końcu zabierze nas do babci-babci, a to dobry uczynek. Dobrych ludzi jest na tym świecie zdecydowanie za mało. 

- Cześć mamo - mówię oficjalnie. 

- Kocieł. Chodź tu do mnie kochanie moje. - Znoszę to wszystko z pokorą. Daję się wziąć na ręce. Przytulić. - A co to ma być? - pyta. A tak, wiem. Już wiem, co zaraz się stanie. Zniosę to. Zniosę. - Co to za kozy w nosie?! Jeszcze się nie nauczyłeś? Oj kocie, kocie. 

Dobra, schodzę na podłogę. Wystarczy tego. Otwieraj klatkę. 

- Wujek KOT! - słyszę. 

Skąd one się biorą? Jedno w klatce. Drugie się pojawiło ot tak. 

- Chodź tu, dam ci buziaka - mówię do Fifi. Kultura osobista tego wymaga. 

- Wujek - cieszy się Fifi. Dobry uczynek. Widzicie, to nie takie trudne. 

- Dobra, chodźcie. Nie wiem, jak długo tu będziecie, bo ja zaraz jadę do babci-babci. Nie wolno drapać mojego łóżka. Można drapać wszystko inne. Proszę załatwiać się do swojej kuwety oraz nie dotykać moich zabawek - mówię, ale Fifi mi przerywa. 

- My też jedziemy do babci-babci.

Stanąłem jak wryty. 

- Że co proszę? 

- Wszyscy jedziemy do babci-babci.

Dobra, rozumiem. Ale zostawicie mnie tam i sobie pojedziecie. Spokojnie, nie ma co panikować. Jadę na wakacje i tyle. Oni będą tam tylko przez chwilę. 

Wdech i wydech. Będzie dobrze. 


Fifi

Minęło już trochę czasu. Wujek jest jakiś dziwny, ale być może stresuje się tylko podróżą. Nie ma sensu się bać. Jeżdżenie jest fajne. Pod warunkiem, że Toffi nie krzyczy. Ale nie będzie krzyczał, bo mówili, że ciocia-babcia też jedzie. A przy niej Toffi niewiele mówi. 

- Fifula, chodź się ubrać - krzyczy mama. 

Pędzę. Biegnę tak szybko, że aż mi się łapki plączą. Będziemy jechać dalej. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę. 

Mama mnie ubiera, a ja idę pod drzwi wyjściowo-wejściowe (działają podobnie do tych w naszym domu) i czekam na nich. Za chwilę pewnie zacznie się ostra jazda. Toffi nie będzie chciał jechać. 

Toffi

Słyszałem, że będziemy jechać dalej. Nie ma mowy. Na dziś już wystarczy. Ukryłem się w szufladzie pod łóżkiem. Słyszałem, jak ciocia-babcia mówi, że będą czekać, aż wyjdę. A ja nigdy nie wyjdę, haha. 

- Wyciągnę go - mówi mama. - On nigdy sam nie wyjdzie - przejrzała mnie. 

Szuflada się wysuwa. Wyskakuję z niej. Będę szybszy, ucieknę i się schowam. 

- Zamknij łazienkę - mówi mama do cioci-babci, ale ja jej nie słucham. Pędzę tak szybko, że nawet nie zauważyłem, jak rozbiłem się o zamknięte drzwi. Ktoś bierze mnie na ręce, ale nie mam siły już uciekać. 

- Daj go - słyszę głos mamy. Czuję, jak mnie bierze. - Oj nie udawaj, nawet się nie uderzyłeś - mówi do mnie. 

Fakt, może dlaczego nie zauważyłem rozbicia się. Bo tego nie było. Racja, już nie jestem otumaniony, ale to był jej błąd. Teraz będę próbował uciec. 

Nie zdążyłem. Wsadziła mnie do transportera i zamknęła. Czyli wracamy do domu. To na pewno nie będzie już takie złe. Tym razem nie krzyczę, bo wiem, dokąd jadę. 

Fifi

Siedzimy w samochodzie. Ale coś jest nie tak. Coś jest bardzo nie tak. Nie ten zakręt. Nie ta ilość dziur w drogach. Nie to powietrze. Czuję, że oddalamy się od domu. Wujek jest spokojny. On chyba wie, gdzie jedziemy. Toffi nadal myśli, że wracamy do domu. 

- Dokąd jedziemy? - pytam.

- Kto to krzyczy? - pyta mama. 

- Fifi - odpowiada tata. 

- Nie krzyczę, tylko się pytam - informuję ich. 

- To Toffi miał krzyczeć, a nie Fifi - śmieje się mama. 

Toffi

Ja o niczym nie wiem. Wracam do domu. Nie będę krzyczał. To Fifi teraz się drze i nie pozwala mi spać. A jestem zmęczony. Wujek chyba śpi, ale ja przez nią nie mogę. 

Wujek Kot

Co znowu? Myślę sobie. Jak nie jedno, to drugie. Będę udawał, że śpię, to nie będą mi zawracać głowy. 

Fifi

- Mamo, źle jedziesz - mówię. - Do domu w drugą stronę. 

Mówię do nich, ale mnie nie słuchają. Przestaję więc, ale żeby się potem nie zdziwili. Kładę się u taty na kolanach i na chwilę zamykam oczy. 

Budzą mnie. Wynoszą z auta. Nie poznaję tego terenu, ale kojarzę ten zapach. Już kiedyś tu byłam. Raz w życiu. Tylko, gdzie jestem...

Wujek Kot

Babcia-babcia już pędzę do ciebie. Biegnę bardzo szybko, ale mam ograniczone ruchy. Nadal jestem w transporterze. 

- Ale on patataja - mówi ludzki brat. 

Biegnę do babci-babci parobku, myślę sobie. Nie mówię nic. W święta trzeba być dobrym kotem. Bo Mikołaj wszystko widzi i słyszy. Ale chyba nie jest w mojej głowie? Jeśli tak, to odwołuję wszystko to, co myślałem do tej pory. 

Wchodzimy do mieszkania. Wychodzę z transportera. 

- Babcia-babcia - cieszę się. 

Fifi

- Babcia? - pytam. Znam ją. Babcia mnie głaska. Jestem szczęśliwa. 

Toffi

- Babcia? 

O nie... muszę się ukryć. Muszę się schować Jestem przerażony...



CIĄG DALSZY NASTĄPI


4 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia