piątek, 14 września 2018

Kot robi makijaż | kocie opowieści


Dziś nadaje dla was Toffi. Kocurek z piekła rodem, a przy tym milusiński jak pluszaczek. Fifi ostatnio wspominała o historii z makijażem. Otóż ja jestem prawdziwym i genialnym wizażystą. Przy tym jestem bardzo skromny. Proszę ustawiać się w kolejce na makijaż u mnie, bo nikt wam tak dobrego nie zrobi. Ceny konkurencyjnie wysokie, ale wiecie, za geniusz się płaci. 


Ćwiczyłem z mamą malowanie. Fifi się do tego nie nadaje, ona jest zbyt roztrzepana. Ale ja, z moją anielską cierpliwością, nadawałem się do tego idealnie. Nadawałem, bo mówię o kursie makijażu. Jego przeszedłem bardzo szybko. Dałem radę tylko dlatego, że jestem bardzo cierpliwy i cierpliwie spałem do samego końca. 

A teraz profesjonalnie pomagam mamie w porannym makijażu. 

Zaczynamy od naszykowania kosmetyków. Mama wyciąga z szuflady bardzo dużo różnych produktów, a ja wybieram idealnie. Te, które według mnie się nie nadają, zrzucam na podłogę. Niech znają swoje miejsce. Jak coś jest słabe, to będzie leżeć na podłodze. Jak coś jest dobre - to tego użyjemy. Gorzej, gdy coś dziś jest słabe i ląduje na podłodze, ale jutro okazuje się, że w sumie jednak by pasowało... no cóż, mama kupi sobie nowe i tyle. 

Mama otwiera lusterko. Mi jest ciężko, bo nie mam przeciwstawnych kciuków, ale po to jest ona przecież. Nie muszę robić wszystkiego sam, bo jeszcze bym się przemęczył...

Przy lusterku są takie dziwne okrągłe kolory, które nie wiem, do czego służą. Dużo brązowych i kremowych. Jest czarny. Znalazłem czarny. Ciekawe, co się stanie, gdy włożę do niego łapkę. Hmm... wygląda na to, że nic takiego. Ech... 

Odszedłem, a na biurku pojawiły się ślady. Jakiś kot tędy przechodził. To pewnie Fifi. Zostawia czarne ślady łapek. Ale, ale... jej nie ma na biurku. Skąd te czarne ślady? Chyba się nie dowiem...

Ale przejdźmy do makijażu. Podkład trzeba rozmieszać z rozjaśniaczem (bo moja mama jest blada) i kłaczkami. To nadaje mu odpowiedniej konsystencji oraz sprawia, że buzia po przypudrowaniu przyjemnie łaskocze. Mama potem te kłaczki ściąga, ale to znaczy tylko tyle, że mnie nie szanuje. 

Żeby cienie na powiekach dobrze się trzymały, trzeba powąchać pędzel trzy razy a potem go polizać i ugryźć. Wtedy fajnie się przyklejają i nadają taki ładny efekt. Podczas tuszowania rzęs  zasłaniam mamie lusterko. Prawdziwy profesjonalista robi to bez zbędnych pomagaczy. Albo umie coś robić i robi to porządnie, albo tylko udaje. 

Malowanie ust kończy się buziakiem w czoło. Nie wiem czemu, ale mama zawsze to robi. A potem wyglądam jak kretyn i kobiety się ze mnie śmieją. Kobiety i tata. Jednakże, profesjonalizm wymaga poświęceń. 

To jak, kto zapisuje się na makijaż?

BĘDĘ KRZYCZAŁ

Mówiłem, że będę.

4 komentarze:

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia