10/19/21

Wolę nastawić się na najgorsze niż udawać, że zawsze będzie dobrze

endometrioza IV stopnia

Ile razy słyszałaś: nie nastawiaj się tak, na pewno będzie lepiej? Ile razy ktoś powiedział do ciebie: na pewno będzie dobrze, nie ma się co martwić? A ile razy: na pewno nie będzie tak źle, jak myślisz? Sama nie jestem w stanie zliczyć, ile razy to wszystko słyszałam. Nawet, gdy dowiedziałam się, że mam endometriozę IV stopnia, usłyszałam: na pewno nie jest tak źle, po ciąży ci przejdzie. I wiesz co? Pomińmy, że to gówno prawda i wcale nie przeszło. Ale kim jesteśmy, by mówić ludziom, jak będzie? Kim jesteśmy, by wyrokować ponad lekarzami? Kim w ogóle jesteśmy, by zmuszać do dobrego nastawienia? Powiem tak: na mnie to nie działa. Ja zawsze nastawiam się na najgorsze... i najlepiej na tym wychodzę. 


Jestem nieuleczalnie chora - mam endometriozę

Gdy dowiedziałam się, że najprawdopodobniej mam endometriozę, od razu w głowie widziałam operację i IV stopień. Czułam, że będzie źle. I z takim też nastawieniem szłam na wizytę kontrolną u mojej ginekolożki. I co? Okazało się, że będę miała laparoskopię. Czyli dobrze przewidziałam. A po operacji dowiedziałam się, że mam IV stopień endometriozy - zdobyłam 86 punktów (a już od 40 jest IV stopień, to coś mówi, prawda?). Może przez to, że tak się nastawiłam, nie załamałam się całkiem? 

Gdy V. wyjeżdżał na Ukrainę, czułam że być może coś będzie nie tak i do nas nie wróci. Gdzieś z tyłu głowy wierzyłam w to tak mocno, że w pewnym momencie chciałam powiedzieć: a nie mówiłam? Ale tego nie powiedziałam, bo się rozsypałam. Ciekawe, jak bardzo bym cierpiała, gdybym mówiła sobie, że na pewno wszystko będzie dobrze. 

Gdy dostawałam kolejne leki na endometriozę, nie wierzyłam w to, że zadziałają. Miałam nadzieję, owszem. Ale wolałam nastawić się na to, że nie pomogą. I nie pomagały. Jeśli chcesz mi teraz powiedzieć, że trzeba się dobrze nastawić, to na pewno lek pomoże... nie wierzę ci. Ciągle wierzyłam w leki przeciwbólowe. Wierzyłam w nie tak bardzo, że brałam 1200 mg ibuprofenu na jeden raz. Kilka razy na dobę. Gdzie zalecenia mówią, że 1200 mg to DAWKA DOBOWA! Ale wierzyłam, że pomoże... 

Gdy byłam w ciąży, słyszałam, że wszystko będzie dobrze. Co niektórzy nawet wmawiali mi, że tak jest, mimo tego, że brałam luteinę, bo dwukrotnie krwawiłam; mimo tego, że miałam ZAKAZ WSZYSTKIEGO, bo dziecko śpieszyło się na świat od połowy ciąży. I tak samo jak na trudną ciążę (której się spodziewałam), tak samo nastawiałam się na niełatwe macierzyństwo. Gdzieś tam chciałam, by dziecko przesypiało noce i nie miało kolek. Ale nie nastawiałam się na to, że będę się wysypiać, że dziecko będzie samowystarczalne. Bo takie nie jest. I przynajmniej (aż tak) się nie zderzyłam z rzeczywistością. 


Po co opowiadam ci to wszystko? 

By pokazać ci zupełnie inną perspektywę. 


"Musisz wierzyć, że będzie dobrze"

Przez wiele lat chodziłam od lekarza do lekarza, wierząc, że tym razem będzie dobrze - przecież tak nakazywali wszyscy dookoła. Tyle, że nigdy nie było dobrze, a ja wychodziłam od nich z płaczem. No, ale potem i tak słyszałam, że na pewno nie jest tak źle. Może i nie było, a może było. To ja sama powinnam ocenić swój stan (z pomocą lekarza), a nie znajomi czy nawet rodzina. 


NIGDY NIE MÓW KOBIECIE, ŻE NA PEWNO NIE CZUJE SIĘ TAK ŹLE, ŻE NA PEWNO TAK NIE BOLI, ŻE NA PEWNO JEST LEPIEJ NIŻ MÓWI. 

To ona sama najlepiej wie, jak się czuje. Nie ty. 


I gdy tak sobie odwiedzałam tych lekarzy, przestawałam wierzyć w to, że będzie dobrze. Opracowałam sobie nową strategię, dzięki której jest mi po prostu lepiej. 


Wolę nastawić się na to, że będzie źle

Nastawiam się na najgorsze. 

Gdy idę do ginekologa z bólem, mam od razu wizję, że znów mam torbiel i czeka mnie operacja; gdy wiem, że czeka mnie coś trudnego w życiu, wybieram najgorszy scenariusz. 


Wiesz dlaczego to działa? 

Bo gdy faktycznie będzie źle, będę na to gotowa. 

A gdy będzie dobrze? Odetchnę z ulgą. 


Gdy nastawiałam się, że będzie dobrze, każdy problem był dla mnie zaskoczeniem. Bolało mnie to, że tego nie przewidziałam. Bolało mnie to, że jak głupia znów wierzyłam, że będzie dobrze. I zalewałam się łzami, bo nie potrafiłam sobie poradzić. 

Teraz płaczę rzadziej - ale pozwalam sobie na to. 

Gdy nastawiłam się na IV stopień endometriozy i dowiedziałam się, że faktycznie tak jest - płakałam. Oczywiście, że płakałam. Ale pogodziłam się z tym, że jestem nieuleczalnie chora. Nie walczę z tym. Akceptuję. Robię dużo, by czuć się jak najlepiej, ale wiem, że endometrioza będzie ze mną przez cały czas. To taka trochę niechciana przyjaciółka. 

Wszyscy mówili mi, że po ciąży na pewno będzie mi lepiej, a endometrioza zaatakowała znów w 4 tygodniu połogu. W głębi duszy śmieję się z tych wszystkich ludzi, którzy próbowali dać mi nadzieję i kazali wierzyć, że będzie dobrze. 

Nadzieję mam zawsze. Ona umiera ostatnia. 

Ale nie wierzę, że będzie dobrze. Mam zbyt dużą wiedzę, której brakuje praktycznie wszystkim dookoła mnie. 

Pamiętam, jak mówili, że po ciąży nadal będę mogła jeść nabiał (krótkie przypomnienie: przez endometriozę nie mogłam jeść nabiału, bo miałam okrutny trądzik oraz bolesne i długie biegunki; w ciąży się to unormowało). A ja odpowiadałam tylko, że korzystam póki mogę, bo na pewno będę w końcu musiała nabiał odstawić. 

I jak się to skończyło? 

Zaczynam zabawę od nowa. Na razie nie mogę pić mleka. Co będzie kolejne? Ja wiem, bo już to przechodziłam. A ty na pewno i tak będziesz chciała mi powiedzieć: nie będzie tak źle. A ja wiem, że będzie i tak się nastawiam. 

Najwyżej się mile zaskoczę :)


A ty jak się nastawiasz? Będzie dobrze? Czy lepiej na najgorsze? Napisz koniecznie w komentarzu!

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia!


6 komentarzy:

  1. Aż mi się smutno zrobiło :( Jak czytam o endometriozie, to widzę swoją starszą córkę... Trzymaj się zdrowo, dbaj o siebie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nastawiam się na najgorsze i codziennie rano sobie mówię "dasz radę-bylo gorzej i sobie radziłaś"ale są takie dni , że nikt i nic nie jest w stanie mnie przekonać, że będzie dobrze.Ból jest nie do wytrzymania i wtedy zastanawiam się ile jeszcze mogę znieść.Nie myślę, że to wszystko kiedyś się skończy bo tak nie będzie Tylu lekarzy już odwiedziłam i dalej jestem w punkcie wyjścia Staram się codziennie wieczorem znaleźć siłę na kolejny dzień ale gdzieś z tyłu głowy ciągle przewija się pytanie jak bardzo będzie bolało rano i czy będę w stanie zrobić cokolwiek I gdy rano okazuje się , że nie jest źle od razu dostaję zastrzyk energii i chciałabym zrobić milion rzeczy na raz
    Wydaje mi się, że łatwiej jest znieść rozczarowanie kiedy człowiek nastawi się na najgorsze
    Trzymaj się :-)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem optymistką i tylko rozważam ten dobry scenariusz, aczkolwiek przyznam, że Liczę się z każdą ewentualnością. Zdrowia! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia