Zdrowe gotowanie - z czego warto zrezygnować, by jeść zdrowiej?


Zdrowe gotowanie wydaje się dla wielu z nas trudne i nieosiągalnie. Dodatkowo, przeważnie to kobieta gotuje dla całej rodziny (przeważnie, u ciebie może być inaczej) i liczy się ze zdaniem innych. Nie raz, nie dwa czytałam już argumenty: ja to bym chciała się zdrowo odżywiać, ale mąż nie będzie tego jadł. Zdradzę ci tajemnicę: to mąż będzie chodził głodny. Ma nogi, ręce, to sobie zrobi sam. A póki podstawiasz mu jedzenie pod nos – niech je to, co dostaje. Wracając, zdrowe gotowanie nie jest trudne. Dziś chcę ci opowiedzieć o produktach, których nie powinnaś używać, jeśli chcesz się zdrowo odżywiać. Nie powinnaś, ale od czasu do czasu możesz. Nic się nie stanie, jeśli zjesz batonika raz w miesiącu.

Polecane wpisy, które warto przeczytać:



Czy zdrowe gotowanie jest trudne?

Uwielbiam gotować od dawna. Wcześniej jednak nie mogłam gotować zbyt zdrowo, bo właśnie… nie pasowało to drugiej osobie. Życie potoczyło się tak, że mam innego partnera, lepszego i bardziej wyrozumiałego. Cieszę się, że miałam odwagę w tej sposób zmienić moje życie.

Mój sposób przyrządzania dań zmieniał się wraz z moją rosnącą świadomością, moimi przekonaniami, ciekawostkami, które gdzieś wyczytałam, chorobami, które zaczęły mi towarzyszyć. Co więcej, to się ciągle zmienia. Co rusz okazuje się, że można zrobić coś lepiej, zdrowiej, szybciej, taniej i przyjemniej. I ja z tego korzystam (a już szczególnie, gdy można zrobić szybciej i taniej, wtedy jestem kupiona. To ja jestem tą osobą, która z gołąbków bez zawijania zrobiłam leniwe gołąbki, a potem bardzo leniwe gołąbki i teraz robienie ich sprawia mi przyjemność i zajmuje połowę pierwotnego czasu. Chcę przez to powiedzieć, że uwielbiam skracać czas przygotowania dania, jeśli nie wpływa to na efekt końcowy).

Mogłabym powiedzieć, że nie liczę się ze zdaniem partnera, gdy ja gotuję, ale to nie będzie cała prawda. Oczywiście, jeśli ja gotuję, to gotuję to po swojemu, ze swoimi dodatkami i na swój sposób (np. bez mięsa) i jeśli partner chce coś zmienić, musi zmienić sobie to sam, na swoim talerzu (np. dodać jakiejś przyprawy, czy usmażyć sobie osobno mięso). Ale liczę się z nim w jednym: jadłospis układamy razem, więc oboje decydujemy o tym, co będzie do jedzenia. W tej kwestii praktycznie w 100% potrafimy się dogadać. A jeśli nie – każdy z nas zmienia coś na swój sposób (np. jeśli na obiad mają być ziemniaki i surówka, to ja robię sobie do tego np. jajko sadzone, a on kotleta).

Jeśli tylko ty gotujesz, to ty rządzisz w kuchni. I taka jest prawda.

Chcę się zdrowo odżywiać - jak to zrobić?

Przechodząc jednak do sedna, co zrobić, by gotować zdrowo? Jakie produkty wyeliminować ze swojej diety (a najlepiej z kuchni), by odżywiać się zdrowiej niż do tej pory?
Na pierwszy rzut oka wydaje się to trudne, bo narzuca coś nowego, narzuca ucieczkę od starych nawyków i przyzwyczajeń. Ale nie jest to takie trudne. Sprawdziłam tę zasadę na słodyczach.

Zasada mówi: jeśli czegoś nie masz w domu, nie masz takiej ochoty, by to zjeść.

Gdy musiałam zrezygnować z jedzenia sklepowych słodyczy, było mi ciężko, bo miałam jeszcze ukochane żelki, pyszną czekoladę i wiele, wiele innych słodyczy. Wszystko się zmieniło, gdy:
  • niektóre słodycze oddałam rodzinie,
  • resztę słodyczy schował przede mną mój partner i teraz ich w ogóle nie widzę,
  • przestałam sama brać do ręki sklepowe słodycze już w sklepie, a co za tym idzie – nie kupuję ich wcale (ba! Ja ich nawet nie dotykam, więc usuwam zbędną pokusę).

Odkąd wdrożyłam te 3 kroki, nie mam aż takiej potrzeby jedzenia słodkiego. Aż takiej, bo mój głód na słodkie zaspokaja jabłko z masłem orzechowym czy jakieś domowe słodycze bez cukru i bez słodzików. Czyli – jeśli nie mam, nie mam też takiej ochoty. I tego się trzymajmy w następnych krokach.

Co wyeliminować z kuchni (i z diety), bo nie jest do końca zdrowe, a już tym bardziej nie jest potrzebne?

Na początek zaznaczę jeszcze, że na pewno można spotkać produkty z tych kategorii, które mają dobry skład i są naprawdę porządne. Ale nie ukrywajmy, chodzi mi o te złe produkty, które w składach mają więcej chemii niż to konieczne i które nie wnoszą nic dobrego do naszego życia.

Dania gotowe – to pierwsze i najważniejsze. Nie kupuj dań gotowych do odgrzania w domu. Jeśli nigdy nie czytałaś ich składu, sprawdź kolejny raz ile ulepszaczy, dodatków, konserwantów, dziwnych substancji, cukru i soli mają w sobie. To przerażające. Zamiast tego postaw na proste i szybkie w wykonaniu dania, które możesz zrobić sama w domu.

Produkty instant – takie tylko do zalania wodą, jak zupki chińskie, owsianki itp. Na początek również przyjrzyj się ich składowi. Może okazać się, że jest dobry, ale głównie spotkasz beznadziejne składy pełne chemii, a nie prawdziwego jedzenia.

Słodycze – to tak dodatkowo. Same słodycze nie są ci potrzebne do gotowania, ale lepiej przyjrzyj się bliżej sklepowym produktom. Słodycze, nawet te z napisem fit czy innymi zachęcającymi napisami, mają w składzie przeważnie cukier, syrop glukozowy, syrop fruktoz owy, syrop glukozowo-fruktozowy. A często wszystkie je naraz. Naprawdę nie potrzebujesz posiadać kopalni cukru w domu. Nie mówię, że nie możesz w ogóle jeść słodkiego, ale przyjrzyj się lepiej temu, co kupujesz.

Produkty w proszku (np. zupy, sosy) – raz na jakiś czas nie zaszkodzą, ale myślę, że na dłuższą metę (a już tym bardziej codziennie) nie są wskazane. Pierwszy lepszy sos pieczeniowy w torebce ma w składzie cukier (po co?) i olej palmowy, a oprócz tego olej słonecznikowy. Po co nam dwa pierwsze z tych składników? A to taki łagodny przykład. Co do zup… lepszym pomysłem będzie kupienie mrożonki na zupę, doprawienie jej i ugotowanie. Szybka i prosta zupa gotowa, a nie będzie w niej zbędnych substancji.

Kostki rosołowe – to moja zmora. Przyznaję bez bicia, że jeszcze mam takie w kuchni. Nie jestem idealna. Staram się ich nie używać, ale czasem nie potrafię tego obejść inaczej. Nauczę się tego w swoim czasie. Jednak już od dawna wszyscy trąbią o tym, że w takiej kostce nie ma nic dobrego (oprócz dużej ilości soli, ale nie, ona też nie jest dobra). Lepiej doprawiać wszystko normalnymi przyprawami i często jest to wykonalne. Kostka niech służy jedynie (ewentualnie, jak najrzadziej) jako taka deska ratunkowa dla potrawy.

Cukier – na wstępie o cukrze powiem tak: dodajesz cukier do zup, sosów, lasagne, spaghetti, hamburgerów, mięsa itp.? Nie? A wiesz, że w większości gotowych posiłków ten cukier występuje? To mamy za sobą, ale jeszcze… cukier nie jest niezbędny i niesie więcej szkody niż pożytku (doskonale o tym wiem, bo przekonałam się na własnej skórze). Śmiało możesz zastąpić go miodem, ksylitolem, stewią itp. ale ostrzegam, są droższe! Dzięki temu (bo nie lubię wydawać za dużo pieniędzy) nie używam cukru praktycznie w ogóle (zdarza mi się dodać pół łyżeczki cukru do wypieku chleba, bo tak jest w przepisie i boję się, że nie wyjdzie bez niego, w końcu drożdże muszą mieć pożywkę).

Gotowe sosy – mam na myśli keczup, majonez, sosy czosnkowe (które nie smakują jak prawdziwe sosy czosnkowe) itp. Przyznam, że moją słabością jest majonez, ale staram się z nim walczyć. Jednak, jeśli nie możesz się obyć – kupuj te z najlepszym składem. Kiedyś przeczytałam skład jednego majonezu, bo nie było tego, który kupuję zawsze. Nie miał jaj, a tylko: koncentrat jaj w proszku. Naprawdę? Zwróć uwagę na to, co kupujesz. Co do sosu chociażby czosnkowego, możesz zrobić go sama. Śmietana, ząbek czosnku przeciśnij przez praskę/zetrzyj na tarce i połącz. Gotowe. I przynajmniej będzie smakować porządnie.

Parówki niewiadomego pochodzenia – zrezygnuj ze wszystkich parówek, kiełbasek itp. które mają w składzie mięso oddzielone mechanicznie. Wiesz co to jest? To wszystko to, co nie nadawało się na nic innego (np. chrząstki, skórki). I niech nie zwiedzie cię napis: dla dzieci. Mają gorszy skład niż np. parówki z serii Pure (coś tam, nie pamiętam, dawno ich nie kupowałam) z Lidla, które mają naprawdę pierś z indyka w składzie.

Czyli wychodzi na to, że powinnaś zrezygnować ze wszystkiego, co ma podejrzany skład. Skąd wiedzieć, że coś ma zły skład? Jeśli w składzie widzisz substancje, które nie są koniecznie potrzebne (np. cukier, glutaminian sodu, stabilizatory, barwniki, aromaty itp.) – nie kupuj. Jeśli widzisz w składzie dziwne zamienniki (jak chociażby ten koncentrat jaj w majonezie) – nie kupuj. Jeśli dżem owocowy ma tylko 50% owoców w składzie – cóż… wiadomo. Tak samo jeśli parówki mają w składzie 80% mięsa (i to jeszcze oddzielanego mechanicznie) – szkoda twojego zdrowia.

Ale sama rezygnacja z niektórych składników czy produktów to jeszcze nie wszystko.

Mam dla ciebie jeszcze dwie zasady, które warto zastosować:

Nie smaż na głębokim oleju. Kiedyś czytałam, że racuchy smaży się na głębokim oleju. Nieprawda, można smażyć na cienkiej warstwie. Tak samo kotlety itp. Używaj minimum oleju do smażenia i pilnuj, żeby on się do tego celu nadawał (np. olej lniany jest przeznaczony do stosowania na zimno. Pilnuj takich uwag i przestrzegaj ich!).

I dwa: nie przypalaj potraw! Pilnuj, by nie jeść zwęglonej cebuli, czy przypalonego mięsa. To naprawdę nie jest zdrowe, zaufaj mi.

Na początku to wszystko może wydawać ci się trudne, ale pamiętaj, że nie musisz robić wszystkiego na raz. Wprowadzaj zmiany stopniowo, tak wolno i spokojnie, jak tego potrzebujesz. Jeśli chcesz i potrafisz, możesz zrobić wszystko na raz, a możesz też dziś zrobić jedno, za tydzień wprowadzić kolejną zmianę, a gdy się przyzwyczaisz – kolejną. Nie od razu Rzym zbudowano. Zauważ, że ja też nie jestem idealna, ale się staram – i to staranie, dążenie do celu jest ważniejsze, niż ubolewanie nad swoimi złymi stronami. Jem majonez? No dobrze, ale nie kupuję dań gotowych, nie kupuję produktów instant, nie jem słodyczy. To dużo prawda? Mała zmiana daje wielki efekt. Zapamiętaj to i do dzieła, bez wymówek!

A może chcesz dodać coś od siebie? Śmiało, chętnie się dowiem, co chodzi ci po głowie.

Trzymaj się. Do zobaczenia!

Odwiedź mnie na instagramie, gdzie regularnie wrzucam zdrowe przepisy!




Wyświetl ten post na Instagramie.

Skoro obiecałam, to się z wami dzielę. Przepis na #zdrowesłodycze #słodyczebezcukru Czekokadowo-owocowe kulki - 2 łyżki roztopionego oleju kokosowego - łyżka płatków owsianych - 2 łyżki kakao - pół szklanki orzechów (najlepiej nerkowcow) - 10 suszonych moreli - 2-3 suszone daktyle - czubata łyżka suszonej żurawiny - 3 łyżki wiórków kokosowych Wszystko wrzucamy do blendera i blendujemy. Formujemy kulki i wkładamy na parę minut do lodówki. Smacznego! #zdrowadieta #fitsłodycze #morele #apricot #żurawina #cranberry #kokos #coconut #płatkiowsiane #ciemnekakao #darkcocoa #słodycze #homemade #domowesłodycze #bezcukru #sugarfree #kuchnia #kitchen #wegańskadieta #veganfriendly #vege #wiosennyczas #veganfood #zdrowegotowanie #słonecznyporanek #prostyprzepis #kulkimocy
Post udostępniony przez Klaudia Jaroszewska (@kocipunktwidzenia)