niedziela, 2 czerwca 2019

Jestem 1 na 10 - choruję na endometriozę


Marzec był miesiącem walki z endometriozą. Choć mamy już czerwiec, bardzo chcę poruszyć ten temat. Jest mi bardzo bliski. Chciałabym się podzielić z wami moją historią. Historią pełną bólu, cierpienia. Historią pełną gabinetów lekarskich i niezrozumienia. Niezrozumienia ze strony lekarzy, znajomych, nauczycieli, rodziny. Historią pisaną pod wpływem leków przeciwbólowych – coraz mocniejszych, a opcji coraz mniej. Moją historią. Historią endometriozy.


Dwudziesty pierwszy marca dwa tysiące dziewiętnastego roku. Dwa miesiące temu. Wrocław. Lekarz numer sześć. Szósty gabinet lekarski. Trzysta czterdzieści złotych później. Diagnoza. Endometrioza. Endometrioza i guz jajnika.

Pierwszy okres dostałam jakoś w piątej klasie podstawówki. Wtedy było całkiem dobrze. Pomagała mi nospa, a i to tylko doraźnie. Jedyny problem – bardzo obfite miesiączki. Na tyle obfite, że wstydziłam się chociażby chodzić, bo ciągle przeciekały mi popaski – swoją drogą bardzo często zmieniane. Ciągle miałam zaplamione łóżko, bo w nocy nie budziłam się tak często, jak trzeba. Do szkoły zabierałam drugą parę spodni. Mój rekord to były cztery przebrania w jeden dzień.

Lekarz numer jeden. Teraz już nawet nie pamiętam, ale byłam wtedy w szóstej klasie. Jak tam dziewczyny – pełnoletnie, a dalej nie byłyście u ginekologa? Ja miałam dwanaście lat na pierwszej wizycie. Jakieś tam leki, przy których okres był faktycznie lżejszy, to jest: mniej obfity. Leki się skończyły, problem wrócił. Problem wrócił na tyle, że zaczęły się silniejsze bóle brzucha.

Gimnazjum. Moje okresy trwają 7-10 dni. Bardzo obfite, bolesne. Mama pisze mi zwolnienia z w-f. Na początku jest ok. Idę do lekarza. Mówię o tym, że jest coraz gorzej. Paracetamol przestał pomagać. Krwawię za bardzo. Lekarz numer dwa mówi, że mam nie wymyślać problemów. Dobrze, żyję dalej. Kolejne zwolnienia.

- Czemu na cały tydzień? -  pyta wuefistka.
- Bo mam tak długie okresy – odpowiadam.
- To nie jest normalne, idź do lekarza.
- Byłam, lekarz mówi, że to normalne.

Zwolnienia przechodzą z trudem, a ja zaczynam historię z ibuprofenem. Ból tak silny, że zabierają mnie ze szkoły. Nie jestem w stanie stać o własnych siłach. Siedzieć też nie. Pomaga 200 mg ibuprofenu. Skoro lekarz powiedział, że nie widzi problemu – to go nie ma. 400 mg ibuprofenu. Taki stan utrzymywał się mniej więcej do końca gimnazjum. Gdy poszłam do pielęgniarki bo leki przeciwbólowe, usłyszałam, że mam zjeść śniadanie, to mi przejdzie ból brzucha. Medycyna na najwyższym poziomie. Następnym razem słyszałam, że ona nie może dawać leków. Po co są w takim razie w szkole? Odpowiedzi nie znam do tej pory. Zaczęłam nosić przy sobie swoje. I noszę do teraz. Różne rodzaje.

W technikum zaczyna się robić jeszcze gorzej. 800 mg ibuprofenu otumania mnie na jakiś czas, ale nie łagodzi bólu. Opuszczam szkołę, gdy zaczyna mi się okres. Wymiotuję. Mdleję. Nie jem i bardzo chudnę. Przez 2-3 dni nie pamiętam praktycznie nic oprócz bólu i potoku krwi. 1200 mg, 1600. Brzmi jak uzależnienie. Ibuprofen już nie pomaga. Nic nie daje. Przestaję go brać i cierpię w bólu bez pomocy. Nie wiem, jak sobie radzić.

Lekarz numer trzy. Robi wywiad. Rozmawia sam ze sobą.
 - Miesiączki regularne, niebolesne, mało obfite…- Wcale nie – przerywam mu. Patrzy zdziwiony. – Bardzo bolesne. Bardzo obfite.
- Proszę nie wymyślać – mówi, a ja już podejrzewam, że to kretyn, a nie lekarz.

Badanie. Diagnoza: prawie 5 cm torbiel w jajniku. Torbiel numer jeden. Potem jeszcze kilka, co jakiś czas. Za każdym razem: jak pęknie, to poczuje pani silny ból (ehe, taki jak na okres, czy silniejszy?), proszę wtedy jechać do szpitala z zagrożeniem życia.

Dziękuję, dzięki panu mogłam zginąć. Dwa razy. Takiego lekarza nie polecę nikomu. Druga historia z nim pozostanie tylko dla mnie, nie będę się nią dzielić. Dodam tylko, że przy drugiej historii trafiłam na stół operacyjny na cito – zaraz po tym, jak zbadał mnie inny lekarz (w ten sam dzień).

Nie wymyślam, naprawdę boli. Pomaga dopiero kroplówka w szpitalu. Zaczyna się niezrozumienie przez bliskich. Przecież nie mogę tak co miesiąc. Tak wiem, nie mogę. Ale nie robię tego z własnej woli. Tak po prostu jest. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie chce, by go bolało tak bardzo co miesiąc. A zmysły mam zdrowe.

Lekarz numer cztery. Wszystko tu jest w porządku. Tabletki antykoncepcyjne. Do widzenia.

Tabletki na mnie nie działały. Okresy prawie regularne, ale nadal bardzo długie i bardzo bolesne.
Lekarz numer pięć. Prywatnie. Prywatnie będzie lepiej. Znany i ceniony lekarz w tamtej okolicy. Jeden z najlepszych. Moje zdanie? Kolejny kretyn. Diagnoza? Proszę nie wymyślać. Okres na boleć i tyle. Tabletki anty i tyle. Brałam kilka rodzajów. Nic nie zmieniły. Przestałam. Jest mi bez nich lepiej, bo przynajmniej nie ma żadnych skutków ubocznych.

Wspominałam, że z gabinetów wychodziłam z łzami w oczach? Z bezsilności. Wiedziałam, że jest problem. Wiedziałam, że jest poważny, a oni mnie po prostu zbywali. Nie wiedziałam, co dalej robić. Przestałam więc odwiedzać lekarzy. Na półtora roku.

Zaczęły się bóle. Nie, nie podczas okresu. Te nadal były – choć ewoluowały. Teraz brzuch zaczyna mnie boleć już kilka dni przed, a kończy – na koniec okresu (około 6 dnia). Zaczyna mnie boleć jajnik. Prawy. Ciągnie. Ibuprofen nie pomaga. Boli przy owulacjach. Ciągle boli. Cały miesiąc. Drugi. Trzeci…

Nie jestem w stanie stań na nogach zbyt długo, długo chodzić. Boli już bez przerwy. Zasypiam z bólem i wstaję z bólem. Boli i prawy i lewy. Coraz bardziej.

Polecona mi została świetna pani ginekolog. Zobaczymy. Pojechałam sceptycznie nastawiona z poczuciem pieniędzy wyrzuconych w błoto. Wizyta droga – 340 zł. Ale…

Dokładny wywiad. Widać, że pani doktor przejęta sprawą.
 - A co inni lekarz na to? – pyta.
- Mówili, że mam nie wymyślać.

Dobrze, proszę na fotel. Badanie USG.

Diagnoza: duża torbiel o charakterze endometrialnym – guz jajnika. Lewego. (Dlaczego boli prawy? – możliwe zrosty). Liczne zrosty. ENDOMETRIOZA. Ewidentna, widoczna na pierwszy rzut oka. Prawdopodobne polipy w macicy.

Badanie było bardzo dokładne, bardzo dla mnie bolesne. Krwawiłam po nim kilka dni. Dostałam też receptę na nimesil. Pomógł. Raz. Drugi raz nie zadziałał. Wynosili mnie z pracy. Nie byłam w stanie wyjść sama. Pierwsza przepustka. Czekam na kolejny taki przypadek. Boję się.

Od lekarza wyszłam z płaczem. Nie mogłam się pozbierać kilka dni.

W międzyczasie badania. Markery nowotworowe. Drogie badanie, ale co zrobić. Pieniądze, które musze wydać przestają robić na mnie wrażenie. Wszystko stało się dla mnie obojętne.

Do gabinetu wróciłam po trzech tygodniach. Kolejne pieniądze. Polipów nie ma. Chociaż tyle. Torbiel stoi w miejscu. Skierowanie na operację. Do tego czasu uważać. Recepta na ketonal. Na razie pomaga. Zobaczymy, jak długo. Kończą się bezpieczne opcje, choć i tak lata ibuprofemu w końskich dawkach dały się we znaki.

Ciągle boli. Jadę do szpitala. Wizyta w poradni ginekologiczno-onkologicznej. Sama nazwa brzmi strasznie. Miesiąc czekania. 8 maja. Wchodzę do gabinetu. Badanie. Potwierdzona endometrioza. Zabieg? Owszem. Na grudzień. Takie są terminy. Wytną mi wszystkie zmiany. Może na święta będę w domu. Dobrze by było.

A do tego czasu muszę uważać na siebie. Uważać na to, co jem – dieta jest restrykcyjna – opiszę wam to w osobnym poście. Pół roku czekania.

- Zabieg nie gwarantuje nic. Po prostu wytniemy zmiany. Choroba będzie się rozwijać. Nie będę pani okłamywać – będzie tylko gorzej.

Wiem o tym, doskonale o tym wiem. To tylko kwestia czasu po jakim trafię kolejny raz na stół, i kolejny. To tylko kwestia czasu, gdy kolejne leki przestaną działać…

Jestem tu, w domu. Siedzę przed biurkiem i piszę dla was ten tekst.

Tu.

Po ośmiu latach.

Po sześciu lekarzach.

Ponad 1000 zł później.

1000 zł, które kosztowało zdiagnozowanie choroby, której byłam pewna i bez tego.

Jestem tu. Ja i endometrioza.

Wiem jedno. Będę walczyć. I ty też walczcie, dziewczyny. Nie dajcie się lekarzom, którzy bagatelizują problemy. Walczcie o siebie, o zdrowie, a co najważniejsze – o życie!


10 komentarzy:

  1. Serdecznie Ci współczuję, czytałam że łzami w oczach 🙁 Ketonal robi spustoszenia w żołądku, trzeba wyleczyć przyczynę! Na temat lekarzy brak słów, pamiętam podobne zagrywki ze swojej pracy. Nie dało się tam wytrzymać, czułam się wyjątkowo bezsilna i pod obstrzałem z obu stron. Na koloniach letnich, gdybym nie miała własnych leków, pewnie musiałabym leczyć oczami. W szkołach pewnie też oszczędzają 😕 Nigdy więcej. Życzę Ci dużo zdrowia, trzymaj się 😘♥️♥️♥️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, tu przyczyny nie da się wyleczyć, więc ratuję się czym mogę. dziękuję za wszystkie miłe słowa <3

      Usuń
  2. Mam podejrzenie endometriozy i boję się iść do następnego lekarza, bo tak samo od wielu słyszałam, że okres ma boleć i mam nie wymyślać, a to na pewno z tego, że jestem szczupła. Po tym pchanie we mnie leków i zero poprawy. Cieszę się, że nagłaśniasz taką sprawę i mam nadzieję, że inne dziewczyny nie będą musiały przechodzić tego samego, tylko od razu zostaną potraktowane jak powinny. Trzymaj się Klaudia, współczuję i łączę się w ogromnym bólu. W moim otoczeniu też jest kilka dziewczyn, które cierpią. Dużo zdrowia Ci życzę i chęci do życia. Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i cieszę się ze jesteś ze mną regularnie na blogu. Szukaj dobrego lekarza!

      Usuń
  3. Jestem doslownie przerazona tym co czytam. Trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko...o matko! Kochana! Ściskam baaardzo mocno!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Endometrioza jest chorobą, której nie należy lekceważyć. Długo szukałam kliniki, w której lekarz w końcu mi pomoże i będę widzieć efekty leczenia. Trafiłam wreszcie, po miesiącach szukania, na stronę https://leczymyendometrioze.pl/ a z niej do kliniki Medicus we Wrocławiu. Mają tam bardzo dobrych specjalistów. Już na drugiej wizycie lekarz przypisał mi leki, które rzeczywiście pomagają i wszystko zmierza w dobrym kierunku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę mi tu zajeżdża reklamą. Nie musisz pisać tego samego pod każdym wpisem na temat endometriozy.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia