środa, 18 września 2019

Jak prać, żeby nie prasować? | dom


Ile to już razy czytałam na grupach na facebooku, że kobiety nie lubią lub nawet nienawidzą prasować. Zawsze się im dziwię, bo ja nie lubię i tego po prostu nie robię. I nie, nie chodzę w pogniecionych ubraniach. Po prostu robię pranie w taki sposób, że prasować nie muszę. Co to daje? Nie robię tego, czego robić nie lubię, a dodatkowo oszczędzam mnóstwo czasu, który mogę poświęcić na coś innego - chociażby na napisanie tego tekstu. Jak to robię? Zapraszam do czytania.


Pranie bez prasowania - czy to trudne?

Możecie sobie teraz pomyśleć, że pranie bez prasowania jest trudne, czasochłonne i pracochłonne. Nic bardziej mylne, bo robimy praktycznie te same rzeczy. A czasowo i tak wyjdzie nam to o wiele korzystniej niż rozkładanie deski, grzanie żelazka i prasowanie. Przy okazji, nie musimy prasować, by założyć od razu swoje ulubione ubranie. 

Jak prać, żeby nie prasować?

Krok pierwszy - załadunek pralki

Tego nauczyła mnie mama, która także nigdy nie prasowała (za wyjątkiem garnituru, koszul). Nigdy nie upychaj na siłę do bębna. Mama prała jakieś 3/4 pralki. Ja - bardziej ekologicznie - piorę całą, ale ubrania i resztę rzeczy wrzucam luźno do pralki. Nie uciskam, nie upycham. Jest pełna, ale myślę, że po upchaniu byłoby jakieś 3/4. 

Krok drugi - pranie

Samo pranie to łatwizna, każdy wie chyba jak to zrobić. Mam żel do prania i płyn do płukania. Wlewam wszystko. Zamykam i piorę w najniższej temperaturze. Szkoda, że ta pralka ma 40 stopni, a nie 30. Ale gdy będę już kupować swoją pralkę - wtedy na pewno zwrócę na to uwagę. 

Krok trzeci - wyciąganie prania z pralki

Tu zaczynają się schody. Tego akurat nauczyła mnie babcia. Mam kosz na pranie, w którym sobie przenoszę wszystko do wieszania. Nie wrzucam prania byle jak. Wiem, że to zajmuje chwilę, ale... wyciągam wszystko po kolei i strzepuję mocno. Materiał rozprostowuje się. Składam na pół lub na cztery (zależy od wielkości rzeczy) i wkładam do kosza. W praktyce nie zajmuje to aż tyle czasu, bo gdy wychodzi to już naturalnie, bez zastanawiania - idzie to bardzo szybko. 

Dlaczego warto tak wyciągać pranie? Gdy strzepniemy - większa część zagnieceń się rozprostowuje. Gdy ułożymy wszystko ładnie w koszu - pod ciężarem pozostałych rzeczy rozprasuje się to samo.

Krok czwarty - wieszanie

Wieszanie pranie też nie zajmuje dużo czasu. Wyciągając z kosza strzepuję delikatnie jeszcze raz i wieszam równo na suszarce. Wolne miejsca wypełniam skarpetkami. Te od razu dopieram w pary i o dziwo nigdy nie zginęła mi żadna skarpetka. 

Krok piąty - ściąganie prania

Gdy ściągam pranie, składam je wzdłuż linii wyznaczonej przez suszarkę i wkładam do kosza. Składam, gdy już mi się przypomni (haha). Ale nie ważne, gdy to zrobię, pranie jest wyprasowane bez użycia żelazka. Zdarzało się nawet, że nie prasowałam białej koszuli, a i tak nie była wygnieciona. 


Dlaczego warto prać bez prasowania?

Nie musimy wyciągać żelazka i robić wszystkich tych czynności związanych z prasowaniem. Dodatkowo oszczędzamy mnóstwo czasu, który na to prasowanie trzeba by poświęcić. Ostatnią zaletą jest to, że możemy się od razu ubierać, bez porannych rozterek: prasować, czy nie prasować... oto jest pytanie.



A wy prasujecie? Lubicie to robić?

52 komentarze:

  1. Ja prasuję po kazdym praniu - koszulki i takie rzeczy, które tego wymagają. Bardzo lubię tę czynność :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię prasować, ale przeczytałam ostatnio, że podobno to też szkodzi środowisku. Dlatego bardzo przydatny tekst, żeby chociaż to ograniczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mysle, ze warto sprobowac kroku z wyciaganiem prania z bebna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety mało czego nie prasuję. Niektóre rzeczy wręcz wymagają prasowania nie tylko dla wyglądu, ale także dla zabicia bakterii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojeje! takich wpisów nam trzeba :) :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Baaardzo nie lubie pracować. A Twój wpis jest baaaardzo przydatny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo przydatne wskazówki. Na pewno z nich skorzystam. Dodałabym jeszcze, że pranie suszone na dworze, gdy wiatr lekko powiewa, również prasuje się samo.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo rzadko mam okazję wieszać pranie na dworze, dlatego nawet o tym nie pomyślałam ;) ale po to sa komentarze, by dzielić się swoją wiedzą ;) Dzięki!

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy post. Zawsze kiedy wyciągam ubranie z bębna pralki, strzepuję je i składam do kosza. Często wieszając jeszcze raz mocno strzepuję i równo rozwieszam. Te zabiegi pozwalają na nieprasowanie wielu ubrań. Do tego przyczyniamy się również do ochrony środowiska, bo nie zużywamy bez potrzeby prądu.
    Pozdrawiam Alina

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja prasuję tylko to, co tego absolutnie i bezwzględne wymaga, czyli w praktyce - koszule męża i syna ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja prasuję jeśli trzeba dopiero przed nałożeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wystarczy po prostu nie wirować, a później powiesić na wieszakach. Ja bardzo rzadko kiedy prasuję, bo nie lubię, więc wszelkie techniki prania mam opanowane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja normalnie odwirowuję ;) Nie wszystko da się powiesić na wieszakach, ale to co się da - to dobry pomysł :)

      Usuń
  12. Świetny pomysł na niepogniecione ubrania !!! Ja nie lubię prasować i zawsze odkładam tę czynność na wieczne "później". Wypróbuję Twój sposób ! Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie odkładaj więcej, tylko po prostu przestań musieć to robić ;) powodzenia :)

      Usuń
  13. Wystarczy zmniejszyć ilość obrotów na pralce, by pranie się nie gniotło ;) A ubrania też zawsze "strzepuję" :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobry patent na oszczędność czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie prasowałam ubrań, od kiedy wyprowadziłam się z Polski i o dziwo, ubrania wcale nie wyglądają na pogniecione, mimo że nieświadomie stosuję się jedynie do kilku z wymienionych przez ciebie rad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba trzymać się każdej rady, czasem wystarczy jedna czy dwie ;)

      Usuń
  16. Ja muszę zainwestować w suszarkę, wykonuję takie same czynności jak Ty i niestety jestem zmuszona do prasowania :D

    OdpowiedzUsuń
  17. P.S. Dziękuję za obserwację, również obs :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja w całym swoim życiu może prasowałam z 10 razy jak nie mniej, kiedyś mężowi koszulę sobie bluzkę i raz sukienkę. W sumie relaksowało mnie prasowanie, ale nie była to moja ulubiona czynność.
    Ja nie nawidzę prać i rozwieszać prania, nie wiem w sumie dlaczego, więc mam ogromne szczęście, że odkąd mieszkam z moim mężem już 2.5 roku to on sie tym zajmuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki podział obowiązków rozumiem. Czasem śmiać mi się chce z mężczyzn, którzy nie potrafią sobie wyprać przysłowiowych skarpet ;D

      Usuń
  19. Choć lubię prasować (albo raczej... nigdy nie miałam do tego specjalnej awersji) nigdy tego nie robię. Tak samo jak Ty, strzepuję koszulki i wszystkie ciuchy przed powieszeniem a potem składam je tak jak Ty wzdłuż linii z suszarki i do kosza :D w wolnej chwili składam w kosteczkę i nic nie trzeba prasować :) skarpetki też wieszam parami :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja prasuję sporadycznie, a przeważnie tuz przed ubraniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to by się nie sprawdził, bo jak wstaję o 4 do pracy, to ostatnie o czym myślę, to żelazko :D

      Usuń
  21. Mi zawsze mamusia mówiła naucz się trzepać nie będziesz musiała prasować (bez zboczonych skojarzeń ;p - no chyba, ze facet zrobi to za Ciebie). Patent się sprawdza. Może nie składam prania w koszu ale i tak mało rzeczy se gniecie. Prasować zdarza mi się tylko wtedy gdy mam nieporządek w szafie i tam jakieś ciuchy się pogniotą ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądra mama ;) dosadnie powiedziane, ale prawdziwe i co ważne - to działa ;) samo strzepywanie dużo daje ;)

      Usuń
  22. Nie przeszkadza mi prasowanie, choć czasem mi się nie chce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja muszę mieć idealnie uprasowane rzeczy, zatem prasuję!

    OdpowiedzUsuń
  24. Proponuję zastąpienie płynu do prania zwykłą sodą oczyszczoną (no tylko dla finansowej opłacalności, trzeba kupić większe opakowanie, niż takie ze spożywczaka 20g), a płynu do płukania olejkami eterycznymi skroplonymi na sodę (jedna buteleczka starczy Ci na wiele prań!). Nawet Rossmann sprzedaje sodę jako środek do 'wyjątkowo zabrudzonych' ubrań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie mam jeszcze wielką butlę płynu do prania, który dostałam. Przez ponad rok zużyłam ponad pół, więc raczej jeszcze długo ze mną będzie. Nie wiem, czy przekonałabym się do sody :)

      Usuń
  25. Wpis idealny dla mnie bo nienawidzę prasować:) Co prawda robię to tylko gdy bardzo muszę np. koszula na wyjście. Ale lepiej gdyby ubrania wyglądały schludniej;) też dobieram skarpetki od razu w pary, ale nigdy nie układałam prania zaraz po wyjęciu z pralki, zawsze wszystko wrzucałam do miski. Czas nad tym popracować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wpis ci się spodobał. Mam nadzieję, że moje rady ułatwią ci życie ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia