POZNAJMY SIĘ!
Hej! Jestem Klaudia i zapraszam cię do mojego miejsca w sieci. Jeśli chcesz ułatwić sobie życie i odzyskać czas dla siebie - dobrze trafiłaś. Nauczę cię, jak sprawić, by żyło ci się łatwiej oraz jak zadbać o siebie (szczególnie gdy nie masz czasu ani pieniędzy). Pokażę ci także, jak oszczędzać pieniądze. Mam nadzieję, że miło spędzisz u mnie czas. Chciałabym być dla ciebie wsparciem. Prywatnie jestem żoną wspaniałego mężczyzny i mamą Małego Człowieka. Lubię się rozwijać i nie potrafię stać w miejscu. Mam minimalistyczną duszę, która ciągle każe mi pozbywać się nadmiaru. Lubię czytać i spędzać czas na świeżym powietrzu.
CO MOGĘ DLA CIEBIE ZROBIĆ!
Jestem coprywriterką z doświadczeniem w pisaniu tekstów na blogi, strony www, sklepy internetowe. Piszę także teksty we współpracy z markami (Poster Store, Bee.pl). Napisałam dwa ebooki, które możesz zakupić w moim sklepie. Jeśli chcesz się ze mną skontaktować - czekam na twoją wiadomość. Możesz być pewna, że odpiszę na e-mail.

JAK MOGĘ CI POMÓC?

  • 1
    NEWSLETTER
    Przeczytaj list od serca i treści, których nie ma nigdzie indziej.
    Czytaj więcej
  • 2
    SKLEP
    Odwiedź mój sklep i dowiedz się, co mam w ofercie.
    Czytaj więcej
  • 3
    WSPÓŁPRACA
    Napisz do mnie i razem ustalimy warunki współpracy.
    Czytaj więcej

ZACZNIJ CZYTAĆ TUTAJ

Najnowsze na blogu

O tym, jak kot został matką | Dzień Kota

koci punkt widzenia

Już dawno mnie tu nie było. Wiesz, bardzo trudno pisze się łapami na klawiaturze. Czasem wychodzą z tego dziwne rzeczy. Poza tym byłem bardzo zajęty robieniem habilitacji z ornitologii, dyplomu z gazownictwa oraz specjalizacji z mechaniki samochodowej. Doba jest krótka, nie można mieć wszystkiego. Szczególnie, jeśli musisz spać 18 godzin na dobę. Kocie życie jest takie trudne. A na to wszystko - nie uwierzysz - zostałem mamą. Naprawdę. Taką Matką Polką z prawdziwego zdarzenia. Na szczęście ten ludzki zwierz mieszka na odległość, bo przy nim było tyle roboty... Z jednej strony cieszę się, że sobie pojechał i już u nas nie mieszka, a z drugiej to jednak mi trochę smutno.

Pewnego dnia ciocia-babcia pojechała tam, gdzie pojechała (choć ja myślę, że ona po prostu stoi za drzwiami przez ten czas. Ludzie są dziwni, mówię ci), a jak wróciła, to wcale nie była sama. Przywiozła ze sobą całą hałastrę. Mówili, że będą tylko na noc, a wyszło jak zwykle. Nie można im ufać.

Ale to nie wszystko. Wtedy właśnie przywieźli mi dziecko na wychowanie. Ja, Matka Polka, jak przystało, wziąłem wszystko na siebie. No bo - bądźmy szczerzy - jak oni by tego Małego Człowieka wychowali? No tak? Na pewno nie tak dobrze, jak ja.

Podszedłem więc do jego transportera. W ogóle dziwne urządzenie. Przypina się tam dziecko i ono leży. Jakby nie mogli skorzystać z mojego... no, ale podszedłem i patrzę, a on nie patrzy. Śpi. Tak się wita z kotem. Taki jest. Brak kultury.

Podchodziłem coraz bliżej, z rezerwą, bo kto wie jaki to dzikus i może się na mnie rzuci? Nie ma co ryzykować, w końcu 9 żyć to wcale nie tak dużo.

Podszedłem, powąchałem.

I poszedłem odpocząć. Zajmowanie się dzieckiem jest takie wyczerpujące. Ach, gdybym wtedy wiedział, co mnie czeka. Ale nie wiedziałem, przekonałem się o tym dopiero później.


Spałem sobie spokojnie. Śniłem o ciasteczkach i kurczaku, aż tu nagle coś wyrwało mnie ze snu tak pysznego... Wrzask, jakby kogoś ze skóry obdzierali. Nie wiedziałem, co się dzieje. Co robić? Gdzie biec? Do kuchni? Do salonu? Do schronu? Wybrałem ostatnią opcję, ale gdy tak biegłem, okazało się, że przecież nie mamy schronu. Byłem stracony! Żegnałem się już z życiem. Planowałem kolejne, ale nagle ten hałas ucichł.

Przez chwilę myślałem, że ogłuchłem. Ale tak się nie stało.

- Co się dzieje? Mamusia już jest - usłyszałem.

- Ten straszny hałas mnie obudził - pożaliłem się, ale - jak się okazało - to wcale nie było do mnie. Moja własna mamcia śmie nazywać się mamą kogoś innego. Rozbój w biały dzień!

- Już, spokojnie. Wszystko dobrze - słyszałem, ale wcale nie było dobrze. A już na pewno nie chciałem być spokojny. Podszedłem, by jej wygarnąć, ale zorientowałem się, że w transporterze nie ma mojego dziecka. Podszedłem, powąchałem. Nie ma. Nie ma! Przepadło!

Cóż, byłem dobrą matką.

Było, minęło...  

Już szedłem zjeść tego kurczaka, co mi się śnił, aż tu nagle...

- Zobacz jaki kotek - usłyszałem.

Spojrzałem. On spojrzał. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Znalazło się moje dziecko. No i nici z wolnego.

- To moje dziecko. Odłóż na miejsce - powiedziałem.

- Jest dzidziuś? - spytała mnie.

- Tak, jest. Odłóż na miejsce. Nie twoje, nie ruszaj - nakazałem, ale mnie nie słuchała. Zabrała go ze sobą. No i musiałem ich pilnować. A gdyby zrobiła mu krzywdę? Co ona wie o wychowaniu dzieci? Przecież nie ma żadnego. A to moje piąte. Mam więcej doświadczenia!

Nie mogłem spać. Musiałem siedzieć i ich pilnować. Wyobraź sobie, że widziałem, jak zmienia mu pieluchę! Pieluchę! Wyobrażasz sobie? Taki duży i nie sika do kuwety... Wstyd! Już ja go wychowam. Już ja mu pokażę, jak trzeba się zachowywać.

opowiadanie o kocie

A najgorsze przyszło wieczorem. Nie wiedziałem, co się dzieje. Miska - taka wielka - w niej woda. I ten bobas wrzeszczący w środku. Też bym krzyczał, gdyby ktoś mnie tak wrzucił do wody. Zamiast poprosić, żebym go umył z czułością niczym swoją puszystą sierść, woleli go torturować w tej misce. Masakra! Gdyby tylko TOZ o tym wiedział...

Potem nakarmiła go, to akurat robi dobrze, i zasnął. Już mu chciałem odstąpić swoje miejsce, ale... Okazało się, że ciocia-babcia odstąpiła mu moje miejsce bez pytania. Bez pytania! Jak śmiała! Musiałem spać na materacu. Taka jest niedobra gdyby tylko TOZ...

I wiesz co? Ja naprawdę chciałem spać ale słuchałem wcześniej pańci i ona mówiła, że Mały Człowiek często się budzi. Więc ja też się budziłem, ale on spał. Nie budził się. Co zrobiłem źle? Chciałem żeby się budził, ale on nic. Spał i spał.

Pańcię obudził telefon, a potem długo płakała (przeczytaj tu: Tu i teraz | sierpień 2021), ale on spał. Spał i spał. No nawet ja tyle nie śpię.

Ale w końcu się obudził. Chwilę jęczał. Nie wiedziałem, co robić. Zanieść do kuwety? Dać ciasteczka? A może kurczaka?

Gdy tak myślałem, jaka będzie najlepsza opcja, on przestał jęczeć. Pańcia go nakarmiła. Trzeba przyznać, że to robiła dobrze.


Dotrwaliśmy jakoś do rana. A rano wszyscy wstali. Dzieć się najadł. Przebrał. A potem wsadzili go do pojazdu na czterech kołach i pojechał. I one też wyszły. Zostałem sam jak palec. Biedny kot! Taki biedny! Ma tylko pół miski jedzenia! Zaglodzicie kotka... Wszyscy mnie opuścili...

Ooo, wrócili.

Wjechali pojazdem. Zastawili całe przejście.

- Gdzie dzidziuś? - spytałem, zapomniawszy, że umieram z głodu i samotności.

- Zostaw go, niech sobie śpi - powiedziała pańcia do ciocia-babci.

- Kogo? Gdzie? Przecież nie śpię. Gdzie jest dzidziuś?

Wszyscy się porozchodzili. Dziecka nie ma. Zgubiły. Jak nic zgubiły... Zacząłem panikować.

Aż tu nagle rozległ się wrzask. Uff, znalazło się...


Komentarze

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!