środa, 4 grudnia 2019

Dzień po dniu - jak wygląda endometrioza?


Ten wpis powstawał bardzo długo. Zajęło mi to prawie dwa miesiące. Najpierw zbieranie informacji, potem pisanie. Przez jeden cały cykl zbierałam dla was informacje o moim stanie zdrowia, samopoczuciu. Ostrzegam, nie będzie tu lukru i posypki. Będzie ból, krew i inne nieprzyjemności. Jeśli nie chcesz czytać o szczegółach - nie czytaj. Ja tylko ostrzegam. Łamię tabu bez skrupułów. Więc, bez słodzenia, jak wygląda okres (i cały cykl miesięczny) przy endometriozie?


Dzień 1. Okres

Godzina 8:30. Zaczyna się. Lekkie plamienie. Na razie bardziej brązowe niż krwiste, ale mam już tak od dłuższego czasu, więc niczym się nie przejmuję. Biorę Vemonis. Nowy lek przeciwbólowy. Niby bardzo dobry, spektakularne efekty te sprawy. Taaa, coś tam pomaga, ale tyle samo robi teraz ibuprofen. Mimo wszystko, ból na razie jest do zniesienia

Godzina 11. Ból powoli wraca. Długo pożyłam bez niego. Godzinę później boli już bardzo. W skali od 1 do 10, to jakieś 15. Już dawno wyszłam poza skalę. Ketonal pomaga dopiero po godzinie. Do tego czasu jestem wykończona. Wiję się na łóżku i nie wiem, co zrobić, by sobie ulżyć. W brzuch grzeje mnie termofor. Wolę bardziej krwawić, niż żeby tak bolało. 

Znacie powiedzenie zesrać się z bólu? Musicie wiedzieć, że skądś się ono wzięło. Ja doświadczyłam tego na sobie. 

Godzina 14:30. Jest lepiej. Czuję się otumaniona po lekach, ale wreszcie mogę coś zjeść. 


Dzień 2. Okres

Przez cały czas czuję umiarkowany ból. Czuję obrzmienie w macicy, która wygląda, jakbym była w ciąży. Przyzwyczaiłam się już do tego. Po dłuższym staniu (powyżej kilku minut) czuję ból całych ud. 

Na zmianę towarzyszą mi brak apetytu i napady głodu. Przez pół dnia mogę nie jeść nic, a potem chłonąć wszystko na raz. 

Krwawienie przybrało siłę wodospadu Niagara. Nie żartuję. Zakrwawiłam majtki i spodnie w pracy, bo nie zdążyłam dobiec do toalety, w której byłam jakieś 30 minut wcześniej. Na szczęście spodnie są ciemne i nic nie widać. 

Gdy spałam, znów nie poszłam do toalety na czas. Zakrwawione kolejne majtki. Używam podpasek (tamponów nie mogę). Tych superchłonnych na noc. Nie dają rady. Kolejne majtki zakrwawiłam podczas lekkich ćwiczeń. 


Dzień 3. Okres

Leje się dosłownie jak z wiadra. Do toalety biegam co 40 minut, choć przerwy w pracy są co dwie godziny. Zakrwawiłam kolejne spodnie. Wspomnę tylko, że w pracy mam trzy pary, a w swoich nie mogę pracować. 

W dwa dni zużyłam prawie całe 2 paczki podpasek. W dwa dni ponad 20 sztuk. Gdzie to wymienianie, co 6 godzin? Gdybym nie spała, pewnie poszłyby 3 paczki. 

Jeśli chodzi o ból - odczuwam go cały czas. Jednostajny, ciągły. Ogólne osłabienie, ale to także wynika z nocek w pracy. Do tego ból w okolicach żołądka. 


Dzień 4. Okres

Zbliżamy się ku końcowi, ale do niego długa droga. Krwawienie zmienia się w brązowe plamienie, ale nadal jest go dużo. Nie boli już cały brzuch, a jedynie okolice jajników. Wrócił mi apetyt. Podczas okresu potrafię stracić nawet 4 kg. Tym razem tak nie będzie. 


Dzień 5. Okres

Nadal brązowe plamienie, choć słabsze. Wyjątkowo nic mnie nie woli. Apetyt na szczęście w normie. Jem prawie tyle, ile powinnam. 


Dzień 6. Okres

Tym razem moje plamienie jest różowe, takie zabarwione krwią. Bolą mnie jajniki, co prawdopodobnie wynika z wysiłku fizycznego jakim był... spacer. 


Dzień 7. Okres

Końcówka okresu. Plamienie kremowo-brązowe. Brak bólu przez większość czasu. Dopiero wieczorem zaczyna boleć mnie jajnik i boli tak długo, aż nie zasnę. Ogólnie, gdy mogę, zamiast leków przeciwbólowych - śpię. Czasem to pomaga. A ból mnie tak wykańcza, że szybko zasypiam.


Dzień 8. Okres

Koniec okresu. W końcu. Za to, zamiast krwawienia, odczuwam nieznośny ból całej macicy. 


Dzień. 9., 10., 11., 12., 13., 14.

Sześć dni dobrego stanu zdrowia i samopoczucia. W końcu czułam się trochę lepiej. Jedyne, co mi dokucza, to zmęczenie, ale to jest o wiele lepsze w porównaniu z ciągłym bólem. 


Dzień 15. 

Zaczynam odczuwać okropne zmęczenie, które towarzyszy mi od otwarcia oczu, do ich zamknięcia. I tak do samego końca cyklu. 

Czuję silny ból całej macicy. Wrażenie kłucia i ściskania. Do tego na zmianę bolą mnie jajniki. 


Dzień 16.

Nie obyło się bez Ketonalu. Boli mnie dosłownie wszystko. Ketonal nie daje rady i tylko łagodzi ból. Czuję, jakby moja macica i jajniki były związane, poskręcane i ściśnięte. 


Dzień 17. 

Nadal na lekach przeciwbólowych. Czuję się tak samo, jak poprzedniego dnia. 


Dzień 18.

Ból towarzyszy mi już bez przerwy. Bolą mnie na zmianę jajniki, a do tego macica przez cały czas. Gdy siadam, wstaję - boli bardziej. Wysikanie się jest tak bolesne, że niemal lecą mi łzy. W pracy nie mogę sobie poradzić. I gdy stoję i gdy siedzę - boli. Jest mi niedobrze przez cały ranek - odkąd wstałam o 4, aż do 10. 


Dzień 19. 

Ból nadal odczuwalny przez cały czas. Ciężko się siada, wstaje, sika, chodzi. Nie jest to niemożliwe, ale bardzo utrudnione. Czuję, jakby idąc do kuchni, przemierzała maraton. Pomaga mi odpoczynek, ale nie chcę leżeć cały dzień. 


Dzień 20. 

Ból odczuwam po wysiłku. Tym razem za wysiłek uznajemy jazdę samochodem. Muszę dużo siedzieć, ale nie zawsze jest lepiej. Chociaż, gdy siedzę - najlepiej. 


Dzień. 21.

Cały dzień staram się odpoczywać. Mimo tego, czuję ciągle lekki ból. Wieczorem mam zawroty głowy. 


Dzień 22. 

Rano odczuwam zawroty głowy. Tak, jakby nie odpuściły poprzedniego dnia. Czuję ciągle ból macicy i lewego jajnika. Nie mogę się nawet przeciągnąć, bo potem zwijam się w kulkę z bólu.


Dzień 23. 

Silny ból piersi i lewego jajnika. Cały czas. Bez chwili wytchnienia. Czuję zbliżający się okres. PMS nie daje mi spokoju i mam ochotę wymordować pół świata. Drażni mnie każdy i drażni mnie wszystko. Najchętniej przepłakałabym cały dzień. Nie mam kompletnie apetytu. 


Dzień 24. 

Ból lewego jajnika i piersi nie ustępuje. Okres jest blisko. Nie chcę jeść. Bardzo łatwo się denerwuję i wściekam o byle co. Nie chce tego czuć, ale nie potrafię nic zmienić. 


Dzień 25. Okres.

Na tym zakończę. Mój cykl trwał 24 dni, z czego zaledwie 1/4 czułam się względnie dobrze. Leki przeciwbólowe brane w niezliczonej ilości, ból poza skalą i wiele innych objawów. To nic dobrego, nic przyjemnego. Tak wygląda mój cykl miesiączkowy. Tak wygląda endometrioza.

Niedługo będę miała operację. Lekarze nawet nie oszukują - nie obiecują, że będzie lepiej. I nie musi, ale chciałabym, żeby było stabilnie. Żeby nie było gorzej. 


18 komentarzy:

  1. Serdecznie Tobie współczuję :( To musi być bardzo wyczerpujące :( Życzę dużo zdrowia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest. Można powiedzieć, że po jakimś czasie się przyzwyczaja, ale to nie prawda

      Usuń
  2. Współczuję, ja też mam bardzo silny ból przez dwa pierwsze dni i duże osłabienie, w pracy zwykle starałam się po prostu przetrwać. Leki bez recepty nie działają, ale trafiłam na Anapran i ten się sprawdza. Cóż, życzę powodzenia. Oby się udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym leku jeszcze nie słyszałam. Ja z pracy już dwa razy na przepustkę wychodziłam

      Usuń
  3. Matko a ja myślałam, że tylko ja mam silne bóle miesiączkowe...

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś strasznego, trzynam za Ciebie kciuki, obys się lepiej poczuła!

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż ciężko to czytać. Nie chciałabym tego odczuwać na sobie. Trzymaj się, oby było chociaż trochę lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  6. To nie jest od razu mówię reklama, ale na taki lejący się okres polecam Hemorigen. Ja kiedyś w szkole nie mogłam wytrzymać bez zmiany podpaski minimum co godzinę, teraz na szczescie się z tym nie mecze. One za ziołowe, wiec żadna chemia

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymaj się Kochana! To fatalna choroba.

    OdpowiedzUsuń
  8. Endometrioza to paskudna choroba, trzymam kciuki żebyś czuła się lepiej.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia