czwartek, 28 maja 2020

Kosmetyczne odkrycia #1 | Lirene, Vianek, Soraya, Yope, Annabelle Minerals


Ten blog był kiedyś praktycznie tylko kosmetykach. Jednak moje zainteresowania i światopogląd bardzo się zmieniły, i po prostu nie miałabym o czym pisać. Nie kupuję zbyt wielu kosmetyków, a jedynie kilka w miesiącu. Nie interesuję się za bardzo nowościami, promocjami itd., bo wiem, co mi służy i wiem też, jakie kosmetyki chcę kupować. Jednak wraz z moją zmianą światopoglądu stwierdziłam, że warto ci napisać czasem o takich moich ulubieńcach z dobrym składem oraz takich, które są nietestowane na zwierzętach (w większości). Mam nadzieję, że spodoba ci się taka nowa seria wpisów. Daj mi koniecznie znać, co o tym sądzisz.

Kosmetyki nietestowane na zwierzętach

Gdy na Instagramie trafiłam na profil @happyrabbit_vegan, zaczęłam bardziej interesować się kosmetykami, które nie są testowane na zwierzętach. Chciałabym kupować takie produkty, których producenci nie popierają okrucieństwa i wykorzystywania zwierząt do badań.

Kosmetyki z dobrym składem - sklep internetowy

Troszkę wcześniej zaczęłam się też interesować naturalnymi kosmetykami z dobrymi składami. Nie jestem dobra w czytaniu składów, ufam więc innym blogerkom w tym temacie. Także wybrałam sobie sklep internetowy Blisko Natury, bo wiem, że sprzedają oni naturalne kosmetyki. Wybór jest ogromny, z różnych półek cenowych. Miła obsługa, szybka dostawa. Idealnie dla mnie! I to nie jest współpraca pod żadnym względem. Na razie kupiłam u nich produkty raz, ale z pewnością zrobię to ponownie.

To taki mój mały eksperyment. Dzięki kupowaniu online ograniczyłam wychodzenie do Rossmanna, a co za tym idzie – nie kuszą mnie produkty na półkach. Do tego, mogę spokojnie przemyśleć zakupy. I muszę to zrobić dobrze, bo mój plan zakłada kupowanie kosmetyków raz w miesiącu. Mogę też 100 razy przyjrzeć się koszykowi zakupów i zdecydować, czy na pewno potrzebuję tego wszystkiego. Ograniczyłam tym wydatki. A także kupuję wszystko w jednym sklepie, gdzie mam cały przekrój kosmetyków naturalnych.

Przy zakupach wspomagam się kontem @happyrabbit_vegan oraz aplikacją o tej samej nazwie, a także listami dostępnymi w Internecie (np. lista firm testujących na zwierzętach). Dzięki temu mogę postawić na kosmetyki cruelty free.

Tyle słowem wstępu, a teraz już o moich 5 odkryciach ostatniego czasu. 

Kosmetyczne odkrycia ostatnich miesięcy

Podkład mineralny Annabelle minerals

Typ: kryjący
Odcień: golden fair

Niestety jedyne informacje które znajduję o testowaniu na zwierzętach to takie, że status nie jest pewny, bo marka nie sprawdza, czy dostawcy składników nie testują na zwierzętach.

Niemniej jednak podkład ten mam już 2 lata i ostatnio odkryłam go na nowo. Bardzo podoba mi się to, że nakłada się go szybko i łatwo, bez brudzenia palców, bez użycia mokrej gąbeczki. nie muszę używać na niego pudru do utrwalenia, bo wygląda dobrze nawet po kilku godzinach. nie zapycha oraz wygląda całkiem ładnie. Mówię „całkiem”, bo nie jest to efekt idealny, ale myślę, że to ze względu na formułę kryjącą. Kiedyś krycie miało dla mnie największe znaczenie, ale teraz wolałabym postawić raczej na lżejszą formułę. 

Podkład kosztuje 39,90 zł za 10 g.

Hydrolat różany Lirene Natura

Z hydrolatem poznałam się dopiero niedawno, po długich „namowach”. Widziałam je mnóstwo razy u innych blogerek, ale na początku nie czułam potrzeby zakupu. Dodam także, że gdy wykończyłam ostatni tonik, jakoś nie było mi po drodze by kupić nowy. I tak sobie żyłam bez tych produktów, aż w końcu zobaczyłam w Rossmannie hydrolat Lirene i wrzuciłam go do koszyka. Bardzo się z nim polubiłam.

Używam go na różne sposoby:
  • Rano i wieczorem po myciu twarzy. Mam wrażenie, że krem lepiej się wchłania nałożony na twarz spryskaną hydrolatem.
  • Spryskuję nim glinkową maseczkę, by nie wyschła. Wcześniej robiłam to wodą w spryskiwaczu do kwiatów, więc taki hydrolat to już poziom wyżej w pielęgnacji.
  • Bardzo rzadko, ale jednak, używam go na włosy, gdy są zbyt napuszone. Spryskuję je delikatnie i czeszę. Dzięki temu uspokajają się i wyglądają ładniej.
Myślę, że hydrolat zostanie na dłużej w mojej pielęgnacji. Podoba mi się też wygoda użycia, bo nie trzeba do niego wacików. Posiada atomizer, który działa bez zarzutu.

Co do samej marki, jest ujęta w aplikacji Happy Rabbit, czyli nie testuje na zwierzętach a do tego skład produktu jest idealny 100% naturalny.

Kosztuje ok 22 zł za 100 ml.

Krem pod oczy Soraya Plante

O tym kremie pisałam wam tu i całkowicie zgadam się z tamtymi słowami. W zapasie mam jeszcze jeden.

Na temat testów na zwierzętach znalazłam sprzeczne informacje, ale firma nie jest ujęta w aplikacji Happy Rabbit, przez co nie jestem pewna tego, czy aby na pewno nie testują na zwierzętach. 


Żel pod prysznic Yope z dziurawcem

Yope jest firmą, która nie testuje na zwierzętach, a do tego ich produkty mają naturalne składy.

Żel podoba mi się ze względu na zapach. Nie potrafię opisywać zapachów, po prostu musisz kiedyś powąchać do sama. Dodatkowo jest bardzo wydajny i wygodny w użyciu pod prysznicem ze względu na pompkę. Nie trzeba brać do w rękę, nie wyślizgnie się. Dzięki owej pompce dozuje się odpowiednia ilość kosmetyku, nic się nie rozlewa i wystarcza na bardzo długo.

Konsystencja jest taka, jak powinna być w żelu pod prysznic. Nie jest wodnista, tylko taka średnio-gęsta. Dobrze się pieni i oczyszcza ciało. Nie wymagam wiele od żelu pod prysznic, ale ten przeszedł moje oczekiwania.

Jest droższy, bo coś koło 16 zł za 400 ml, ale starcza na tak długo, że ta cena naprawdę traci na znaczeniu. Na pewno zakupię też inne wersje zapachowe.

Peeling łagodząco-wygładzający do ciała Vianek

W swoim składzie posiada mielone pestki bzu oraz cukier, które działają złuszczająco. Przyjemnie masują skórę. Przy okazji na etykiecie zamieszczona jest instrukcja obsługi, w której mowa o tym, że peeling należy wmasowywać tak długo, aż cukier się całkowicie nie rozpuści. To bardzo przydatna informacja, która każe nam to zrobić porządnie, a nie byle jak i po macoszemu.

Dodatkowo peeling posiada olej kokosowy, który natłuszcza skórę i nawilża ją. Używałam tego peelingu przez depilacją i nadawał poślizg maszynce. Nie musiałam używać żelu do golenia. Używałam go też tak po prostu i pozostawiał skórę tak nawilżoną, że nie trzeba było już żadnego kremu. Efekt ten utrzymuje się bardzo długo.

Jestem nim zachwycona, a kupiłam go przez przypadek, bo akurat był na dużej przecenie. Normalnie kosztuje jakieś 22 zł za 250 ml.



I to już wszyscy moi ulubieńcy ostatniego czasu. Znasz je? A może masz swoich? Podziel się w komentarzu.

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia w niedzielę!


Mogą cię także zainteresować:

22 komentarze:

  1. Kosmetyki firmy Vianek od dłuższego czasu chodzą mi po głowie bo wiem, że mają świetne składy :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja głównie stawiam na dobre składy w pielęgnacji twarzy. Na pewno wypróbuję hydrolat lirene oraz krem pod oczy soraya. Z lirene mam 50% hydrolat z chabru, ale jest taki trochę nijaki :P Natomiast z soraya miałam krem pod oczy, ale z linii naturalnie, podejrzewam, że są bardzo podobne jeśli nie takie same, ale sama chętnie się o tym przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podkłady od Anabelle uwielbiam, szczególnie teraz, gdy musimy nosić maseczki. Mineralnemu nic się pod nią nie dzieje, nie spływa i w ogóle. Miałam z linni neutral, ale następny chyba już zamówię z serii gold, słońce lekko mnie już musnęło;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to zauważyłam! Własnie bardzo cieszy mnie to, że nic nie spływa ;)

      Usuń
  4. Bardzo lubię całą linię Soraya Plante :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam kiedyś krem pod ozy z firmy Vianek i byłam zadowolona, po Twojej opinii może skuszę się też na peeling :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tym podkładzie i bardzo podoba mi się nazwa firmy Vianek, nie znałam jej :)
    Ja nie mam ulubieńców

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż dziwne, bo jest o niej dość głośno :) mają bardzo przystępne ceny i dobre składy :)

      Usuń
  7. Ostatecznie też polubiłam się z tym kremem pod oczy Soraya :) Stosuję go na dzień, jako krem pod makijaż (pod korektor) ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkie produkty znam, niektórych nie używałam ale naczytałam się już o nich sporo. Ja zawsze powstarzam, że podkład mineralny Annabelle minerals to najlepsze od x czasu co mogłam używać i polecać ☺

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystkie kosmetyki znam. Vianek bardzo lubię :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Używam kosmetyków nietestowanych na zwierzętach (i z "dobrym składem") od ok. 10 lat i nie sądzę, abym kiedyś miała to zmienić. Zostałam też wegetarianką i nie używam rzeczy ze skóry (no i futra oczywiście). Dobrze mi z tym. :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia