piątek, 22 czerwca 2018

Koci punkt widzenia: jak nie ugotować kota?



Kto ma kota to pewnie zrozumie tę zależność. Otwierasz lodówkę. Zamykasz. A tam małe stworzenia z błagającymi ślepiami się na ciebie patrzy. Na ciebie i na to, co wyjąłeś z lodówki. Nie ważne, czy jest to szynka, czy kawałek starego brokuła. Masz dać. Inaczej bidulek zdechnie z głodu na-ten-tychmiast i nie będzie to zbierać. Nie jadł od 10 minut. Zrozum go... A co się dzieje, gdy przychodzi do gotowania? To już dłuższa historia. 


Na początek widzisz, że kotek smacznie sobie śpi. Schodzisz na paluszkach do kuchni. Nie mrugasz. Nie oddychasz, coby hałasem koteczka nie obudzić. Zamykasz się szczelnie w kuchni (jeśli masz taką możliwość - ja takowej nie mam). Otwierasz lodówkę. Wyciągasz składniki twojego dania. Zamykasz lodówkę. A tam on. Koteczek! Przez kolejne pół godziny szukasz dziury w ścianie, teleportera czy czegokolwiek, co sprawiło, że kot przedostał się do izolatki jaką jest kuchnia. 

Nie znajdujesz oczywiście. Za to widzisz te smutne oczyska, umierające z głodu. Tak, to mięsko, które wyciągnęłaś z lodówki uratuje mu życie. Kocia karma? A gdzie tam... to nic nie da. Tu trzeba cięższej artylerii. 

Szykujesz sobie patelnię, na której usmażysz mięso. Odwracasz się, a kotek już wygodnie umoszczony w niej. Dobrze, że jeszcze nie wlałaś oleju. Wyciągasz kotka. Wytrzepujesz patelnię. Odwracasz się tylko po olej, a okazuje się, że mięso jest na podłodze. Na szczęście w opakowaniu. Zbierasz je z podłogi. Wyciągasz kota z patelni. Wytrzepujesz ją. Nalewasz olej. Siadasz spokojnie przy stole, by pokroić mięso. Przez tę sekundę, którą zajmuje ci wyjęcie mięsa z opakowania, nie patrzysz na koteczka. To idealny moment, by poczuć oleiste kropelki na swojej skórze. 

Tak. Kotek wsadził łapkę i ją wytrzepał. Olej strasznie skleja futerko. Ale na wszelki wypadek kotek drugą łapką też sprawdzi, czy to tak działa. A nawet, jak działa, to dwa razy jeszcze nic nie udowadniają. Musi sprawdzić kolejny raz. A gdy go będziesz łapać - zostawi tłuściutkie ślady w całym domu. Nie sprzątaj, to nie ma jeszcze sensu. Będzie tylko gorzej. 

Udało ci się na chwilę odpędzić od koteczka. Nie wiesz, gdzie teraz jest, ale na pewno nie w tym pomieszczeniu. Bierzesz nóż. Wbijasz w mięso. A obok już patrzą błagalne ślepka. Daj mu, to się odczepi - podpowiada ci sumienie. Dałaś. Jeden kawałek. Drugi, piąty. Spokojnie, połowa mięsa w zupełności ci wystarczy! Kotek taki głodny. 

Gdy już się naje mięskiem, a ty weźmiesz się za warzywa - nie myśl, że nie będzie ci pomagał w gotowaniu. Oczywiście, że pomoże! Czy to sałata? Czy to dobre? On spróbuje. To nie jest złodziejstwo, tylko pomoc. I tak, będzie biegał z sałatą po całym domu jednocześnie z nią walcząc, bo ta się bardzo rzuca. Nie, nie zje jej. Przecież zielone jest niedobre. 

Oczywiście, gdy nie patrzysz, tona kłaczków ląduje w sosie. Ta przyprawa to nieskończona miłość (oraz chęć zabicia cię kłaczkami). W większości jednak jest to szczera miłość. 

Wspominałam o gotowaniu zupy? 

Bierzesz garnek. Wyciągasz kota. Wysypujesz sierść. Stawiasz garnek. Odkręcasz wodę. Coś z wielkim wrzaskiem z niego ucieka. Naprawdę, zapomniałeś setny raz sprawdzić, czy w garnku nie ma kota? Tak, to twoja wina, że kotek jest teraz bardzo obrażony. 

Gdy zupa się gotuje, kotek jej pilnuje. Potem strzeże, gdy stygnie. Na koniec sprawdza, czy zupka jest dobra, płynna i wodnista. Uwaga: kot może wejść do garnka. 

Ps. Kocieł kiedyś tak zrobił. Garnek był przykryty pokrywką. Otworzył sobie. Wsadził przednie łapy do pomidorowej. Mama łapała go w locie :) 


A jak wam idzie gotowanie z kotami? 

32 komentarze:

  1. O mamo, skąd ja to znam! Z doświadczeń mojego kota wiem, że pulpeciki w sosie pomidorowym są idealne do gry w piłkę. Najlepiej po całej kuchni :D A byłam pewna, że pokrywki nie podniesie :D Mięsko, które jej dam podczas gotowania z pewnością jest gorsze od tych resztek, które wrzuciłam psu do miski a lodówka to świątynia ze skarbem, którą da się otworzyć jak zawiśniesz na klamce. A co do zielonego - mój kot uwielbia obgryzać szczypiorek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toffi ostatnio też chciał, ale od babci to zbyt ostry szczypiorek :D dzisiaj była gra w piłkę nożną rzodkiewką ;)

      Usuń
  2. Dzisiaj rano, tak koło 8 moje koty tak darły ryja (bo to nawet nie było miauczenie), że myślałam, że coś się któremuś stało... a no owszem stało się: pusta miska ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uśmiałam się do łez 😂😂😂 Moje szelmy też mi "pamagają" we wszystkim 😂😂😂 Dziękuję za odwiedziny i dołączenie do moich czytelniczek 😊❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha Nie mam kotka, ale mam psa shih-tzu i on jest zawsze, jak tylko jakiś szelest usłyszy. ALe i tak go uwielbiam!

    Pozdrawiam
    Sara's City

    OdpowiedzUsuń
  5. Wieczny głód to akurat domena wielu zwierzaków, psów i świnek morskich również. Moje świnie kwiczą jak opętane za każdym razem, jak słyszą dźwięk otwierania lodówki, a pies prosi o jedzenie nawet jeśli dostał kawałek i mu nie podeszło. Co tam, może kolejny jednak będzie lepszy. Nie? To do trzech razy sztuka... 😂 Z kolei kot jakis właśnie najbardziej ogarnięty jest w tej zwierzęcej familii i nawet w kuchni nie przeszkadza, więc nie muszę sprawdzać garnków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż dziwny ten kot! A pies musi być świetny. A może sprawdza tylko, czy faktycznie całe takie niedobre, czy tyko niedobre kawałki podajesz? :D

      Usuń
    2. Hahaha, a kto go wie, może rzeczywiście mnie sprawdza!

      Usuń
  6. Mój uwielbia błagać o jedzenie, ale nigdy go nie zjada jak mu daję... Zrozum kota :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe, ja kota nie mam, ale mam psa i z nim przy gotowaniu też jest wesoło i ciekawie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. hahaha padłam i nie mogę powstać ze śmiechu xd mega uśmiech na twarzy :D obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha super się czytało! Z kotem jest zabawnie :D Tak jak z każdym zwierzątkiem w sumie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale trzeba się nagimnastykować, by ugotować coś do jedzenia i żeby przez przypadek nie był to kot. :D Fajnie to wszystko opisałaś. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ugotowanie kota nie byłoby takie złe, ale ta sierść... :D

      Usuń
  11. Ha ha. Nie mam kota, na szczęście bo przy tym ile ja gotuje to na pewno bym go ugotowała :D

    OdpowiedzUsuń
  12. poprosze wiecej takich postow :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia