sobota, 3 lutego 2018

Koci punkt widzenia: Wujku Kot... Wujku Kot!

A taki był kiedyś błogi spokój...

Ufff... w końcu zasnęły. Ale muszę być w pełnej gotowości do działania. O matko! Co się dzieje?! A to tylko kichnięcie. Myślałem już, że świat się wali. A jakby się tym gadom, kotom czy co to tam jest, jakby się im coś stało? Ależ jestem zdenerwowany. Muszę odpocząć.

Tak, dobrze się domyślacie. Tu Pan Kot. Moja Mama ostatnio przyjechała mnie odwiedzić. Kocham ją, ale z ciocią-babcią jest mi tak dobrze, że jej nie zostawię. I lubię mój dom. A Pańcia mnie odwiedza, więc jestem bardzo szczęśliwy. 

No ale do rzeczy. Raz przyjechała sama. Drugi raz też. Aż tu nagle! Bum. Ukradła mój karcer (czytaj: transporter). I potem go oddała. Ale oddała go z nadzieniem. Z zawartością. Z brązową, podwójną, miałczącą zawartością. Gdy tylko wypuściła te prosiaczki z klatki, te już przy mnie były. Nie dadzą się nawet człowiekowi zapoznać, przyzwyczaić. Już były i tylko to ich: wujku Kot, wujku Kot. A co to ja niby jestem? Już raz za Matkę Polkę robiłem i wystarczy. 


Obwąchałem, ale nie było to zbyt przyjemne (kociaki były w oborze i po trzech myciach już pachną). Dotykało mnie to. Gadało. I to razy dwa. Nie polubiłem ich wcale a wcale. Stwierdziłem, że przywitam się z matką, ale potem jednak mi się odechciało. Stała aż 3 kroki ode mnie. Wolałem pójść do salonu. 

Poczułem, że coś idzie za mną. Odwracam się, a tam: wujku Kot! Nosz ileż można ja się pytam?! Idzie oszaleć. Te katusze już tak długo trwają...dajcie spokój...

Ooo, polizał mnie. Ale słodko... Słodko?! Opanuj się żołnierzu! To zło wcielone. Nie... mogę... się... powstrzymać! Polizałem go. Raz, drugi i w sumie to całkiem fajne.

- Patrz, myje Tofiego - powiedziała Mamcia do Cioci-Babci.

Nie myję. Już skończyłem. Idę sobie dalej. Zejdź mi z drogi nicponiu. Stanąłem, a ta się wyciągnęła i dała mi buziaka w nos. No tego już za wiele. Idę spać!

Usiadłem na swoim łóżku w swoim pokoju. Umyłem sobie łapę. Już miałem się kłaść, gdy usłyszałem: Apsik!


Pędzę. Jestem w pełni gotowości. Co się dzieje?! Co wy robicie moim dzieciom?! Już ja wam dam. Odejść mi od nich. Od teraz ja będę ich pilnował, bo wy nie potraficie. Nauczę was, jak to jest być dobrą matką. No!

Zostaw to. Zostaw to, powiedziałem. To moja karuzela. Wiem, że się nią nie bawię, ale jest moja i jej nie dotykaj ty mały gadzie. No dobra, niech ci będzie. Jak nie będziesz za mną chodził, to mogę ci pozwolić się poniżać przed człowiekami. Niech stracę. Ale ty jesteś śmieszny!

Ooo, tego tu wcześniej nie było. Co to jest? Wygląda jak... moja stara kuweta! Zabraliście mi moją kuwetę! Ale jak do tego sikać, jak to ma dziwne coś w środku (red. żwirek innego typu niż silikonowy). No toście się dały wrobić. Tofi, a ty co robisz? Tofi. Tofiii!!!

- Sika - powiedziała Pańcia. - Tylko czemu koło kuwety?

Też kiedyś był malutki <3

Kilka chwil później padałem już z łap. Zasypiałem na siedząco, ale przecież nie mogłem zostawić dzieci bez opieki. Nie mogłe...

20 komentarzy:

  1. O jacie jakie słodziaczki, uwielbiam kociaki, ale mój mąż ma alergie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia wyborne, aż się człowiek uśmiecha do ekranu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że z kotem prawie jak dzieckiem:) Choć nigdy nie miałam kota, bo wolę psy...ale ten jest uroczy:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gorzej niż z dzieckiem. Dzieci nie wchodzą na parapet i nie rzucają kwiatkami :D

      Usuń
  4. Kot zawsze zrobi kariere w sieci:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawdziwe słodzaki, a jak widzę opieka równie wymagająca jak przy małych dzieciach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak one cudnie wyglądją:D
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale słodziaki :)I jak fajnie napisane

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo jakie fajne kotełki ;) To ile jest ich już łącznie z dużym? Bo straciłam rachubę :). Trzy?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia