wtorek, 23 lutego 2021

Pierwszy trymestr ciąży | endometrioza

endometrioza a ciąża

Pierwszy trymestr ciąży już za mną. Zbliżamy się do połowy tego jakże pięknego (ale czy na pewno?) czasu, a ja nie mogę się doczekać jej końca. Nie dlatego, że jest jakoś wybitnie źle, ale po prostu jestem bardzo niecierpliwą osobą i już chciałabym zobaczyć na świecie naszego Małego Człowieka*. W normalnych okolicznościach nie wiem, czy zdecydowałabym się na ten tekst, ale jest jeden powód, dla którego to robię - przez endometriozę. Wiem, jak bardzo potrzebowałam historii innych kobiet, które wspierały, pocieszały i pokazywały, że się da... więc to samo chcę teraz dać tym z was, które takich słów potrzebuję. A reszta może dzięki temu zaspokoić swoją ciekawość. 


Endometrioza a ciąża - jak w nią zajść?


Dlaczego w wieku 22 lat zdecydowałam się na dziecko? 


Jak możesz się domyślać, endometrioza ma wpływ na cały układ rozrodczy. Po operacji dostałam zalecenie, by starać się o dziecko, ale tego nie chciałam. Miałam zupełnie inne plany na życie, tak jak i mój V. Zdecydowałam się na leki, które miały endometriozę wyciszyć, ale zasiały takie spustoszenie w moim organizmie - a przy okazji nie działały na endometriozę w ogóle - że moja ginekolożka je zmieniła. Dostałam inne leki, które także nie działały. A potem następne. 

A gdy przyszedł sierpień, a ja dostałam kolejne leki, które może zadziałają, straciłam całą nadzieję. Wiedziałam, że czas ucieka mi szybciej, niż zdrowym kobietom. Teraz dzieci rodzi się po trzydziestce i nie widzę w tym problemu - ale ja po trzydziestce mogę już nie mieć macicy... kto wie. 

Długo rozmawialiśmy. Naprawdę długo, bo zajęło nam to kilka dni. W końcu doszliśmy do wniosku, że szansa na to, że nowe leki zadziałają jest praktycznie zerowa. Doszliśmy do wniosku, że musimy zdecydować się na dziecko, póki jeszcze są na to szanse. Moja ginekolożka nie pozostawiała żadnych złudzeń, mówiąc nie warto czekać, bo jeszcze chwila i będzie za późno. Ufałam jej. 

Jak długo stara się o dziecko przy endometriozie? 


Czy endometrioza ma jakikolwiek wpływ na zajście w ciążę? Endometrioza to choroba układu rozrodczego, więc ma duży wpływ na sam proces zajścia w ciążę. Moje jajniki są mniejsze niż zdrowe, ponieważ wraz z torbielami, została usunięta ich część. To wpływa na owulację. Do tego nieregularne cykle... Metoda kalendarzyka u nas nie miała żadnych szans, bo ja po prostu nie byłam w stanie dokładnie określić owulacji (czasem czułam ból jajnika, który ją zwiastował. Czasem czułam go nawet kilka razy w miesiącu. Skąd mniałam wiedzieć, że to już?). 

Zdaliśmy się na los. 

Minął pierwszy miesiąc. Okres przyszedł w dzień, w który zawoziłam papiery na studia. Przepłakałam pół dnia, ale miałam jeszcze nadzieję, która pozwalała mi wierzyć, że kolejny raz na pewno się uda. 

Minął drugi miesiąc. Okres przyszedł zaraz po niedzielnych wykładach. Przepłakałam cały wieczór, a następnego dnia byłam wściekła, sfrustrowana, zmęczona, zła, smutna, przybita... płakałam prawie ciągle. Wkurzałam się o wszystko. Tego dnia też zepsuł mi się samochód, więc szliśmy z 4 pełnymi siatami przez całe miasto (jakieś 30 min) do domu. Płakałam całą drogę. Chyba z bezsilności. I na pewno maczały w tym palce hormony. 

Straciłam nadzieję. Myślałam, że będzie łatwiej, szybciej. I wiesz co? Kobietom mówi się, że po roku bezskutecznych starań trzeba się udać do poradni. I ja ten rok miałam przed oczami. Nie wierzyłam, że się uda. Myślałam, że endometrioza mnie pokonała. 

Przyszedł 11 listopada. Obudziłam się koło południa (po nocce) i coś mnie tchnęło, żeby zrobić test ciążowy. Nie wierzyłam, że cokolwiek pokaże, bo był to dopiero 25 dzień cyklu. Chociaż, przy moich nieregularnych cyklach nic nie wiadomo...

Jakieś było moje zdziwienie, jak zobaczyłam dwie kreski! Następnego dnia powtórzyłam, zarejestrowałam się do ginekolożki i poszłam na beta HCG. Powtórzyłam badanie na następny dzień oraz w poniedziałek - wynik rósł. I bardzo dobrze, bo tylko na tej podstawie mogłam dostać zwolnienie z pracy. 

Na USG nie było nic widać, czego się oczywiście spodziewałam, ale dostałam zwolnienie z pracy. Nie wyobrażałam sobie pracować w ciąży fizycznie na trzy zmiany (bo nie chciałam nikomu o ciąży mówić tak wcześnie), na stojąco przez niemal 8 godzin dziennie, dźwigając itd. 

Od razu dostałam Duphaston na podtrzymanie ciąży oraz witaminy i zalecenie, by jak najwięcej odpoczywać i leżeć. Zakaz sportów, zakaz ciężkich prac, dźwigania, współżycia itd. 

ciąża a endometrioza

Ciąża tydzień po tygodniu


Kolejną wizytę miałam mieć po 3 tygodniach. Nie doczekałam do niej, bo zaczęłam krwawić. Wystraszyłam się. Wiedziałam, jak to może się skończyć. Zadzwoniłam do gabinetu i usłyszałam, że mam jeszcze tego samego dnia przyjechać. Pani doktor mnie zbadała. Znalazła miejsce krwawienia. Na szczęście nie było to nic poważnego. Maluch rozwijał się tak, jak trzeba, a zdjęcie USG już było ciekawsze. Dostałam Luteinę na podtrzymanie ciąży, bo jest silniejsza niż Duphaston. I tak sobie brałam dwie tabletki rano i dwie wieczorem.

Luteinę przyjmowałam podjęzykowo. W smaku była ohydna, a poranne nudności w niczym nie pomagały. Po jakimś tygodniu przyzwyczaiłam się do jej smaku. Po miesiącu było mi już bez różnicy. 

Plamienia ustały, ale ja się nie uspokoiłam. W grudniu przeżyłam najgorszy czas ciąży (do tej pory oczywiście). Spałam po 12 godzin na dobę. Przez pozostałe 12 godzin większość czasu leżałam i oglądałam seriale. Nawet na książki nie miałam ochoty. Nie miałam ochoty sprzątać, gotować, pisać, myśleć... chciałam tylko, by ten czas już minął, a ja miała w końcu pewność, że wszystko jest w porządku. Opuściłam jedne zajęcia na uczelni, a potem drugie. 

Objawy ciąży 1 trymetr


Główne objawy z jakimi się zmagałam to:
  • senność, ale taka naprawdę przytłaczająca. Po wizycie u ginekolożki (godzina jazdy w jedną stronę i trochę czasu w gabinecie) musiałam przeleżeć cały dzień, bo nie miałam na nic siły. Spałam po te 12 godzin na dobę. Zasypiałam nawet o 17. Robiłam dodatkowe drzemki.
  • nudności - nie wymiotowałam, ale śniadania jadłam niewielkie, bo robiło mi się niedobrze. Minęło to jakoś w styczniu, czyli pod koniec 1 trymestru. 
  • apetyt - jeśli chodzi o jedzenie, potrafiłam obudzić się o 2 w nocy, zjeść i iść spać dalej. Ale myślę, że na początku wynikało to raczej z tego, że pracowałam na nocki i o tej godzinie miałam przerwę, a nie z faktycznego wzmożonego apetytu.
  • odbijanie się po jedzeniu - ten objaw towarzyszy mi do tej pory. Że tak kolokwialnie powiem: bekam po wszystkim, czyli po obiedzie, śniadaniu, przekąsce, wodzie. No po wszystkim. 
  • pogorszenie nastroju - prawie ciągle było mi smutno, źle, nieprzyjemnie i chciałam płakać. na szczęście towarzyszyło mi to tylko przez jakiś miesiąc. 
I to chyba na tyle z takich objawów. Ciekawe, ilu już nie pamiętam. W drugim trymestrze może nie jest ich więcej, ale są zdecydowanie inne. 

Ciąża a endometrioza - co się zmienia? 


Najtrudniejsze w 1 trymestrze ciąży było dla mnie jedzenie. Wiedziałam, że dziecko (płód, nazywajmy jak chcemy) potrzebuje wielu wartości odżywczych... a jak miałam mu je dostarczyć, nie mogąc jeść nabiału? 

Możesz pamiętać, że przeszłam na dietę niemal wegańską (z wyboru). Gdy zaczęliśmy starania o dziecko, włączyłam mięso do swojej diety. Wiedziałam, że zapotrzebowanie na białko jest większe. Ale co z nabiałem, który musiałam, a nie chciałam, wyeliminować z diety? 




Moja rada na to jest taka: o wszystko pytaj lekarza. 

I zapytałam. Na co moja lekarka odparła, że w ciąży endometrioza się wycisza. Więc spróbowałam sera białego. Troszkę. Na drugi dzień żółtego - też troszkę. A czasem zaczęłam zwiększać, a teraz jem nabiał normalnie, bez ograniczeń. Wszystko jest w porządku, a ja się tym cieszę, bo po porodzie, gdy już wszystko wróci do normy pewnie będę musiała znów odstawić nabiał. Miałam przez chwilę zachcianki na mleko i serek wiejski, ale to już mi przeszło. 

No i druga zmiana to brak okresu. To tak cudowny czas, gdy nie trzeba się  przejmować, że będzie boleć, że może znów braknie podpasek (zdarzyło mi się zużywać je tak szybko, że przez weekend z niehandlową niedzielą) mi ich brakowało. Czas, w którym mogę spać (prawie) spokojnie, że nic nie poplamię. I gdy mogłabym iść na basen bez planowania, czy będę miała okres. Mogłabym teraz, ale wtedy miałam zakaz sportów. 

Uwielbiam ten czas bez okresu. Jest wspaniały. 

ciąża tydzień po tygodniu

1 trymestr ciąży przy endometriozie - badania


Co mnie zaskoczyło w tej ciąży to badania. Masa badań. Mam całą teczkę badań, które musiałam zrobić. Dlaczego mnie to dziwi? Bo w poprzedniej ciąży, którą poroniłam, nie miałam żadnych badań. ŻADNYCH, nawet zwykłej morfologii. 

A tutaj musiałam zrobić już:
  • morfologię krwi, badanie moczu - kilkukrotnie, a w czwartek znów idę na badania;
  • badanie TSH - przy którym okazało się, że muszę brać leki na tarczycę do końca ciąży, bo wynik był zdecydowanie zbyt wysoki (badanie robiłam trzy razy, by dobrać dobrą dawkę leku, bo na początku okazało się, że dawka była zbyt niska);
  • wszelkie badania w kierunku Toksoplazmozy, HIV, różyczki, kiły i wielu innych chorób;
  • badanie grupy krwi - bo nie, karta krwiodawcy nie jest uznawana przy porodzie;
  • mój partner robił także badanie grupy krwi - na szczęście mamy tą samą.
Dodatkowo musiałam zrobić badania genetyczne w kierunku zaburzeń krzepliwości krwi - by wykluczyć taką przyczynę poronień. Było to pięć badań, które kosztowały prawie 600 zł, w tym jedno badanie genetycznie, czyli czynnik V Leidena. Na szczęście - lub nieszczęście - okazało się, że wszystko jest w porządku. Na szczęście, co się rozumie samo przez się. Ale na nieszczęście, bo w takim razie nadal nie była znana przyczyna poronień, a co za tym idzie - nikt nie wiedział, na co zwrócić uwagę teraz. 

Skończył się grudzień, a ja musiałam umówić się na USG pierwszego trymetru, czyli badania dziecka. I teraz powiem szczerze, że miałam jeszcze szczęście - miałam wybór. 27 stycznia aborcja została uznana za nielegalną, a ja zdążyłam jeszcze przed tym terminem dowiedzieć się, że moje dziecko jest zdrowe. Nie tylko, że nie ma Zespołu Downa, Edwardsa czy Patau, ale także że ma narządy wewnętrze, które dobrze się rozwijają, mózg, całą czaszkę, wszystkie kończyny. Że jest zdrowe i bardzo dobrze się rozwija. Odetchnęłam z ulgą. I dowiedziałam się (na 85%) jaka będzie płeć dziecka.

Lekarka zdecydowała, że powoli odstawiamy Luteinę. Zmniejszyła mi dawkę o połowę. 

Minęło kilka dni. Gdy przewracałam się z boku na bok wieczorem, dopadł mnie chwilowy ból podbrzusza. Wystraszyłam się, ale szybko minął. Gdy jednak poszłam do łazienki, zobaczyłam krew. Wystraszyłam się niesamowicie. Musiałam poczekać do rana, by skontaktować się z lekarką. Była niedzielna noc i nie wiedziałam, co robić. Wmawiałam sobie, że wszystko jest w porządku. Rano także zobaczyłam krew na wkładce higienicznej. Napisałam szybko do mojej pani doktor, a ona kazała przyjechać do gabinetu. 

Pojechałam przerażona. Okazało się, że plamię z tego samego miejsca, z którego plamiłam wcześniej i wszystko jest w porządku. Luteina wróciła do poprzedniej dawki. Tydzień później znów byłam u lekarki, na normalnej wizycie. Ogólnie w gabinecie bywałam co dwa tygodnie, tak mniej więcej. 

Mały Człowiek rozwijał się prawidłowo, rósł jak na drożdżach. W lutym - w drugim trymestrze - odstawiłam luteinę już skutecznie. 

Podsumowując, pierwszy trymestr to dla mnie głównie strach i leki oraz sen. Nie będę opowiadać dyrdymałów, że ciąża to magiczny stan w ogóle błogosławiony, a ty czujesz się jak puszysta chmurka i zarażasz wszystkich radością. 

Jeśli tak masz - super. Ale dobrze wiedzieć, że dla niektórych ten czas to katastrofa, trud. Że niektóre kobiety te - tak naprawdę dwa miesiące - wykończą całkowicie. Ciąża to nie choroba - ale czasem nosi wszelkie jej objawy i warto o tym pamiętać. 

W laboratorium na badaniach byłam tyle razy, że dostałam zniżkę dla stałego klienta. To chyba coś znaczy, prawda? 

I z tego samego powodu drażniło mnie niesamowicie, że w pracy ciągle wypytywali mojego partnera. Pierwsze dwa tygodnie, czy jestem chora. A potem zaczęły padać pytania o ciążę. Błagam, nigdy o to nikogo nie pytajcie! Nie chciałam się dzielić tą nowiną, bo sama nie byłam niczego pewna, nie wiedziałam, czy uda się szczęśliwie dotrwać do drugiego trymestru. Nie wolno zadawać takich pytań i liczyć na odpowiedź. Gdy przyjdzie czas, ta osoba się z tobą podzieli informacją. Tak, jak my to zrobiliśmy. Ale nic na siłę. 


A jeśli interesuje cię temat endometriozy, zajrzyj tutaj > ENDOMETRIOZA



Uff... wdech i wydech. Dobrnęłam do końca. Mam nadzieję, że ten tekst był dla ciebie ciekawy, przydatny lub pomocny. Jeśli masz jakieś pytania - nie krępuj się! Pisz je w komentarzach. 

A tymczasem trzymaj się ciepło i do zobaczenia!


*Mały Człowiek - bez określania płci. Proszę nie snuć na tej podstawie żadnych domysłów. Zarówno ja jestem człowiekiem, jak i mój partner, czyli samo słowo człowiek nie narzuca nam płci z góry.


Możesz także zaobserwować mnie na Instagramie, gdzie trochę częściej piszę o ciąży i endometriozie, a także o codziennym życiu. 

24 komentarze:

  1. cieszę się, że wszytsko jest w porządku! mimo wsyztsko i że się udało bardzo szybko! :) i że jesteście szczęśliwi i, że mały człowiek jest cały i zdrowy!
    zaskakująco... miałam podobną historię, pierwszą ciąże straciłam już na samym początku (ledwo 5tydzień), w obecnej też plamiłam na początku, też brałam duphaston i to jak to potrafi zryć banię... to ja jestem w szoku, ale najważniejsze że teraz jest wsyztsko dobrze ;)
    ale jak chmurka się nie czułam na początku haha teraz czasem czuję się zajebiście, ale większość czasu od początku jestem jednak ziemniakiem który chce leżeć, spać lub jeść ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że u ciebie także wszystko w porządku! No nie powiem, ja też lubię poleżeć i pospać, ale na razie mam zdecydowanie więcej energii :)

      Usuń
  2. Kochana najważniejsze, że szczęśliwie przetrwałaś czas niepewności. Teraz musi być tylko lepiej; życzę wszystkiego dobrego <3

    Post na pewno zawiera wiele cennych informacji dla kobiet, które zmagają się z endometriozą, a również marzą o założeniu rodziny.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że podjęłaś temat endometriozy, często my kobiety nie zdajemy sobie sprawę, jaki to ma wpływ na nasz organizm i trochę bagatelizujemy objawy. Życzę dobrego samopoczucia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja luteinę brałam od drugiego trymestru do prawie końca ciąży. Pomogła mi bardzo. Zdrówka dla Ciebie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że opowiedziałaś swoją historię wielu parom ten wpis może pomóc :) 3mam kciuki za udany poród :) Oby jak najmniej dolegliwości w ostatnim trymestrze mnie męczyła strasznie zgaga :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to właśnie opowiedziałam swoją historię. Jeśli mogę tym pomóc chociaż jednej osobie - warto :)

      Usuń
  6. Już będzie z górki, wyglądasz pięknie :) Do szczęśliwego rozwiązania, niech Maluszek nadal zdrowo rośnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Ci za to, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem z innymi kobietami, na pewno nie jednej kobiecie to pomoże. Dużo zdrowia dla Ciebie i dla malucha! Ściskam mocno i trzymam kciuki :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję serdecznie i trzymam kciuki, żeby wszystko przebiegało dobrze i Maluszek się zdrowo rozwijał :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo się cieszę, że wszystko jest wporzadku i wasza dzidzia rośnie zdrowo:) dla mne pierwszy trymest to też było sporo stresu bo wiedziałam, że jak zacznę krwawić i trafię do szpitala to tutaj w UK dostanę tabletkę poroną i tyle będzie... Dużo zdrówka dla Was i trzymajcie się cieplutko 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam te historie z UK i to jest po prostu przykre... dobrze, że u ciebie wszystko w porządku! :)

      Usuń
  10. cudny post, trzymam kciuki za wszystko żeby szło pomyślnie! dużo zdrówka i sił :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To byl dla Ciebie bardzo trudny stresujacy czas. Lek i dyskomfort. Ja nie mam endom ale tez mialam mega nieprzyjemne okresy i bol miednicy przy tym. Obecnie jest troche lepiej ale krwawienie obfite. W zeszlym roku bylam w ciazy czwarty raz i poronilam w 5 tygodniu. To bylo straszne doswiadczenie. Tydzien plakalam, ciezko bylo mi sie pogodzic z ta strata... a pozniej zachorowala moja mama i szybko odeszla. I ten koronawirus... Bylo dziwnie, strach zmieszany z dezorientacja. Duzo zdrowia i usmiechu Ci zycze Klaudio. Post piekny i wzruszajacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że takie nagromadzenie złych doświadczeń pomogło ci przetrwać, jakkolwiek źle to brzmi... Dziękuję!

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia