sobota, 28 sierpnia 2021

"Po ciąży przejdzie!" - połóg | endometrioza

pierwszy okres po porodzie okres w połogu

Przedwczoraj nasz Mały Człowiek skończył już 50 dni! Czas szybko płynie, naprawdę szybko. Pamiętam jeszcze, jak przerażający wydawał mi się połóg, a tu już po nim. Pamiętam, jak sobie uświadomiłam, że urodziłam sześć tygodni wcześniej. Siedziałam sobie we Wrocławiu na ławce, czytałam książkę, a Maluch spał w wózku obok mnie. Znikąd naszła mnie myśl, że - o matko! - to już koniec połogu. Czy czułam coś konkretnego? Nie. Otóż ten 6. tydzień już nie był taki zły. Co gorsze przydarzyło się w 5. tygodniu, ale zaraz opowiem ci wszystko ze szczegółami. 


Jeśli przegapiłaś - zacznij od początku: HISTORIA MOJEGO (TRUDNEGO) PORODU


Jakie tematy poruszę?

  • krocze - ból krocza po porodzie
  • samopoczucie w połogu
  • karmienie piersią - początki drogi mlecznej
  • brzuch po porodzie, brzuch w połogu
  • okres w połogu - czy to możliwe? 
  • kontrolna wizyta po porodzie u ginekologa 

Krocze - ból krocza po porodzie


Jak długo boli krocze po porodzie? Myślę, że to - jak w sumie wszystko, co z ciążą, porodem i połogiem związane - sprawa osobista. Zależy od wielu czynników - chociażby od pęknięcia czy nacięcia krocza. U mnie doszło do pęknięcia pierwszego stopnia i zakończyło się to drobnym szyciem. Myślę, że dzięki temu owego bólu nie czułam długo. 

Największym moim strachem była... higiena krocza. Wiedząc, że mam tam szwy - oraz nie wiedząc, jak to wszystko po porodzie wygląda - bałam się chociażby dotknąć. Wiem, że to mało ekologiczne, ale korzystałam tylko i wyłącznie z nawilżanych chusteczek, bo są delikatniejsze niż papier toaletowy. W końcu jednak wzięłam lusterko i obejrzałam, jak wygląda moje krocze. Gdy to zrobiłam, strach minął, bo wiedziałam, że w sumie nie jest źle. 

Bałam się także - uwaga! - pierwszej kupy po porodzie. Nie będę tego nazywać innymi słowami. Odkładałam wizytę w toalecie tak długo, jak się tylko dało - w strachu przed tym, że popękają mi szwy. Nic takiego jednak się nie stało, a gdy w końcu się wypróżniłam, poczułam ulgę. Nie, nie bolało. 

Po porodzie zużyłam dwie paczki podkładów poporodowych, ale dla mnie to zbyt drogi interes i w domu - gdy już skończyły się podkłady - przerzuciłam się na podpaski, których używałam od lat (w wersji na noc, bo są dłuższe i bardziej chłonne). Ogólnie korzystałam z nich przez 3,5 tygodnia, bo tak długo wydzielały się odchody poporodowe. 

Samo krocze bolało mnie około dwóch tygodni, ale nie przez cały czas. Na początku siadanie sprawiało mi problem, chodzenie także nie było przyjemne, ale po czasie bolało mnie tylko po dłuższych spacerach. Wtedy kładłam się z szeroko rozłożonymi nogami i czekałam na ulgę. Nie wiem, kiedy przestało mnie boleć, bo pewnego dnia zauważyłam po prostu, że dawno nie bolało mnie krocze. Ale mogło to być właśnie około 2 tygodnie. 


Samopoczucie w połogu


O baby blues i depresji poporodowej wiedziałam praktycznie wszystko. Mój partner także i był przez to wyczulony na wszystko, bojąc się, by nie dopadła mnie właśnie depresja. Często pytał, jak się czuję (i pyta nadal!), troszczył się i martwił. 

Wydaje mi się, że nie doświadczyłam baby blues, ale stąpałam już po cienkiej linie. Przez pierwsze dni płakałam każdego wieczora i czasem podczas karmienia dziecka. Nie był to jednak smutek, a wzruszenie i niedowierzanie, że tym razem się udało. Ogólnie towarzyszyła mi większa emocjonalność, ale nie było to nic strasznego. V. pilnował, czy nie przerodzi się to w coś gorszego, ale na szczęście minęło. 

Czasem miewałam kryzysy związane z karmieniem piersią, bo wydawało mi się, że nic z tego nie będzie. Mały Człowiek ma prawie dwa miesiące, a ja nadal karmię, więc chyba nie było tak źle. 


Karmienie piersią - początki drogi mlecznej


Jak już wspomniałam, miałam kryzysy. W szpitalu kompletnie mi to nie szło. I choć Maluch przyssał się do piersi zaraz po urodzeniu, tak później nie było już tak łatwo. W końcu nauczył się jeść z lewej piersi, a z prawej nie radziliśmy sobie przez około dwóch tygodni. Gdy się udało, odczułam taką ulgę. Aktualnie je z obu, ale z racji tego, że prawa miała "urlop" i tylko odciągałam z niej mleko, gdy nie potrafił z niej jeść, teraz produkuje tego mleka mniej. Ale dziecku wystarcza. 

Myślałam, że do pół roku moje dziecko będzie tylko na moim mleku, ale tak się nie stało. W jednym tygodniu nie mogłam go wykarmić. Dostał pierwszy raz mleko modyfikowane. Później - w razie potrzeby - zdarzały się takie epizody. Przeważnie tak raz na tydzień. Nie uważam się za złą matkę - w końcu nie głodzę dziecka. 

Nawał pokarmu miałam, ale nie było tak źle. Trafił mi się ostatniego wieczora w szpitalu i następnego dnia. Potem już nie było. Widziałam jak na mojej sali męczyła się jedna z kobiet i cieszę się, że mnie to ominęło. Podczas nawału moje piersi były większe niż głowa dziecka, a przed ciążą miałam miseczkę A, także... 

Kolejne kryzysy łapały mnie w czasie, gdy Malucha bolał brzuszek. Pierwszy raz zdarzyło się to w nocy i wtedy V. biegł do apteki, by kupić coś, co pomoże dziecku. BioGaia - takie kropelki bierze do tej pory i bardzo mu pomagają. 

Jednak ja szukałam, co może być przyczyną tych bólów. Wykluczyłam alergeny (orzechy, kakao, miód), ale nadal zdarzały się bóle brzuszka. Niektórzy mówili, że to kolki, ale to nie prawda. Czasem płacz pojawiał się rano, czasem w nocy, czasem po południu. Kiedy ból brzuszka przechodził? Gdy Mały Człowiek po prostu zrobił kupę. Stąd uważam, że to nie kolki a zaparcia (lub coś w tym rodzaju). 

W końcu okazało się, że dziecku szkodzą pomidory. Być może mają za dużo potasu i to przeszkadza Maluchowi. Nie wiem, ale odkąd nie jem pomidorów, problem praktycznie nie występuje. 

Ostatni kryzys pojawiał się w dni, w które Mały Człowiek chciał jeść... ciągle. Tylko go odstawiałam, gdy się najadł i nie mijało pół godziny, a on znów chciał. Miałam wrażenie, że wisi na piersi non stop i miałam już serdecznie dość. W takich chwilach myślałam sobie, że to koniec, więcej nie dam rady i przejdziemy na mleko modyfikowane. Wiesz, karmienie piersią jednak trochę boli. Gdy je z lewej piersi, jest ok, ale z prawej - widocznie coś robimy nie tak, ale nie potrafię tego skorygować - czasem ból jest nie do zniesienia. 

Karmię nadal. Zobaczymy, co dalej. 


Brzuch po porodzie, brzuch w połogu


Jeśli nie czytałaś, przeczytaj koniecznie > "TAK NAPRAWDĘ WYGLĄDA CIAŁO PO CIĄŻY!" - gdzie pokazałam i opisałam, jak wygląda moje ciało po porodzie. 

Brzuch zniknął mi praktycznie w chwili urodzenia dziecka. Gdy inne kobiety w szpitalu chodziły jeszcze z dość sporymi brzuchami, ja swojego prawie nie miałam. Na koniec połogu mieściłam się już w spodnie z wysokim stanem sprzed ciąży. Nie chwalę się, mówię jak jest. 

Na początku połogu pojawiały się bóle brzucha związane z obkurczaniem macicy. Najczęściej występowały one podczas karmienia piersią - z tego, co czytałam, jest to powiązane. Nie były jednak bardzo bolesne i szybko minęły. 


Mogę powiedzieć, że połóg zniosłam bardzo dobrze, ale...



Okres w połogu - czy to możliwe? 


Zasypują nas informacje, że jeśli kobieta karmi piersią, pierwszy okres pojawi się około 6 tygodni od zakończenia karmienia. Fajnie, prawda? Też tak myślałam...

Pewnego dnia zaczął boleć mnie brzuch. Na tyle, że dzieckiem zajmował się V. i gdy przewijał Malucha, ja próbowałam się podnieść, by móc go nakarmić. Stwierdziłam, że to nic takiego i na pewno jest związane jeszcze z obkurczaniem macicy. Jednak, gdy następnego dnia pojawiło się krwawienie - dość obfite - zwątpiłam. Czytałam trochę i znalazłam informacje, że bardzo rzadko, ale tak: okres może wystąpić już w połogu. 

Czy uznałam wtedy, że to okres? 

Nie. 

Nie wierzyłam, że w 4. tygodniu połogu mogłam mieć okres i czekałam na wizytę u ginekologa. 


Kontrolna wizyta po porodzie u ginekologa 


Spytałam mojej lekarki, czy to możliwe, że był to okres. Powiedziała, że szansa jest niewielka, ale jest taka opcja. Zbadała mnie i powiedziała:

- Pani już jest po owulacji i to był okres. 

Jak się domyślasz, nie ucieszyło mnie to. Myślałam, że endometrioza odpuści. Pamiętasz te wszystkie słowa lekarzy, że po ciąży przejdzie? 

Nie przeszło. I nigdy już nie przejdzie. 

Pozostała mi jedna opcja leczenia, która kosztuje 1000 zł. Jeśli się zdecyduję, będzie to trwało 5 lat. Lekarka założy mi specjalną wkładkę domaciczną. 

Waham się. 

Na razie nie chcę mieć więcej dzieci, ale co jeśli byśmy jednak się zdecydowali? Przez 5 lat nie będę mogła. 

1000 zł to duże pieniądze. Efekty uboczne mogą być dotkliwe. Tabletki za parę złotych łatwo odstawić. A tysiąc wyrzucony w błoto...

I główne pytanie: skoro nic wcześniej nie pomogło, jaka jest szansa, że tym razem się uda? 


Jeśli dobrnęłaś do końca i masz jakieś pytania - pisz śmiało!

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia!

8 komentarzy:

  1. Życzę powodzenia w leczeniu endometriozy, trzeba być dobrej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Serce pęka gdy Twoje dziecko cierpi a Ty nie możesz mu pomóc Uspokaja mnie to że jesteś pod dobrą opieką V. Wiem że jesteś silną i mądrą kobietą i wybierzesz dobrze Pamiętaj , że na mnie też zawsze możesz liczyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia, trzeba wierzyć, że będzie wszystko w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam jeszcze napisać że bardzo ładnie wyglądasz :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia