wtorek, 25 czerwca 2019

Moja dieta przy endometriozie



Jak już wiecie, choruję na endometriozę. Jest to choroba nieuleczalna, postępująca. Wymaga wielu wyrzeczeń. Jak każda choroba. Każda choroba coś nam odbiera. I choć na co dzień funkcjonuję normalnie lub prawie normalnie, to i tak muszę się podporządkować pewnym zasadom. Tyczą się one chociażby mojej diety. Tak wiem, dieta brzmi od razu jakbym się odchudzała i z taką reakcją ludzi się spotykam. Mimo to pozostaję stanowcza, choć jest bardzo ciężko. Bo dieta to nie zawsze odchudzanie.


Sama dieta nie spowoduje, że nagle wyzdrowieję. Pomaga jednak ona na pewne dolegliwości związane z chorobą. Zmniejsza odrobinę bóle okresowe. A dla mnie każde takie odrobinę jest na wagę złota. Chcę ulżyć sobie chociaż trochę. Choć na tyle, bym mogła sama pójść i skorzystać z toalety. Miewałam tak silne bóle brzucha, że nie byłam w stanie sama usiąść, a co dopiero dojść do łazienki i zrobić siku. Proste czynności życiowe wymagały nie lada wysiłku z mojej strony. Rozumiecie już, mam nadzieję, dlaczego chwytam się każdego sposobu, by było odrobinę lepiej.

Moje problemy z jedzeniem zaczęły się dwa lata temu. Ogólnie, krótko mówiąc, jestem osobą, która uwielbia jeść. Jem często, ale w mniejszych porcjach. Nie lubiłam się ograniczać. Często mówiłam, że wegetarianką mogłabym być – z mięsa nietrudno byłoby mi zrezygnować (ale karkówka, ale żeberka…), a weganką nie dałabym rady być, bo uwielbiam mleko, jogurty, sery…

Co mi z tego przyszło? Bardzo blisko mi do weganki. Często ludzie się ze mnie śmieją, bo czegoś odmawiam (np. ciasta z kremem), bo po co się odchudzam. Nie rozumieją, że nie odchudzam się. Nie rozumieją, że ta dieta to przymus, nie - moje widzi-mi-się.

Wracając do moich problemów z jedzeniem. Jedząc płatki z mlekiem, zupy mleczne ogółem itp. Zaczęłam miewać biegunki. Nietolerancja laktozy – pomyślałam sobie. Skoro mój brat to ma, to może ja też. Śmietana – to samo, ale do tego jeszcze bóle brzucha. Zrezygnowałam na jakiś czas z mleka. Było lepiej. Dopiero później dowiedziałam się od mojej pani doktor, że endometrioza powoduje moje problemy przy jedzeniu nabiału. Jedynie na jogurty nie reaguję aż tak źle i czasem sobie na nie pozwalam (mały jogurcik na tydzień/dwa tygodnie).

Potem doszedł jeszcze okropny trądzik, którego niczym nie mogłam pokonać. Brak słodyczy? Bez zmian. Brak ostrego? Bez zmian. Brak Fast foodów? Bez zmian. Odpowiednia pielęgnacja? Bez zmian. Leki? Bez zmian.

Winowajca? Nabiał. W momencie, gdy zrezygnowałam z całego nabiału, ze względu na endometriozę, ustały biegunki, problemy z jelitami oraz… trądzik. Nie ma. Zniknął. To było takie proste.

Ironia. Rezygnacja z nabiału nie jest prosta. Nie mogę sobie pozwolić na ciasto z kremem, na zupy mleczne (przestawiłam się na mleko sojowe, ale to nie to samo. Robię na nim owsianki, ale płatków z takim mlekiem nie zjem), pierogi ruskie, pizza itp. Wielu rzeczy nie da się ot tak zastąpić.

Produkty niewskazane przy endometriozie:·        Mleko
·        Śmietana
·        Jogurty
·        Sery wszelkiego rodzaju
·        Kefiry
·        Maślankę
·        Inne rzeczy nabiałowe
·        Czerwone mięso
·        Smażone mięso
·        Żywność wysoko-przetworzoną
·        Czarną herbatę
·        Alkohol
·        Białe pieczywo
·        Ryż
·        Wypieki na mące pszennej
·        Margarynę
·        Tłuszcze zwierzęce
·        Kawa
·        Słodzone napoje
·        Żywność z barwnikami, konserwantami itp.

Jest tego dużo. Czy zrezygnowałam ze wszystkiego? Nie. Nie jestem w stanie tego zrobić od razu. Już dawno nauczyłam się, że zmiany trzeba wprowadzać stopniowo. Na chwilę obecną zrezygnowałam z nabiału, czerwonego mięsa, fast-foodów, margaryny.

Ograniczam pozostałe rzeczy, ale nie sposób zrezygnować ze wszystkiego na raz. Alkoholu nie piłam nigdy dużo, więc to nie problem. Kawy i tak nie lubię, ale pozwalam sobie na cappuccino, gdy mam nocki w pracy. Czarnej herbaty piję mało.

Znam swój organizm i wiem, co musiałam wyeliminować całkowicie, a na co mogę przymknąć czasem oko, bo nie sieje w nim spustoszenia.

Czy przynosi to jakieś efekty? Tak. Pisałam już o nabiale. Po rezygnacji z czerwonego mięsa zmniejszyły się troszkę moje bóle brzucha. Nie piszę tego po jednorazowej próbie. To już około trzy miesiące, więc mam jakieś pojęcie. Będę dalej w tym trwać, choć to trudne. Na szczęście mam odpowiednie wsparcie.

Co mogę jeść przy endometriozie? Jakie są zalecane produkty? Tak, jak wspomniałam, jestem prawie weganką. Wiem, wiem – prawie robi wielką różnicę, ale chcę wam po prostu dobrze opisać sytuację. Mogę jeść wszystko to, co jedzą weganie, a dodatkowo drób oraz jaja i ryby (choć tych ostatnich nie jadam, bo po prostu nie lubię). Nauczyłam się jeść więcej warzyw i owoców. Odwiedzam w sklepach te alejki, które niegdyś omijałam i odkrywam nowe smaki. Sporo nowych przepisów, dań. Ale nie zawsze jest tak kolorowo.

Kiedy dieta mi przeszkadza? Na spotkaniach ze znajomymi i rodziną – gdy mogę tylko patrzyć na te pyszne torty, ciasta z bitą śmietaną, na grillach (choć tu ukłon w stronę przyjaciół, którzy zawsze pamiętają o kurczaku). W pracy, gdy widzę, czym zajadają się inni (np. moimi ulubionymi serkami wiejskimi, które ostatni raz jadłam jakieś 3-4 miesiące temu). Gdy idę na stołówkę, a na obiad jest do wyboru: ryba, karkówka i wieprzowina. A ja nie wezmę z tego nic i muszę zadowolić się ziemniakami i surówką. Przed okresem, gdy denerwuje mnie wszystko (wtedy to nawet płakać potrafię, że nie mogę zjeść tego, co chcę).

Wiem, że przecież raz na jakiś czas mogę sobie pozwolić. Tak mogę. Ale wiem, jak się czuję po np. pozwoleniu sobie na trochę mleka. Nie warto się tak poświęcać dla chwili przyjemności.

Najgorsze jest to niezrozumienie. Znajomy z okazji urodzin rozdawał w pracy eklerki. Po kremie wiem, że biegałabym do toalety. Grzecznie odmówiłam. Wyśmiał mnie, że jestem chuda i mam nie wymyślać, że jeden eklerek nie sprawi, że będę gruba.

Naprawdę, ciężko dorosłemu człowiekowi pomyśleć, że nie zawsze ograniczamy się z własnej woli. Czasem wymaga tego choroba. Ja na tej diecie czuję się lepiej. I dlatego będę się jej trzymać.

Ps. Chciałabym przytyć, ale dzieje się to powoli. Naprawdę bardzo powoli.




16 komentarzy:

  1. Ludzie nie rozumieją masy rzeczy. Też mam nietolerancję laktozy, podejrzewam że też nabiału. Mięso jednak muszę jeść, bo mam też anemię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie ma nietolerancji laktozy, a całego nabiału :( Anemię też mam/miałam, oddawałam krew regularnie. Po zabiegu chcę do tego wrócić. Niestety - czerwone mięso nasila bóle brzucha, a te i tak są już okropne

      Usuń
  2. To musi być bardzo trudne, sama nie potrafiłabym zrezygnować z większości rzeczy, które wymieniłaś, dlatego życzę Ci dużo wytrwałości w walce o lepsze zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety ludzie wielu rzeczy nie rozumieją, straszne to jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciezka sprawa. A ta lista mnie przerazila. Nie wiem, co ja bym jadla, wykluczajac wszystkie te produkty..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warzywa, owoce, kurczaka, indyka, wędliny, kasze, makarony... sporo tego jest, ale ciężko zmienić wieloletnie przyzwyczajenia

      Usuń
  5. Współczuję, to naprawdę masa wyrzeczeń, bo nawet jak się nie jest fanem nabiału, to ograniczenie pieczywa, czy o zgrozo kawy też boli. Trzymaj się mocno. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawy nie lubię, wiec dla mnie to niezauważalne, że nie powinnam jej pić :D

      Usuń
  6. https://naczytane.blogspot.com/2015/06/podstepna-zmija-czyli-endometrioza_28.html?showComment=1572551294027#c5535645855157458257

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykro mi i podziwiam Twoją osobę. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia