niedziela, 16 czerwca 2019

Ekspedycja Ekspress - dzień pełen pierwszych razów


Finał etapu 1. Moje zdarte kolano. 


W maju braliśmy udział w Tropicielu i od razu odsyłam was do wpisu o tamtej przygodzie. Wygrałam wtedy voucher na Ekspedycję Ekspress dla całej naszej drużyny. Trochę przerażona, kliknęłam rezerwację. Stało się. Pojechaliśmy do Sobótki. Dzień był słoneczny, okropnie gorąco. Legginsy do pół łydki i krótki rękaw. Chusta na głowie i krem z filtrem na ciele. Nie wiedzieliśmy w ogóle, co nas czeka. A czekało wiele. Wszyscy żyją, choć są ranni. Regulamin podpisany, plecaki ekspedycyjne dostaliśmy. Swoje mieliśmy tylko jedzenie, wodę i moje leki przeciwbólowe. Telefony, pieniądze, portfele, karty, wszystko – musieliśmy zostawić. Był zakaz. Dostaliśmy ich telefon z ich aplikacją. A w niej tylko niezbędne rzeczy. Ruszyliśmy na miejsce zbiórki. Niech zacznie się zabawa. 

Park. Rozpoczęcie gry. Rozdali plecaki, telefony. Organizator pyta, kto chce pierwszy przetestować – w aplikacji jest tylko numer telefonu organizatora, skaner QR i aparat. Kinga się zgłosiła. Testuje. Czyta – kto pierwszy czyta tę wiadomość dostaje 100 PLN. Właśnie, wygrywa drużyna z największą ilością gotówki. Dostaliśmy stówę za nic. Fajny początek.

Czas na rozpoczęcie gry. Na chodniku drewniane płytki z bonusami. Kto zgarnie start gry – rusza. Ruszamy jako trzecia drużyna. Tracimy 100 PLN. Jesteśmy na zero – mamy tyle, ile dostaliśmy w plecaku. W nim też latarka, kartka, długopis i apteczka (przydała się).

Dostajemy mapę. Bez nazw ulic. Bez ukształtowania terenu. Tylko zaznaczone punkty. Musimy szukać na nich QR i skanować. Pod każdym coś się kryje. Troszkę podpatrujemy inną drużynę i idziemy w górę. Udało się. Jesteśmy tam, gdzie trzeba.

Pierwszy kod, drugi, trzeci... 

W międzyczasie dostajemy wiadomość, że na koniec pierwszego etapu musimy przynieść surowe kurze jajko.

Kinga idzie do jakiegoś domu po jajko. Dostaje. Jestem za nie odpowiedzialna. Trzymam w dłoni.

Kod – miejsce finału etapu 1. Wiemy, gdzie go szukać. W międzyczasie dostajemy szkodnika – czerwony nocnik. Musimy się go pozbyć (dać innej drużynie), bo jeśli dojdziemy na metę – tracimy 2000 PLN. Pozbyliśmy się chwilę później. Już skacze adrenalina. Biegniemy.

Lecimy na metę. Dostajemy szkodnika. Nie możemy oddać go te samej drużynie. Łapiemy stopa. Wyskakujemy z auta i dajemy innej drużynie szkodnika. Uciekamy na metę. Przewracam się i zdzieram kolana. Jajko całe. Jestem obolała, ale biegniemy dalej. Znajdujemy metę.

Którzy jesteśmy? Pierwsi. Super. Dostaliśmy kasę. Czekamy na resztę.

Zadania na mecie. Równowaga. Przynieść jak najwięcej wody z kamieniołomu. Przyniosłam prawie pełne wiaderko. Jakiś facet miał troszkę więcej. Trzeci wylał trochę po drodze i miał pół. Siła. Vova ma trzymać wiadro z wodą na wyciągniętych przed siebie rękach. Odpadł jako drugi. Wygrał ten, co miał pół wiaderka.

Zadanie na finale etapu 1. 

Drugie zadanie – decyduje o starcie. Gotujemy jajko. Rozpalamy ognisko. Mamy metalowy kubek z wodą z kamieniołomu. Ugotowało się. Oddajemy jako trzeci. Musi być na twardo. Sprawdzają – jest. Startujemy jako trzeci, ale najpierw licytacja. Wylicytowaliśmy klucze. Zapomnieliśmy ich użyć.

Gotowanie jajka

W aplikacji pojawia się mapka. Musimy sobie ją odblokowywać. Jak tropiciel. Biegamy po lesie i szukamy punktów. Dodatkowo musimy uzupełniać kartkę z pustymi miejscami na hasło. 

Uciekliśmy w las przed szkodnikiem, potem i tak go dostaliśmy itd. Na metę dotarliśmy bez niego.

zbiera się na burzę

W plecaku była zapięta na kłódkę kieszeń. Otwieramy kłódkę (kod znaleźliśmy w lesie). Zadanie. Wmówcie innej drużynie, że rezygnujecie z gry. Proste. Kinga ma alergię. Skutecznie pokazała jaką – pozbyliśmy się szkodnika, dostała dwie paczki chusteczek.


drugi etap w lesie, chwilę przed burzą

Zadanie dodatkowe – przynieście w probówce żywego robaka. Mamy mrówkę.

po burzy, szukamy miejsca finału etapu 2.

telefon ekspedycji

Wcześniej zaczęła się burza. Jesteśmy zmarznięci i przemoczeni. W butach chlupie woda. Wiadomość – miejsce finału 2 etapu przeniesione do Opuszczonego Browaru. Docieramy jako 6 drużyna. Mam rozciętą nogę na jakieś 15 cm.

opuszczony browar (zdjęcie z internetu)

Siedzimy w ruinach – wielka dziura w podłodze (tak na 2 piętra w dół, może trzy). Czekamy. Gdy dotarli wszyscy – idziemy podsumować nasze zadania (takie jak z tą rezygnacją z gry, każda drużyna miała coś). Idziemy na drugą stronę. Kubeczki. Już wiemy, co nas czeka. Obstawiamy kasę od 50 do 300 PLN. Bierzemy kubeczek i jedna osoba musi zjeść zawartość. Michał podejmuje się wyzwania. Zjada żuczka. Dostaje 600 PLN.


podziemia opuszczonego browaru (zdjęcie z internetu)

Trzeci etap – podziemia opuszczonego browaru. Latarki UV, zadania na ścianach, liczby do znalezienia. Kod do sejfu. Nie zdążyliśmy – ktoś nas ubiegł. A przecież mieliśmy klucze. Mimo tego – zabawa świetna. Wychodzimy z ruin. Idziemy do parku. Podsumowanie. Mamy 4 miejsce i tylko niewielkie obrażenia. Naprawdę świetna zabawa. Wracamy do domu, ale jest taka burza, tak leje, że prawie nic nie widać. W końcu docieramy do domu i jesteśmy szczęśliwi, że przeżyliśmy taką przygodę.

8 komentarzy:

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia