piątek, 31 sierpnia 2018

Jestem Matką Polką


Miau wszystkim. Bardzo prosiliście o historię, więc jak zwykle - przy okazji piątku - pojawia się nowa historia. Zostałem Matka Polką z prawdziwego zdarzenia. Dokładnie dwa razy. To w kocie zostaje i jeśli bym musiał - zostałbym i trzeci raz. Instynkt macierzyński mam we krwi. No co? Kiedyś byłem dziewczynką! Pamiętacie to jeszcze? Taki wstyd... ale dzięki temu jestem jaki jestem i nic co kocie nie jest mi obce. Zacznijmy jednak od początku... 
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, daleko od morza, czyli na Dolnym Śląsku - tu mieszkam... ale o czym ja? A, no tak. Dawno, dawno temu i tak dalej wydarzyła się historia, która na zawsze zmieniła bieg ludzkości. Człowiek wylądował na księżycu. A potem to już z górki i ładnych parę  lat później pojawiłem się ja. Kot. 


No dobra, już nie przedłużam. 

Samiec mojej Pańci wychodził na dwór. Oczywiście, mimo moich błagań i uniżania się, nie zabrał mnie ze sobą. Postanowiłem narobić mu do kapci. Napotkałem jednak dwa problemy - on nie ma kapci, a ja umiem sikać tylko do kuwety. Cały plan diabli wzięły i leżałem po prostu obrażony. 

Samiec wszedł do domu i zawołał Pańcię. Wyszła z nim. Za chwilę wrócili. Wzięli miskę i mój kochany kocyk i wyszli znów. 

Yeeeeaaaa! Wyprowadzili się, w końcu! Oł jeee. OOO... O jeeee!!! Je je jeeee!

A nie. Wrócili. A taki byłem szczęśliwy. No cóż, ten moment i tak kiedyś musi nadejść, a wtedy to będzie mój dom. Moje pieniądze. Moja armia. A potem tylko władza nad światem. Buaaahahahhaha!


Ale nie ważne. Nic nie widzieliście. Ja też w sumie nic nie widziałem oprócz miski. Za to słyszałem. Słyszałem doskonale. Idealny dźwięk. Czysty. To nie udawanie. Miska miałczała! I to bardzo głośno. Poszedłem więc za Pańcią. Postawiła miskę na podłodze. Zobaczyłem w niej kocyk. Już wiedziałem, co tak miałczy. Ale byłem głupi. Miska nie może miałczeć. To przecież kocyk. Chyba mój kocyk jest bardzo głodny i samotny, skoro tak płacze. 

Już miałem do niego podejść, ale mnie powstrzymali. Nie pozwolili mi. Nie dali mi podejść do mojego własnego kocyka, w mojej misce, w moim domu. I gdzie ta moja władza?!

Ciocia-babcia wzięła strzykawkę bez igły i uzupełniła tam rozcieńczone mleczko. Niczego innego nie mieliśmy. Podeszła do kocyka. Super, nakarmi go - pomyślałem. I będzie cicho. 


Jak bardzo się myliłem! Wzięła czarną kulkę z tego kocyka. To ona tak piszczała. I dała tej kulce mleczko. Wiedziałem już - to kotek. Moje dziecko! Ale, ale. Miska dalej wydawała dźwięki. Okazało się, że było tak moje drugie dziecko. 

To nic, że nie wychodzę z domu. To nic, że jestem wykastrowany. To moje dzieci! Moje i tyle. Widać podobieństwo.Też mają łapy, oczy i wąsy. Mają? Mają. Czyli to moje dzieci. 


- Dajcie mi moje dzieci! - krzyczałem. Ale oni mnie nie słuchali. Zajmowali się maluszkami, głaskali, przytulali i karmili. Myli malutkie oczka. Bo te moje dzieci dopiero je otworzyły. A ja chciałem pomóc. 

Dopiero po kilku godzinach udało mi się dopchać do nich. Odtrąciłem rękę cioci-babci. Kazałem jej się trzymać z daleka. Patrzyła na mnie nieufnie, ale nie przeszkadzała.

- Kobieto, to ja jestem ich matką. Wiem, co mam robić. Spokojnie - powiedziałem do niej i zająłem się dziećmi. 

Były brudne, to też je dokładnie umyłem. A one mnie ugniatały. I nie krzyczały. Przytulały się do mnie. Chodziły po mnie. Chciały jeść, ale tego zrobić nie mogłem. To zrobi ciocia-babcia. Ja nie mam takich możliwości. 

Przytulałem maluchy, aż w końcu zasnęły ze mną spokojnie. 

Kilka dni później Samiec znalazł im kochający dom i już nie miałem moich dzieci. Do czasu. 


Gdy Pańcia z Samcem już się wyprowadzili, mój plan przejęcia władzy nad światem rozwijał się bardzo szybko. Dzieci odchowałem, więc mogłem mieć czas na pasje i przyjemności. Aż tu nagle, kiedyś przyjechali w odwiedziny. A miałczącym pudełkiem. 


- O nie... - pomyślałem. 

Wyszły z niego dwa maluchy. To zdecydowanie też moje dzieci, bo były do mnie podobne. Miały ten... oczy, uszy i w ogóle. No moje jak nic. 

Plan przejęcia władzy znów musiał poczekać. 


A ja musiałem zająć się dziećmi. A te chodziły za mną  jak szalone. Robiły to, co ja. A gdy chciałem je umyć, warczały. No cóż, nie wszystkie dzieci są grzeczne...

2 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia