piątek, 19 stycznia 2018

Slow life



Kwestia Slow Life to tyle poglądów, ile osób. Oczywiście pogląd każdego z osobna jest tym jedynym, słusznym i niepodważalnym. Jeśli jednak tak nie myślisz, zapraszam cię do czytania, czym jest dla mnie Slow Life. Taki osobisty, mój, indywidualny, może inny od wszystkich. Tego nie wiem.
Slow Life jest wtedy, gdy wstaję rano i nie muszę pędzić. Mogę spokojnie wypić herbatę, przeczytać parę stron książki (lub więcej, jak dziś). Nic mnie wtedy nie goni. Herbata stygnie własnym tempem, a ja własnym ją piję - nie całkiem gorącą. Nie od razu. Daję i jej czas i sobie. Czytam spokojnie, strona za stroną bez myśli w głowie: szybciej, bo nie zdążysz.

Slow Life jest wtedy, gdy mogę myć zęby spokojnie, bez pośpiechu. Nie myśląc, ile minut mi zostało do wyjścia. Wtedy, gdy nie muszę rezygnować z porządnej pielęgnacji, tylko mogę sobie umyć buzię po koreańsku (2 minuty), potem przetrzeć tonikiem, dać mu się wchłonąć. Potem nałożyć serum, dać mu czas. Z kremem zrobić to samo. A potem powoli zrobić makijaż, taki, na jaki mam akurat ochotę. 

Slow Life jest wtedy, gdy nie jem w pośpiechu, tylko robię sobie dobre śniadanie, pełno (lub mniej pełno) wartościowe. Gdy mogę przeżuć spokojnie każdy kęs, a nie wciągnąć byle jaką kanapkę bez masła na trzy gryzy w minutę. Wtedy, gdy mogę spokojnie pokroić szczypiorek, bo mam na niego ochotę. 

Slow Life jest wtedy, gdy mam czas rano poleżeć, poprzytulać się z P. lub z kociakami. I wtedy, gdy nie goni mnie myśl - za dwie minuty muszę wstawać bo nie zdążę. Mam na tyle czasu, że zdążę, albo zrezygnuję z jakiejś mniej ważnej rzeczy na rzecz uczuć i bliskich. 

Slow Life jest wtedy, gdy nie daję się wciągnąć w szkolny wir: szybciej, więcej, lepiej. Każdy ma swoje tempo. Wiedza przychodzi mi w miarę szybko, ale nie chcę robić tego jeszcze szybciej. Bo i po co? Więcej? Więcej nie potrzebuję. Lepiej? Postęp nie przychodzi w chwilę, ale każdą chwilą na niego pracuję. 

Slow Life jest wtedy, gdy nie mam siły czegoś zrobić i po prostu tego nie robię. Brudne naczynia mogą poczekać do rana. Gdy padam z nóg, mogę po prostu sobie odpocząć. Nie chcę się przemęczać i nie muszę. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem.

Slow Life jest wtedy, gdy piszę na tym blogu o czym chcę i kiedy chcę. Staram się trzymać pisania co trzy dni, ale nie wychodzi. To nic. Piszę o czym chcę. Nie gonię za nowościami, za plotkami i kontrowersjami. Piszę o tym, co jest mi bliskie, nawet jeśli ma to mniej odsłon. 

Slow Life jest wtedy, gdy nie muszę przez chwilę nic robić. Mogę spokojnie usiąść, popatrzyć w przestrzeń. Mogę wyjść na spacer, spotkać się z przyjaciółmi, rodziną. Mogę przez chwilę nie myśleć o niczym.

Slow Life jest wtedy, gdy nie biegnę do telefonu jak tylko zacznie dzwonić. Czasem nawet nie wiem, że ktoś coś ode mnie chciał, a świat się przez to nie wali. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Jeśli komuś bardzo zależy, będzie dzwonić drugi raz. A wtedy, nawet, gdy robię coś ważnego, wiem, że prawdopodobnie to nie może poczekać. 

Slow Life jest wtedy, gdy jadę samochodem i robię to spokojnie, bezpiecznie i bez przekraczania prędkości. Bo się nie śpieszę. Bo życie jest jedno i chciałabym z niego jeszcze trochę skorzystać. 

Slow Life jest wtedy, gdy sama decyduję o sobie. Gdy mam czas dla siebie, dla innych. Gdy mogę wszystko. I mogę to we własnym tempie. 

A czym dla ciebie jest Slow Life? 

23 komentarze:

  1. U nas na Szczycie to zawsze slow life, inaczej się tu nawet nie da ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Slow Life się skończy jak pójdziesz na studia lub do pracy. Wtedy dopiero zrozumiesz dlaczego wszyscy tak się spieszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niekoniecznie. Wiem, jak to jest nie mieć czasu. Zanim się przeprowadziłam, wstawałam codziennie o 5:20 i wracałam o 16. Potem 2 godziny korepetycji, a o 21 spałam. A potrafiłam znaleźć czas na to, by chodź chwilę było "slow" :) Nie powiedziałam ani razu, że mam tak ciągle, bo nie mam. ALe staram się takimi chwilami cieszyć. Dziś byłą to pierwsza taka od 2-3 tygodni tak naprawdę ;)

      Usuń
    2. A jak zostaniesz matka, to wtedy o slow mozesz marzyc tylko: )

      Usuń
    3. na razie nią nie jestem więc cieszę się tym, co jest teraz. Gdybym miała myśleć, co by było gdyby to bym była wiecznie zła albo zdenerwowana :)

      Usuń
    4. Dziewczyny, proszę nie wylewać swoich frustracji na Autorkę wpisu! "Jak zostaniesz matką, jak pójdziesz do pracy, jak chłop z pracy wróci" - co wtedy? Życie się zmiana? Przykro mi, że u Was na gorsze. Uważam, że to wspaniałe, że Autorka już teraz szanuje siebie i swój czas, docenia nawet chwilę z herbatą. Znam ludzi, którzy całe życie żyli pracą, potem dziećmi, teraz są już grubo po 50tce i w sumie życie im uciekło, nic ich już nie cieszy, oprócz pensji sąsiad lub przyszłego zięcia.
      Jeśli chodzi o dorosłe życie, to każdy wybiera swoje slow! Dla mnie to chwila z książką po pracy, weekend offline, niedziela bez zakupów. Miałam już czas, kiedy wychodziłam z domu o 8 i wracałam o 20. To jest ta dorosłość? Dorosłą decyzję podjęłam rzucając to w cholerę ;) Chciałabym, żeby wszystkie młode dziewczyny miały takie podejście jak Autorka wpisu, mniej wyścigu szczurów i bezmyślnych pracowników korporacji ;)

      Usuń
    5. Dzięki! Świetny komentarz. WIdzę, że mnie rozumiesz. Masz rację - dla każdego to coś innego. Dlatego napisałam, czym dla mnie jest Slow Life. Szkoda, że niektórzy mają gorzej, ale nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia ;)

      Usuń
  3. Ja pierwszy raz słyszę o takim sformułowaniu, ale dokładnie mam podobne poglądy do twoich. Znalezienie czasu dla siebie to bardzo ważna kwestia :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  4. Slow Life kojarzy mi się z takim totalnie spokojnymi wakacjami gdzieś na odludziu. Niestety tylko wakacjami. Rzadko wstaję kiedy chcę. Rzadko mam czas czekać aż herbata ostygnie. Slow Life chyba nie jest dla ludzi niepracujących w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie slow life nie jest codziennie. staram się takie chwile wyłapywać i się nimi cieszyć :)

      Usuń
  5. Myślę, ze świetnie opisałaś slow life. Co prawda, gdy zacznie się praca lub inne obowiązki, temat slow life schodzi na drugi plan. Ale od czego są weekendy;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chodzę do technikum, więc godzin mam więcej niż liceum. Do tego pracuję i naprawdę mam tylko pół niedzieli wolne. I wtedy przeważnie jest ten czas na chwilę slow ;)

      Usuń
  6. własnie jak bedziesz pracowac to zobaczysz ze czas goni i wtedy ostatnio rzezca o ktorej myslisz to slow time

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wspomnę raz jeszcze: nie mam tego ciągle i bez przerwy. Dziś się udało, ale mam tak bardzo rzadko. Uczę się, pracuję, zajmuję domem. Wiem, jak to jest nie mieć 5 sekund na siku. Mam tak często. Ale staram się znaleźć chwilę każdego dnia dla siebie. Wychodzi jak wychodzi niestety

      Usuń
  7. Świetny post :)

    http://kiudlis.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. są tu osoby pracujące i uczące się ale jaki jest problem w znalezieniu czasu dla siebie, mówi się że kiedyś czas wolniej płynął..., a wystarczy wyeliminować czynności które są nam w życiu do szczęścia średnio potrzebne jak siedzenie godzinami przed FB czy TV i już znajdzie się czas na wszystko.
    Prowadzę własną firmę, pracuję z ludźmi, szkolę, wdrażam współpracowników, ale mam czas aby czytać książki grać na gitarze, chodzić na kręgle czy zwiedzać inne kraje
    wszystko zależy od nas samych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam telewizji, więc na nią czasu nie tracę. Na fb spędzam czas wtedy, gdy wiem, że mogę to zrobić ;) a no własnie - wszystko zależy od nas samych :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia