poniedziałek, 29 stycznia 2018

Pamiętaj, by mieć dystans | niechęć do sportu rodzi się w szkole


Jestem w czwartej klasie technikum, które wręcz uwielbiam. Będzie mi szkoda czasu tu spędzonego. Lubię moją wuefistkę, ale mimo wszystko, po  trzech szkołach, masie nauczycieli wychowania fizycznego śmiem stwierdzić, że szkoła bardzo zniechęca do uprawiania jakiegokolwiek sportu. Naprawdę. Zdjęcia mają na celu pokazanie, że warto próbować, poprawiać umiejętności, a co najważniejsze - umieć śmiać się z siebie i mieć dystans do porażek. 

Wszystko, co opisuję, jest tylko na podstawie moich doświadczeń. Jeśli u was było lub jest inaczej - koniecznie dajcie znać. Będę cieszyć się razem z wami!


Szkoła Podstawowa

Wuef łączony. Chłopcy i dziewczynki. Na początku ok. Potem zaczyna się granie w gry zespołowe. Chłopcy są bardziej agresywni w sporcie. Dziewczynki z reguły bardziej delikatne. Ja np. bardzo się bałam grać z chłopakami w cokolwiek i zostało mi to do dziś. Nie raz oberwałam tak mocno, że nie wiedziałam, czy dam radę wyjść o własnych siłach. 


Do tego był wyjazdy na basen. Niektóre dziewczynki zaczynały już miesiączkować, na co nasze wyrozumiałe pani: udajesz tylko, to niemożliwe. Marsz do wody. Czemu się dziwić, że potem załatwiają z płaczem zwolnienia u rodziców lub lekarzy. 

Gimnazjum

Moja trauma. Nienawidziłam wf w tej szkole. Moja pani nie mogła nas niczego nauczyć, bo: własnie zrobiła sobie trwałą i nie będzie się męczyć. Moje miesiączki są od początku do teraz tragedią. Nie będę trzymać się tego tematu, jak tabu. Powiem otwarcie. Działa na mnie ewentualnie lekko zauważalnie dawka Ibuprofenu, której normalny człowiek nie powinien nawet zażywać. Paracetamol, czyli apapy i te inne... nawet nie ma sensu brać. Do tego praktycznie jestem nieprzytomna trzy dni (mój okres trwa 7-10). Dwa razy zdarzyło mi się zemdleć, więcej razy wymiotować. Lub po prostu nie wstać z łóżka. 


Gdy przychodziłam na wf ze zwolnieniem, to pani się ze mnie śmiała, że okres to maksymalnie 3 dni trwa i mam nie wymyślać. A ja do tej pory chodzę do lekarzy i do tej pory nie wiadomo, dlaczego tak jest. 

W drugiej klasie (dokładnie 9 czerwca) skręciłam kark. Miałam wszelkie badania zrobione w jednym z lepszych szpitali. Wszystko potwierdzone przez lekarza. A moja pani co na to: jakbyś skręciła kark, to być nie żyła. Myślałam, że jej wtedy coś zrobię i pierwszy raz odpyskowałam nauczycielce. Temat się zamknął. 

Chodziłam w kołnierzu ortopedycznym do połowy albo końca lipca. Nie pamiętam już. Wróciłam we wrześniu do szkoły. Kark nadal mnie bolał, ale już nie tak bardzo. Zalecenia: uważać, nie przeciążać. Na drugim wf zarobiłam dwie jedynki. Za co? Za to, że nie umiałam stanąć na głowie - jedna. Za to, że powiedziałam, że nie mogę tego robić, bo miałam skręcony kark - druga. (Gwoli ścisłości - nie powinnam do tej pory tego robić). 


Kolejne genialne podejście przy bieganiu. Bieg na 1200 m jak się nie mylę. Ja, nawet jak starałam się poprawić w bieganiu, biegać częściej i wg, to udało mi się przebiec bez przerwy jakieś 500 m. A moja genialna nauczycielka stwierdziła, że jak ktoś zrobi sobie przerwę podczas biegania, to zaczyna od nowa i tak do skutku. Halo! Jak to zrobić?!

Technikum

Pojawiła się nadzieja. Wyrozumiała pani. Uprzejma, myśląca. W szkole mamy basen. W podstawówce nauczyłam się skakać do wody. Tu, prawie dorosłe (umiejące pływać), spytałyśmy, czy możemy skakać do wody. Pani stwierdziła, że to niebezpieczne i nie będziemy tego robić. Obok chłopaki lecieli na tzw. dechę i nawet ratownik nic nie mówił. Jak się nie spróbuje, to na pewno nie wyjdzie. Im to wychodzi coraz lepiej, a nam? No cóż. 


Druga sprawa, już inna pani. Tak się składa, że mniej więcej od czerwca 2017 nie mogłam za bardzo uprawiać sportu i moje mięśnie się zastały, kondycja spadła tragicznie. Straciłam sporo na wadze (do tej pory staram się odbić). Wróciłam do szkoły z miesięcznym zwolnieniem. Nie było problemów. W tym czasie powoli w domu zaczynałam ćwiczyć. Czasem było to 5 przysiadów, czasem 2 minuty jogi. Na więcej nie miałam siły. 

W październiku wróciłam do ćwiczeń na wf. Zrobiłam 5 powtórzeń ćwiczenia z wielkim wysiłkiem i nie dałam rady więcej. Na co pani powiedziała, że mam zrobić 30 co najmniej i się nie obijać. Wtedy zrozumiałam jedno:


W szkole nie chodzi o ćwiczenie swoich mocnych i słabych stron. Nie chodzi o to, by iść swoim tempem, robić swoje postępy i osiągać małe sukcesy. W szkole ma każdy być taki sam. W 4 minuty przebiec 1500 m, rzucić piłką lekarską tak daleko, że mi się to nawet nie śni i robić po 50 powtórzeń ćwiczeń, których zrobienie 10 jest sukcesem. 

W szkole nie chodzi o ciebie, tylko o wyniki szkoły. Nie masz predyspozycji by się dopasować? Jesteś gorszy i zasługujesz na 1. Chociaż w głowie wiesz, że ostatnio przebiegłaś 100 m, a dziś udało ci się już 200 i jesteś z siebie niesamowicie dumna. Bo się udało. 

Małymi kroczkami do celu, pamiętajcie. Bo szkoła o tym zapomniała. 

30 komentarzy:

  1. Oj tak, ja nienawidziłam wuefu, tym bardziej, że z tą sprawnością fizyczną to u mnie zawsze kiepsko było i tak mi już ta niechęć do sportu została. Ale łyżwy uwielbiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo lubiłam grać z chłopakami, nie raz z dziewczynami nie dało się w nim zagrać bo nie potrafiły piłki przebić nawet na drugą stronę, wiem, że u każdego ze sprawnością fizyczną wygląda to różnie, ale no :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tym graniem to mam to samo. Tak samo basen - 3 dziewczyny na 26. Tylko tyle korzysta z darmowego basenu w szkole, w czasie lekcji, na wf z którego złapać 6 to banał :D

      Usuń
  3. WF jest ważny, ale nie każdy musi zostać Lewandowskimi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja Ci współczuję! Na swojej drodze miałam trochę lepszych wuefistów, którzy potrafili nam pokazać, że sport jest OK, że warto próbować i tyle!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co współczuć :) ale dziękuję ;) dobrze, że ty trafiłąś lepiej :)

      Usuń
  5. Nienawidziłam ćwiczyć na w-fie no nie ;D!

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie różnie bywało z wf, wszystko zależy od nauczyciela.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety, na tym polega szkoła. Mamy klucze, jakieś ramy, w które każdy uczeń jest wkładany i najlepiej, aby się wpasował. Inaczej albo jesteś szykanowany, albo lądujesz z najgorszymi ocenami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorzej jest, jak nauczyciel się z ciebie nabija, nawet gdy wiesz, że już dajesz z siebie więcej niż 100% ...

      Usuń
  8. Mnie w - f w szkole też zniechęcał do ćwiczenia i praktycznie już od podstawówki byłam zwolniona z niego z powodu problemów z kręgosłupem. Ale chodziłam 3 razy w tygodniu na ćwiczenia korekcyjne i dodatkowo na basen. Teraz dopiero po wielu latach od końca szkoły zaczęłam sama szukać sportu, w którym czuję się dobrze. Trafiłam na świetną siłownię, ze świetnymi ludźmi, którzy motywują się wzajemnie i nikt z nikogo się nie wyśmiewa. Zaskoczyło mnie to, że ludzie praktycznie od początku zaczynają łapać ze sobą kontakt i rozmawiać :). Teraz chodzę na tą siłownię razem z mężem :).

    OdpowiedzUsuń
  9. To straszne, ale wf wygląda podobnie w wielu innych szkołach, albo służy do odrabiania prac domowych. Ja nie lubię tej lekcji w szkole, bo to nie wygląda tak jak powinno wyglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lepiej, gdy się ćwiczy samemu - lepsza atmosfera. Powinni coś zmienić w tych lekcjach

      Usuń
  10. Wf to zdecydowanie mój najbardziej znienawidzony przedmiot. Przez całe szkolne życie wchodziłam na salę gimnastyczną bólem brzucha i bladą twarzą. est to głównie wina nauczycieli, którzy nie potrafią docenić ucznia za starania. Liczą się tylko osiągi, a są one sprawdzą tak indywidualną, że powinno się brać je pod uwagę tylko gdy ocena waha się między 5 a 6. W podstawówce ledwo zdałam z wf, w gimnazjum ledwo zdałam przez nieklasyfikację, bo z niego uciekałam i dostawałam jedynki za niechęć do ćwiczeń z chłopakami. Przed pójściem do liceum płakałam, że tym razem naprawdę z niego nie zdam i.. trafiłam na cudowną nauczycielkę, zamiast tradycyjnego wf uprawialiśmy fitness. Odebrałam swoją pierwszą w życiu 5 z aktywności fizycznej. Niestety po zmianie szkoły znowu wróciłam do 2 i starych wyników, ale przynajmniej mam satysfakcję i wiem, że nie jest to do końca moja wina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba trafić na kogoś dobrego. Szkoda tylko, że gdy na wf jest hospitacja (na innych lekcjach też) to wtedy jest super, pięknie, wzorowo...

      Usuń
  11. To miałaś mnóstwo niefajnych przejść :/ Ja zawsze dogadawałam się z nauczycielami w - fu, chociaż nigdy nie lubiłam grać w siatkówkę, a to była najczęstsza czynność na lekcjach :/ ( co gorsza dobrze mi szło i jeden nauczyciel ciągle wysyłał mnie na dodatkowe zajęcia, a dla mnie już w szkole to była katorga :P). W liceum nie lubiłam też bardzo basenu, ale tak ogólnie to dobrze wspominam w - f.

    OdpowiedzUsuń
  12. Również miałam różne przeboje z wfem w szkole i stwierdzam że... najlepszymi wfistami są faceci :D Każdą kobietę, nie ważne ile by lat nie miała wspominam nie najlepiej - albo miała zbyt duże ambicje i chciała nas nauczyć chodzenia po linie i robienia piramid, albo była starszą babcią krzyczącą, żeby z piłką nie biegać albo tak jak większość, uznawała że okres to nie choroba i weź się do roboty. A przy takich okresach jakie masz Ty bądź ja (ketonal mogę łykać jak tabletki na gardło :P) to rzeczywiście podpada pod chorobę =) A mężczyźni? Anioły! Nie chcesz? Nie rób. Źle się czujesz? To Ci wyjmę materac i sobie poleż. I jeżeli mam być szczera, to na takich niewymuszanych zajęciach nasza aktywność zawsze była większa, niż pod terrorem kobiet :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas facet od wf w gimnazjum jak miał z nami zastępstwa, to kazał ćwiczyć tak jak chłopaki. 50 pompek i nie ma zmiłuj. Nie było, ze okres, że coś tam, że nie dam rady. Super trafiłaś na nauczycieli :)

      Usuń
  13. Ja właśnie przez większość nauczycieli wf jakich miałam na swojej szkolenie drodze zraziłam się do sportu. Sami mówili że tabele wyników i oceń nie były zmieniane od lat 70 a jednak mieli to gdzieś. A wiedomem jest ze z roku na rok dzieciaki maja coraz gorsze wyniki.

    OdpowiedzUsuń
  14. O tak, ja nie nawiedziłam w-fu w szkole to był mój najgorszy przedmiot ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jej, współczuję takich problemów z karkiem :( Przyznaję, wf w szkole wspominam źle - chamskie, obrażające nieumiejących grać w siatkę dziewczyny plus powtarzający się na zajęciach zestaw wszystkich sportowych aktywności, których nie lubię - przewroty, siatka i kosz. A przecież jest tyle opcji ćwiczeń!
    Na szczęście na studiach w wfie idzie się zakochać, na spinning i aerobik chodziłam z przyjemnością:)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już jest lepiej, ale minęły 4 lata prawie ;) na zaocznych raczej wf nie będzie :D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia