wtorek, 26 grudnia 2017

Pożegnanie z Kotem - ale nie na zawsze


Przyszedł czas na jedną z ważniejszych decyzji w moim życiu. Wciąż nie wiem, czy robię dobrze, czy nie, ale mam tu na uwadze nie tylko moje dobro. A raczej moje dobro jest tu ostatnie w kolejce. Otóż przeprowadzam się. I muszę pożegnać się z Kotem.
Nie była to dla mnie łatwa decyzja, ale wiem, że będzie mu tu dobrze. Ma swoje znajome kąty. Zostaje w swoim domu. W swoim otoczeniu będzie mu łatwiej i lepiej. To się dla niego nie zmieni. Będzie mu tylko brakować mnie. A mi - jego. I to bardzo. Wcale nie jest mi łatwo, ale oboje postaramy się z tym pogodzić.

Kotem zostaje z mamą, którą widać że kocha (chyba nawet bardziej ode mnie). To moje ostatnie godziny z nim, ale nie chcę mu burzyć jego planu dnia, bo wtedy będzie tylko gorzej. Na razie nie ogarnia za bardzo, co się dzieje, bo powoli wywozimy rzeczy z domu. 

Oczywiście, będę tu wracać, odwiedzać, zabierać go na spacery i bawić się z nim, ale to nie będzie już to samo. Mam nadzieję, że mnie nie zapomni :) 

My za to damy dom potrzebującym. Mój Kot, Pan Kot ma już kochający, własny, oznaczony dom. A inne kotki tylko na to czekają, dlatego weźmiemy jakiegoś ze schroniska. To nie będzie ta sama mordka, ale także postaram się go kochać.

Piszę to, i płaczę.

Musiałam sobie zrobić przerwę. Poprzytulaliśmy się, pobawiliśmy. Podrapał mnie i pogryzł za wszystkie czasy. To tyle na pożegnanie Kota. Ja tu będę. On też się będzie tu pojawiał.

Wielkie Miauuuu dla wszystkich! Trzymajcie za nas kciuki :) 

28 komentarzy:

  1. Trzymamy kciuki bardzo mocno!!! :)
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, niestety... czeka mnie to samo :( Wyprowadzam się w wakacje. Ponad 300 km od domu :( Nie mam możliwości zabrać swoich dwóch kotów, również zostają w domu rodzinnym. Na samą myśl chce mi się płakać. Marcelka, moja kotka, zawsze czeka aż wrócę ze szkoły i do wieczora cały dzień spędzamy razem. Ja na fotelu, a ona na oparciu. Ja do łazienki i ona też. I tylko zabawy się domaga. Chyba się zapłaczę bez niej... Mojego misia uratowanego z ulicy. Rodzice też ją kochają, więc o tyle mi lżej. Ale będę ją widywać gdzieś tak 3 razy w roku :( Serce mi pęknie. Echhh powodzenia Wam kochani!

    OdpowiedzUsuń
  3. O Matko! Trzymam mocno...
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymamy kciuki! Ja nie wyobrażam sobie przeprowadzki bez mojego kota, dlatego pojedzie razem ze mną. Rozumiem co czujesz :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba z takim przyjacielem rozstania są najgorsze... Ja dopiero do domu wrócę po nowym roku bo nie mam busa i zostałam u mojego. Z karmelem jest moja mama i brat i mimo że to kilka dni jest ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  6. podjęłam taka samą decyzję ale z duzym psem który jest istnym niszczycielem - ma go teraz dziadek w domu z ogrodem, a ja mam malutkiego maltańczyka i nie żałuję :) Czasami tak już jest, trzeba się dostosować. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, faktycznie poważna zmiana!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak byś wzięła kota był by duży problem. Pamiętam ci było z moim. Przywykniesz do tego a nowego kota na pewno pokochasz tak samo.

    Pozdrawiam
    Zazuul.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie rozstania są smutne, ale to cudowne, że chcesz stworzyć dom innemu kotu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze, że będzie bezpieczny i szczęśliwy w znanym mu otoczeniu. To dobra, choć trudna decyzja. Tak to jest z tymi kocimi przyjaciółmi - są niczym członkowie rodziny, a czasem nawet nieco bliżej... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie rozstania są bardzo trudne, ale zostaje w dobrych rękach - myśl w ten sposób! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po miesiącu już jestem z tym pogodzona, ale mimo wszystko dziękuję za radę ;)

      Usuń
  12. Każde pożegnanie jest smutne...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia