wtorek, 1 grudnia 2020

Minimalistyczna garderoba #8 | ubrania na specjalne okazje

minimalistyczna garderoba krok po kroku

Czasem są takie dni, że nie potrafię sklecić poprawnie ani zdania. A czasem pisanie przychodzi tak po prostu. Jedno jest pewne - trzeba zacząć pisać, a wtedy już jakoś pójdzie. Dzisiejszy wpis pojawia się dość późno, ale na czas. Zapraszam cię na ósmą część minimalistycznej garderoby, którą razem tworzymy. Dziś opowiem ci o moich zmaganiach z bielizną oraz o wszelkich okryciach wierzchnich, które posiadam. Chcę też podjąć temat ubrań na specjalne okazje, bo mam do niego dość kontrowersyjne podejście. Mam nadzieję, że cię zaciekawiłam. Jeśli tak - koniecznie czytaj dalej.



Pozostałe wpisy z tej serii:



Minimalistyczna garderoba - bielizna

Ostatnio pisałam ci o bieliźnie w mojej garderobie. Nie pokazałam jej, bo i nie widzę w tym sensu, ale opisywałam dość dokładnie. Po opublikowaniu tamtego wpisu przemyślałam pewne rzeczy i zrobiłam porządki w swojej bieliźnie. Nie posiadam już koronkowych majtek, bo były one niewygodne. Nie posiadam stringów, z tego samego powodu. I to bzdura, że każda kobieta musi mieć seksowną bieliznę. Mam za to nowe bawełniane figi, które ładnie podkreślają pupę, dobrze wyglądają, a przy tym są ładne, wygodne i bawełniane, czyli po prostu zdrowe dla wrażliwych miejsc intymnych.

Pisałam ci także o stanikach. Posiadałam trzy. Aktualnie posiadam jeden i już nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam go na sobie. Nie noszę, nie czuję takiej potrzeby. Gdy kiedyś ją znów poczuję - kupię porządny stanik. Albo po prostu wystarczy mi ten, który mam. 

I skarpetki... tych uzbierało się sporo, ale skrupulatnie pozbywam się poprzecieranych. Nie mam skarpetek w bardzo złym stanie, a  jedynie trochę znoszone. Gdy przetrą się - wyrzucę. Tak samo nie posiadam pojedynczych skarpetek i nigdy nie rozumiałam, jak skarpetki mogą ginąć podczas prania. Przez ostatnie kilka lat nie zdarzyło mi się to ani razu. 

Co do rajstop - myślę, że najlepiej się ich pozbywa po prostu życie. Ostatnio jedne podarłam. Dlatego nie wyrzucam nic na siłę, bo wiem, że przyjdzie taki dzień, w którym ich żywot po prostu się zakończy. 

Podsumowując, w bieliźnie zrobiłam porządki i pozbyłam się wszystkiego, co mi nie pasowało. Przestałam przejmować się tym, co mi wypada, co powinnam, nie powinnam i tak dalej. I od razu mi lżej, a w szufladzie mam więcej miejsca. 


Minimalistyczna garderoba - okrycia wierzchnie

Posiadam dwa zimowe płaszcze - jeden cieńszy, elegancki, a drugi grubszy, ale i mniej elegancki. Mam jeden płaszcz jesienny. Jeden ciepły płaszczyk na przedwiośnie. Kurtkę oraz cienki płaszczyk na wiosnę, wczesną jesień i bardzo chłodne lato. 

Mój elegancki zimowy płaszcz ma jakieś 8? lat. Nie pamiętam nawet, kiedy go kupiłam. Mama już nie raz mówiła mi, że pora na nowy, ale w sumie lubię go i w tamtym roku siostra mojego V. wszyła mi nowe kieszenie. Od tamtej pory mogę go spokojnie nosić. 

Myślę jednak nad porządną parką na zimę. Zamiast obu tych płaszczów. Jestem zmarzluchem i niestety, ale bez założenia kilku warstw jest mi po prostu zimno. A z roku na rok jest coraz gorzej i bardzo ciepła, porządna kurtka może być dobrym rozwiązaniem. 

Drugi płaszcz zimowy dostałam od mamy i jest fajny, bo jest dość ciepły i lekki. Przechodziłam w nim dłuższy okres tamtej zimy, gdy byłam po operacji. 

Płaszcz jesienny mam od dwóch sezonów. Jest długi, elegancki i czarny. Dość cienki, więc teraz chodzę już w zimowym. 

Czerwony, krótki płaszczyk na przedwiośnie, bo na wiosnę jest już za ciepły. Chyba się go pozbędę, bo stosunkowo rzadko go noszę, odkąd kupiłam jedyną kurtkę. 

Kurtka też ma już jakieś 3 lata. Kupiłam na promocji za grosze. Sprawdza się na wiosnę, wczesną jesień. W górach także się przydała. 

I płaszczyk, który kupiłam kiedyś w lumpeksie. Wypatrzyła go moja mama, a ja od razu się zakochałam. Musze tylko zeszyć rękaw. 

minimalistyczna garderoba


Minimalistyczna garderoba - ubrania na specjalną okazję

Jak mogłaś zauważyć, nie było osobnego wpisu na temat ubrań na specjalne okazje. Nie pokazywałam specjalnych sukienek, które wiszą w szafie przez większość roku. Dlaczego? Bo takich ubrań po prostu nie ma. Balową suknię założyłam na urodzinową kolację w mojej własnej kuchni. Sukienkę ze studniówki mam na sobie kilka razy do roku. Potrafię założyć tiulową, elegancką sukienkę do siedzenia w domu przed komputerem. Koszule? Chętnie, nawet jak jadę "tylko w odwiedziny" do babci. 

Szkoda życia na trzymanie ubrań w szafie. Noś swoje ubrania wtedy, gdy masz na nie ochotę, a nie wtedy, gdy jest specjalna okazja. U mnie nigdy nie było ubrań do kościoła, ubrań na niedzielę. Jedynie biała koszula była na szkolne uroczystości, ale nie lubię białych koszul i teraz po prostu ich nie noszę w ogóle. A gdy muszę ubrać się elegancko, zakłam po prostu sukienkę lub spodnie i jedną z koszul, które już posiadam. 

Ja wiem skąd wywodzi się chowanie ubrań na specjalne okazje. Wiem, że kiedyś miało się jedne niedzielne spodnie. Ale czasy się zmieniły, a my nie możemy bezsensownie tkwić w przeszłości. Uwierz mi, że sukienka bardziej się marnuje czekając od kilku lat na ową specjalną okazję niż jakbyś ją nosiła, chociażby w domu. To tak, jakbyś kupiła pięknego, czerwonego pomidora i nie jadła go, bo jest za ładny. I tak czekałby sobie na specjalną okazję, na wykwintną kolację. A gdy przyjdzie co do czego, okazałoby się, że jest niedobry. I ta czekająca sukienka też może się okazać za mała/za duża/niewygodna. 


A ty co sądzisz o ubraniach na specjalne okazje? 

Przed nami ostatnie dwa wpisy na temat garderoby. Powiedz proszę, czy ta seria wniosła coś dobrego do twojego życia? 

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia kolejnym razem!

25 komentarzy:

  1. U mnie każdy dzień jest specjalną okazją. I tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kupiłam z własnej głupoty kilka sukienek. Założyłam raz więcej nie. Ja w związku z tym że moje ciocie i mama uwielbiają kupywać nowe. Ja raczej więc wolę pożyczać od nich. Tym bardziej że mamy podobną budowę :D
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie mam w sumie ubrań na szczególne okazje, bo i takowych nie mam :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ostatnio wpadłam w jakiś marazm i zaprzyjaźniłam się z dresami, ale rzeczywiście, powinnam nosić ładniejsze ubrania, także pracując w domu. Właśnie dla siebie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Tobie zmotywowałam się do porządków w szafie! Tonę ciuchów zamieniłam na kilka kilogramów! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie no, ja też nigdy nie miałam czegoś takiego jak "ubranie do kościoła" czy inne okazje, no może prócz tych sukni na studniówkę, w której naprawdę na co dzień raczej bym nie wyszła. Ona była na taką okazję. Wiem, że wśród starszego społeczeństwa jest takie przekonanie. Np. u mnie w rodzinie słyszałam o czymś takim, jak "ubranie do lekarza" i nigdy nie wiedziałam, dlaczego do lekarza ubranie ma być inne :D Tego trendu nie powielam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie rozumiem :) ja na studniówkę miałam taką, że zakładałam ją też na matury itp. :)

      Usuń
  7. Bardzo fajny wpis, czas nawet o takich oczywistych oczywistościach człowiek na co dzień nie myśli, a dobrze skomponowana garderoba to porządek w szafie a mimo wszystko cały czas moc pomysłów na stylizacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Mniejsza ilość ubrań wcale nie oznacza, że ciągle ubiera się tak samo :)

      Usuń
  8. Nie mam ubrań na specjalnie okazje, oprócz dosłownie dwóch, może trzech sukienek, które na co dzień się nie nadają.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zmniejszyłam ilość ubrań na specjalne okazję. Taką typowo weselną kieckę mam jedną, widziałaś zresztą ostatnio we wpisie na blogu :) Resztę ubrań staram się nosić. Zwłaszcza sukienki, bo bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymać :) ja teraz też mam jedną taką właśnie na "okazje", więc... założyłam ją w domu, jak świętowałam 4 lata bloga ;D

      Usuń
  10. Kiedyś miałam ubrania na specjalne okazje a teraz chodzę we wszystkim bez segregacji na okazję ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawa seria wpisów dotycząca minimalistycznej garderoby. Zachęciłaś mnie by zapoznać się z poprzednimi wpisami tego typu :) Ja mam zdecydowanie za dużo ubrań, a chodzę tylko w garstce. Zauważyłam, że i tak najczęściej zakładam basicowe rzeczy i w sumie w zupełności mogłyby mi wystarczyć, ale równocześnie od czasu do czasu lubię ubrać też coś zupełnie innego. Tak czy siak przydałoby się zrobić porządek i pozbyć zbędnych elementów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! w takim razie życzę powodzenia, jeśli już zdecydujesz się na porządki :)

      Usuń
  12. Fajny jest ten czerwony płaszczyk :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia