sobota, 17 lutego 2018

Przegląd kosmetyków do makijażu: korektory w kredce, kredki do oczu, eyelinery, tusz do rzęs


Jak widzicie na powyższym zdjęciu, mam przeogromną kolekcję produktów w kredkach itp. Tak, to żart. Jest ona niewielka. Nawet 2 nie kupiłam sama. Reszta kosztowała mnie raczej grosze, a mogę powiedzieć, że jestem z nich wszystkich zadowolona. Z każdego z czegoś innego, ale ogółem - są to dobre kosmetyki. 


W dzisiejszym przeglądzie będą:
  • dwa korektory w kredce, które różnią się tylko odcieniem i czymś jeszcze,
  • dwa eyelinery,
  • trzy zupełnie różne kredki do oczu,
  • jeden niezwykły tusz do rzęs. 

Zaczynajmy!



Oriflame Very Me concealer - korektor w kredce z najtańszej pod-marki Oriflame. Odcień Perfect Light, który faktycznie jest bardzo jasny i idealny dla mnie. Sprawdziłam go w wielu miejscach i jestem z niego zadowolona. Radzi sobie z maskowaniem niedoskonałości, radzi sobie z wyrównaniem koloru mojego nosa (historię opisałam dokładniej w poście w podkładami). Nadaje się do rozjaśniania środka twarzy. Ładnie się blenduje i wtapia w skórę. Współpracuje z podkładami. Wypróbowałam go nawet pod oczy i mimo, że jednak jest dość zbitym puder o konsystencji nieodpowiedniej do tego obszaru - spisał się poprawnie. Nie nada się tak na co dzień, ale raz na jakiś czas nie jest źle. Kosztuje... a właściwie nie kosztuje. Został już wycofany. Ale to były groszowe sprawy (myślę, że koło 10 zł maksymalnie). 



Oriflame Very Me concealer - korektor w kredce, tym razem w odcieniu Dark Secrets, który nie jest jakoś wiele ciemniejszy od poprzednika. Zapomniałam dodać, że oba dostałam w spadku po mamie, która tak się zakochała w nowym podkładzie, że przestała używać korektorów. No i nie wiem, dlaczego, ale tu nie jest już tak ładnie i kolorowo. Nie nadaje się na mój nos. Nie współpracuje za bardzo z podkładami. Pod cienie jest w miarę, ale jaśniejszy jest lepszy. Pod oczy to totalna klapa. Jest jego resztka i go zużyję może do konturowania na mokro, bo na kremie BB z tego, co pamiętam jest troszkę ciemniejszy, ale ogółem z nim się nie polubiłam. Dlaczego tak jest? Naprawdę nie wiem. 



Lovely nude eye pencil - kredka do oczu w odcieniu nude. Jest kremowa i w kolorze i w konsystencji. Przyjemnie się nią rysuje. Kupiłam ją z myślą o używaniu na linii wodnej, ale więcej mam przy tym śmiechu niż pożytku. Muszę się jakoś przekonać do tego, ale będzie ciężko, bo malowanie linii wodnej mnie łaskocze. No cóż. Jak uda mi się ją bardziej przetestować, to dam znać, ale na razie poprawia mi tylko humor :) Kosztuje około 5-6 zł i jest dostępna w Rossmannie. 



Oriflame Very Me double trouble - podwójna kredka do oczu w odzieniach ciepłego brązu. Jest średnio miękka, przez co też kolor na powiece nie jest zbyt intensywny. Jedna połowa to ładny, dość ciemny brąz niewielkimi, niezauważalnymi drobinkami. Druga połowa to złoty kolor z już bardziej widocznymi, ale wciąż ładnymi drobinkami. Lubię jej używać w taki sposób, że na górną powiekę daję ten ciemniejszy kolor, a na dolną, gdzieś od połowy do zewnętrznego kącika - jasny kolor. Trzyma się ładnie, ale mimo wszystko, nie należy do moich ulubieńców. Dlaczego? A dlatego, że jest to kredka, a ja za kredkami ogólnie nie przepadam, bo nie umiem ich za bardzo używać. Ale ostatnio się uczę nowych rzeczy i tego między innymi, więc jest coraz lepiej. Kosztuje w regularnej cenie 17,09 zł, a na promocji jakieś 9-10 zł. 



Oriflame Colourbox eye pencil - kredka do oczu w czarnym kolorze. Jak ją zobaczyłam za 4,99 zł w katalogu, stwierdziłam, że muszę ją mieć. Konsultanci mają jeszcze taniej, więc w takiej cenie żal było nie brać. Szczególnie, że akurat czarne kredki potrzebowałam. Wymyśliłam sobie makijaż, ale mój czarny cień nie dał rady, a kredka spisze się w tym wypadku lepiej. Ale wracając. Jest bardziej miękka niż brązowa kredka. Daje ciemny, ale ni do końca idealnie czarny kolor, ale też nie na tym mi zależało. Delikatnie da się ją rozcierać i jest na tyle ostra by narysować nią jaskółkę na oku. Dla mnie duży plus. Do tego jest mała, więc zmieści się w kosmetyczce. W regularnej cenie kosztuje 17,90 zł, co dla mnie jest wysoką cenę, ale za 5 zł warto było ją kupić. 



Paese liquid eyeliner - ach, moja miłość. Tyle powinno wystarczyć. Ale dobrze, niech będzie, i tu także się rozpiszę. Kupiłam go przez przypadek. Ma idealnie precyzyjny, cienki i długi pędzelek, który jak tylko zobaczyłam, powiedziałam: musisz być mój. No i jest mój. I jest na wykończeniu. Ech, nic nie trwa wiecznie.Jest idealnie czarny, idealnie precyzyjny. Można namalować nim ultra cienką kreskę i spiczastą jaskółkę. Malowanie nim to czysta przyjemność. A do tego: nie schodzi w trakcie dnia, nie traci na intensywności, nie blaknie, nie schnie w opakowaniu. A co do opakowania - po nim widać, jak go maltretuję. Pękła mi trochę zakrętka, ale wciąż go kocham. Jego największa oprócz tamtych zaleta? Zmywanie go. Nie rozmazuje się ani odrobinę, nie ważne, czym go nie potraktujemy (a próbowałam wszystkiego). On się po prostu ładnie odkleja i cały schodzi. I tyle! Nie zamienię go na żaden inny, a niech tylko spróbują go wycofać! Kosztuje około 20 zł i zdecydowanie to świetnie zainwestowane pieniądze. Przy delikatnym przypudrowaniu czarnym cieniem staje się matowy i taki jest do samego zmycia. Zdecydowanie mój ulubieniec nad ulubieńce. 


Golden Rose sparkle eyeliner - złoty eyeliner, który kupiłam z myślą o studniówce, a zdążyłam się go naużywać wiele razy przed tą imprezą i nadal go używam. Nie jest to produkt na co dzień, ale raz na jakiś czas można zaszaleć. Jest złoty, dobrze nadrobinkowany, bo nie robi prześwitów, a daje ładną kreskę. Pędzelek jest ciut grubszy niż w Paese, ale także dość precyzyjny. Kreska na oku nie jest dokładnie widoczna, ale gdy dostanie odrobinę światłą - pięknie się mieni. Lubię połączenie tych dwóch eyelinerów. Ten najczęściej stosuję na dolną powiekę. Trzyma się cały dzień i kosztuje około 12 zł. 


Od góry:
  • eyeliner Golden Rose - jak widać, tam gdzie pada światło jest bardzo ładnie wyraźny, a tam gdzie pada mniej światła - jest mniej widoczny,
  • kredka Lovely - łądny kolor cielisty,
  • kredka double trouble - oba odcienie
  • czarna kredka Colourbox - coś między bardzo ciemnym brązem a czarnym - mi taki kolor pasuje,
  • eyeliner Paese (przejechałam nim tylko raz) - miłość moja,
  • korektor light - z nim się lubię,
  • korektor dark - a z nim nie. 


Oriflame The ONE no compromise - na koniec został tusz do rzęs. Ma ładne opakowanie - czarne z holograficznymi, mieniącymi się całą tęczą napisami. Ma dużą szczoteczkę (nie silikonową), którą jednak nie da się zrobić sobie krzywdy. Tusz ma ładny czarny kolor, rozdziela rzęsy, wydłuża, minimalnie pogrubia. Jego zaletą jest to, że nie kruszy się, jest teoretycznie wodoodporny (oczywiście w wodzie schodzi, ale nie robi efektu pandy, tylko po prostu znika, ale ja bardzo trę oczy na basenie. Ogólnie nie maluję się na basen, ale zrobiłam wyjątek, żeby ten tusz przetestować). Jego zmywanie to czysta przyjemność - ciepła woda. Schodzi bardzo dobrze, nie zostaje na rzęsach, nie rozmazuje się. Płyn micelarny też sobie radzi. Kosztuje on 44,90 zł, a w promocji około 20 zł. Warto go kupić, jeśli nie potrzebujecie pogrubienia i podkręcenia rzęs. Ja swoje mam tak ładnie zawinięte, że nigdy nie potrzebowałam zalotki. 

Jacy są wasi ulubieńcy w tych kategoriach, których możecie mi polecić? 

24 komentarze:

  1. Tusz do rzęs to chyba dla mnie najważniejszy kosmetyk :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie, jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe do oczu jest podobnie, też minimalistycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tusz u mnie numer jeden, reszty nie używam na co dzień :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za tłum!;) Mam bardziej ascetyczną kosmetyczkę;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślę, że tego jest sporo. Ale pamiętajmy - są dziewczyny, które tyle kupują na jednych zakupach ;D

      Usuń
  5. Dawno nie używałam niczego z Oriflame☺

    OdpowiedzUsuń
  6. Te brokatowe eyelinery GR są przepiękne:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sama od dluzszego czasu planuje kupic te eyelinery z golden rose sa boskie

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ostatnio zaczęłam używać tuszu No Compromise i choć z początku do mnie nie przemawiał, to jednak teraz po tym dłuższym testowaniu muszę przyznać, że się polubilismy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja im dłużej, tym gorzej, ale to tylko dlatego, że ma już z pół roku (chyba) i zaczynają mnie piec oczy :)

      Usuń
  9. Ten eyeliner z Golden Rosę wyglada cudnie! <3 uwielbiam tą markę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam chyba kiedyś tę kredkę nudziakową z Lovely, ale nie pamiętam nawet czy lubiłam :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Z twoich propozycji zwróciła moją uwagę kredka do oczu lovely

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam kredki do oczu - mam ich sporo, no i tusz obowiązkowo :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia