czwartek, 17 czerwca 2021

6 rzeczy, których nauczyła mnie ciąża

czego uczy ciąża

Myślę, że każda sytuacja, każda przygoda, każde wydarzenie może nas czegoś nauczyć. Zawsze - nawet w tych najbardziej beznadziejnych sytuacjach - staram się znaleźć coś, co dobrego dało mi dane przeżycie. Ciąża może nie jest złym, przykrym czy strasznym wydarzeniem, ale nie jest też na tyle łatwa i przyjemna, bym nazwała ją "stanem błogosławionym". Denerwuje mnie, gdy ktoś gratulując ciąży mówi, że to najpiękniejszy czas w życiu kobiety. Cóż, o wiele przyjemniej czułam się spacerując w górach, niż nie mogąc wstać z łóżka przez ból pachwin, nóg i istnienia. Nie chcę przez to powiedzieć, że ciąża jest zła, ale jest naprawdę wiele pięknych chwil w życiu. Ale dobrze, czego w takim razie nauczyła mnie ciąża? 


Czego uczy mnie ciąża? 


Ratunku jestem w ciąży - życie w ciągłym strachu


Gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, najpierw poczułam szczęście, które sprawiło, że łzy napłynęły mi do oczu. Długo się o nią staraliśmy. Wróciłam do łóżka i przytuliłam się do V. Wtedy poczułam strach. Strach, który niczym sufler, dyktował mojemu umysłowi kolejne pytania: co teraz? czy wszystko będzie dobrze? czy donoszę? czy nie poronię? czy dostanę się szybko do lekarza? jak będzie? 

Jeśli jesteś na początku ciąży, planujesz ją, albo nigdy w ciąży nie byłaś - pewnie chciałabyś usłyszeć, że ten strach mija. Ale to nie prawda. Jestem w 34. tygodniu ciąży i nadal się boję. Chwilami bałam się mniej, chwilami bardziej, ale ten strach nie znika. Może dlatego, że mam zagrożenie przedwczesnym porodem... boję się teraz, czy nie urodzę za szybko, czy Mały Człowiek sobie poradzi na świecie, czy wszystko będzie dobrze... 

I szczerze mówiąc - nie wiem, czy gdy już urodzę, przestanę się bać. Będę czuć strach o tego Małego Człowieka - by był zdrowy, by dobrze się rozwijał, by poradził sobie w życiu... Ciąża nauczyła mnie życia w ciągłym strachu i choć czasem bierze on górę, potrafię bardzo często nad nim panować i nie dać się zwariować. 


Zaufanie do samej siebie


Ciąża może nie tyle nauczyła mnie ufania sobie, swoim przeczuciom, doświadczeniom, intuicji i wiedzy, ale utwierdziła mnie w przekonaniu, że postępuję słusznie. Dookoła słyszałam tyle rad, które miały być "dobre", ale wiemy doskonale, jak te wszystkie "dobre rady" działają - wcale. 

Słyszałam, że z wyprawką mogę poczekać do 9. miesiąca - i zostałabym z niczym. Zaufałam swojej intuicji i miałam gotowe wszystko nim usłyszałam, że uwaga! oszczędzamy się, by nie urodzić za wcześnie. 

Tak samo postępuję na co dzień. Ufam sobie i swoim potrzebom, a nie temu, co ktoś mi mówi. Biorę pod uwagę rady, analizuję, ale ich zastosowanie zależy od wielu czynników. Mówią mi: wyśpij się na zapas, a ja nie mogę spać. Ufam więc temu, co mówi mój organizm. 


Wsłuchiwanie się we własne potrzeby


Jest to punkt niejako powiązany z poprzednim, bo ufając swoim przeczuciom, intuicji, możemy lepiej wsłuchać się w swoje potrzeby. Przez pierwszy trymestr ciąży - który był dla mnie naprawdę ciężki i nie chciałabym przechodzić przez to drugi raz - nauczyłam się, że moje potrzeby są ważne. Wtedy właśnie nauczyłam się odpoczywać, słuchać swojego ciała i odpowiadać na jego potrzeby. To nie takie proste, gdy w głowie masz milion pomysłów na minutę i nigdy nie masz odpowiedniej ilości czasu na zrealizowanie ich wszystkich. 

W trzecim trymestrze słuchanie potrzeb mojego ciała jest już dla mnie o wiele łatwiejsze. Skupiam się na nim od tylu miesięcy, że zauważam każdą niepokojącą rzecz. Teraz wiem, kiedy muszę się położyć, kiedy muszę zmienić pozycję, kiedy muszę... cokolwiek, co sprawi, że będzie mi lepiej i łatwiej. 

Teraz już nie gnam tak przed siebie. Nie wmawiam sobie, że muszę coś dokończyć, coś zrobić by zasłużyć sobie na odpoczynek. Na odpoczynek nie trzeba sobie zasłużyć - on jest naturalną potrzebą i warto postawić go troszkę wyżej na liście priorytetów i wartości. 


Każdy jest znawcą - a ja nie muszę słuchać nikogo


Jedyna osoba, której bezgranicznie ufam w kontekście mojej ciąży, to moja ginekolożka. To ona uczyła się przez wiele lat, a jeszcze dłużej pracuje jako lekarz ginekolog-położnik. To ona wie, co jest niepokojące, co można, a czego nie można, czym muszę się przejmować, a czym nie. 

Nie uznaję rad kobiet, które rodziły 20 czy 30 lat temu. Rozumiem, że chcą dobrze, ale teraz mamy zupełnie inne realia. Owszem, lubię słuchać ich historii o ciążach i porodach, ale nie biorę tego do siebie. Prędzej posłucham koleżanki, która urodziła 2 miesiące temu, niż babci, która rodziła... cóż, ponad 40 lat temu. Wszystko się zmieniło. 

Gdy zaczęłam czuć ruchy dziecka i zaczęłam się przez nie budzić w nocy, usłyszałam że jestem zbyt wrażliwa i może to dlatego, że jestem taka chuda. Hmm... według mojej lekarki mam mało wód płodowych, a te wpływają na amortyzację ruchów. Dużo wód = mniej wyczuwalne ruchy. A poza tym - tak, mogę być bardziej wrażliwa, a nawet wysoko wrażliwa. I co z tego? 

Teraz znów słyszę porady o tym, jak i co powinnam pić, przez to właśnie, że mam mało wód. Porady wzięte z dupy, bo inaczej się tego nazwać nie da. A ja nadal ufam w tej kwestii mojej lekarce i jej zaleceniom. 

Och, jeszcze jedna historia! Płeć dziecka poznaliśmy już w 13. tygodniu ciąży, bo akurat nasz Mały Człowiek świecił genitaliami bardzo chętnie. Wtedy usłyszałam, że na 85% będzie chłopiec. Gdy V. podzielił się tą nowiną z rodziną, usłyszał, że jeszcze będzie dziewczynka. Gdy 2 tygodnie później mieliśmy pewność, że chłopiec - nadal słyszeliśmy, że przecież wszystko może się zmienić. 

A co do płci - czego to ja nie słyszałam. Było wróżenie z kształtu brzucha, zgadywanie po kolorze wózka, a nawet i ubranek (choć dosadnie zaznaczyłam, że ubranka dostaliśmy za darmo po siostrzeńcu V. więc są takie, a nie inne). 


Ludzie są wścibscy, a ja nie muszę być miła


Tak się składa, że z V. poznaliśmy się w pracy, więc siłą rzeczy pracujemy razem. Gdy zniknęłam, zaczęli go wypytywać. Pierwsze dwa tygodnie były pytania o to, czy jestem chora, więc jeszcze nie było źle. Ale potem zaczęło się to wydawać podejrzane i ludzie prosto z mostu pytali go, czy jestem w ciąży. 


Doszło nawet do tego, że pewna znajoma (bo nawet nie koleżanka) zaczęła wypytywać o to moją mamę (!) podczas zakupów. Chamstwo do potęgi. 

Gdy podzieliliśmy się w 16. tygodniu nowiną, że tak - jestem w ciąży... pytania się nie skończyły. Zaczęły się pytania o płeć. Ludzie! Nie róbmy sobie tego! Moja macica to moja sprawa i jak będę chciała się podzielić czymkolwiek, co z nią związane, to powiem. 

Przestałam być miła. Przestałam grzecznie potakiwać i odpowiadać na pytania. Przecież pytanie o to, czy kobieta jest w ciąży to prawie jakby zadać, czy uprawiała ostatnio seks bez zabezpieczeń. Czemu to drugie traktowane jest jako niekulturalne, a pierwsze pada co chwilę?

Oczywiście, najwięcej chcą wiedzieć osoby, które odzywają się tylko od święta. No, powiedz cioci - nie ważne, że tej cioci to ja nie widziałam... chyba nigdy. 

Ciąża nauczyła mnie, że mam prawo do prywatności i nie muszę być wcale miła i kulturalna. 


Stawianie granic


Ze stawianiem granic mierzę się od wielu lat i... nadal nie idzie mi to tak dobrze, jakbym chciała. Kiedyś godziłam się praktycznie na wszystko, co ktoś poprosił, albo wręcz żądał. Teraz potrafię części odmówić, ale nadal nie jest to poziom, który chcę osiągnąć, by żyć w 100% po swojemu, w zgodzie z własnym wartościami oraz rodziną, którą tworzę.

Ciąża zaś uczy mnie stawiania granic w przyspieszonym tempie, a myślę, że po porodzie przejdę intensywny kurs dla zaawansowanych. 

Bo wiesz, gdy kobieta zachodzi w ciążę to według niektórych to dziecko nie jest jej, a wszystkich dookoła. Nagle każdy wie najlepiej, co temu dziecku trzeba. Pierwsze takie wtrącanie się usłyszałam pod kątem łóżeczka: ja wam kupię turystyczne, bo takie jest najlepsze. Co z tego, że łóżeczko już wtedy mieliśmy kupione, takie jak nam się podobało, wygodne i do tego z możliwością przerobienia na łóżko dla większego dziecka. Co z tego, że nie chciałam turystycznego łóżeczka, bo według mnie nie jest ono wygodne. Dla tej osoby tak jest i ja mam się podporządkować. To było nasze pierwsze "nie". 

Później słyszałam nawet, że mamy nic dla dziecka nie kupować, bo wszystko dostaniemy. Cóż, to nasze dziecko i sami chcieliśmy wybrać kocyk, wózek, zabawki... po prostu wszystkie rzeczy dla NASZEGO dziecka. To było nasze drugie "nie". 

I tych "nie" jest coraz więcej, pojawiają się coraz częściej, a po porodzie chyba wywieszę na drzwiach kartkę, by się nie powtarzać. Już się nie mogę doczekać: załóż mu czapeczkę, przykryj go, ubierz go cieplej, karm tak, albo inaczej, nie noś, noś...

W kwestii stawiania granic pomyślałam też o głaskaniu po brzuchu. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego każdy rości sobie prawo do głaskania mnie po brzuchu bez mojego pozwolenia. Ba! w ogóle bez pytania. Moja własna mama pyta, czy może to zrobić, a ludzie którzy nie są moją rodziną - głaskają bez skrępowania. A ja naprawdę tego nie lubię i sam V. wie, ile czasu zajęło mi przekonanie się, że takie dotyk może być przyjemny. Sama lubię głaskać po brzuchu odkąd jestem w ciąży i on także może to robić ile tylko chce, no ale nie obcy ludzie!

Przy okazji... dlaczego gratulując ciąży wszyscy roszczą sobie prawo do głaskania kobiety po brzuchu, a nikt nie głaska mężczyzny po penisie? Przecież bez niego tego dziecka by nie było. I znów, dlaczego druga sytuacja jest uznawała za nienormalną... 


Czego nauczyła mnie ciąża? Dodatek ironiczny


Żeby założyć rodzinę, trzeba mieć samochód


Ale żeby nie było tak pięknie - to mężczyzna musi mieć prawo jazdy i samochód. Przeczytałam to pod tekstem o tym, czy mężczyzna (którego partnerka jest w ciąży) może pić alkohol. I oczywiście zgadzam się, że jedynie z umiarem czy do smaku, a najlepiej wcale, by zachowywać przez cały czas trzeźwość umysłu... ale padła tam kwestia, co jeśli kobieta zacznie rodzić. 

I jak się okazuje, to partner musi ją zawieźć do szpitala. I tu mamy problem, bo może i auto jest wspólne, ale V. nie ma prawa jazdy. A w komentarzach przeczytałam, że facet bez prawa jazdy i samochodu nie może zakładać rodziny, bo nie potrafi jej zapewnić odpowiednich warunków życia. 

A ja głupia myślałam, że wystarczy iż kochamy się, dogadujemy i rzadko spieramy, chcemy mieć dziecko, mamy mieszkanie, pieniądze, które pozwolą na jego utrzymanie. No, ale V. nie ma prawa jazdy. I teraz nie wiem, czy w takim razie mam komuś dziecko oddać - skoro według niektórych taka osoba nie ma prawa zakładać rodziny. No nie wiem. 



Uf, wylałam złość, śmiech i te wszystkie emocje, które mi towarzyszyły. 

A ciebie - jeśli byłaś w ciąży - czego ona nauczyła? Co sądzisz o głaskaniu po brzuchu i tych wszystkich "dobrych radach"?

Podziel się w komentarzu!

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia!

18 komentarzy:

  1. Udanego rozwiązania! Na pewno będzie wszystko dobrze, ale na zimne lepiej dmuchać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no, prawo jazdy u faceta to podstawa... Dziwię się, że o tym nie wiedziałaś! ;)) To takie nieodpowiedzialne z Twojej strony :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie chyba będziemy musieli się rozstać. Na pewno sama sobie lepiej poradzę, niż z pomocą faceta, który nie ma prawa jazdy hahaha :D

      Usuń
  3. Powiem banał- będzie dobrze, Synek będzie zdrów jak prawdziwy chłop :D Tyle za Tobą, to i szczęśliwe zakończenie być musi :) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy wpis. W ciąży nie jestem i nigdy nie byłam, ale czuję, że podzielałabym Twoje zdanie w 100%. Ja też kompletnie nie rozumiem tego jak ludzie, którzy na co dzień mają gdzieś co się u Ciebie dzieje, nagle gdy dowiedzą się o ciąży odstawiają tę całą szopkę. Nie rozumiem wtrącania się w czyjeś życie w sumie w każdej dziedzinie a co dopiero tak, jakby nie patrzeć intymnej jak spodziewanie się dziecka. Fakt niektórzy czasem chcą dobrze, ale nie każdy takie intencje ma. No i ten tekst typu "ja Wam kupię bo tak uważam..." to mnie rozwalił. Oj chyba bym palnęła tę osobę w główkę :)
    Ten stan błogosławiony i najpiękniejszy czas w życiu kobiety... oj aż ściska. Myślę tak jak Ty, życie oferuje tyle, że nie wydaje mi się by to był jedyny szczęśliwy czas dla kobiety (kiedy jeszcze często czuje się źle z wielu powodów..) Trochę tak jakby kobieta bez urodzenia dziecka nie mogła do końca być kobietą i cieszyć się życiem. Wiele by tu pewnie można jeszcze powiedzieć :)
    No a prawo jazdy to sztos! :D aż się uśmiałam z tej głupoty. Dobrze, że mój mąż zrobił prawo jazdy niedługo przed ślubem bo nie wiem jakby się ten długoletni związek zakończył... teraz mogę spać spokojnie, bo gdyby co może być ojcem... :D chyba można to skomentować tylko żartem :)

    A po tych wszystkich wypocinach, życzę Ci najważniejszego, żeby Mały Człowiek poczekał jeszcze troszkę z przyjściem na świat i żeby wszystko było dobrze. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, gdybym tylko mogła palnąć tę osobę w głowę. Ale na szczęście nie widziałam jej od kilku miesięcy i nie miałam okazji rozmawiać :)

      "Trochę tak jakby kobieta bez urodzenia dziecka nie mogła do końca być kobietą i cieszyć się życiem. " - pamiętaj, w jakim kraju żyjemy. Każda z nas powinna widzieć się jedynie w roli matki :(

      Taki mąż to skarb. Ja swojego chyba muszę z domu wyrzucić, bo na co mi facet bez prawa jazdy :D hahahah!

      Dziękuję <3

      Usuń
  5. Serdecznie gratuluję! Tez nie rozumiem, czemu ludzie uważają, że należy głaskać kobietę po brzuchu. To nie jest fajne, jak szczególnie obcy dotykają :O I dobre pytanie, dlaczego nikt nie głaska faceta..

    OdpowiedzUsuń
  6. Z perspektywy czasu i posiadania ośmiolatka powiem Ci, że ciąża to był super czas! Wszyscy się o mnie troszczyli, miałam dużo czasu dla siebie i nigdy nie przeczytałam tylu książek, co w ciąży. Bo jak już się pojawia mały człowiek to wszystko, totalnie wszystko się zmienia. Co nie znaczy, że nie jest fajnie. Ale jest inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie fajnie, że u Ciebie ciąża była przyjemnym czasem! :)

      Usuń
  7. Przypomniało mi się jak u mojej mamy trzech lekarzy do samego końca twierdziło, że na 100% będę miała brata. I nagle z Kubusia zrobiła się Monika :D Pomyślnego rozwiązania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah, no widzisz :) mój brat za to nie chciał pokazać w ogóle :)

      Usuń
  8. Dla mnie ciąża to był fajny okres i jedna i druga, choć druga bardziej problemowa. Jeśli chodzi o głaskanie, to mi to nie przeszkadzało.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój facet nie miał wcześniej prawa jazdy bo w sumie nie potrzebował, wszędzie go ktoś woził :)
    Ale uparł się, że zrobi prawo jazdy jak przy pierwszej ciąży sama zawiozłam się do szpitala :D
    W bardzo krótkim czasie miał już to prawko :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia