Rodzinne planowanie - jak uniknąć nieporozumień?

rodzinne planowanie - jak?

Ach, ten post miał powstać dwa dni temu, ale ciągle żyję w niedoczasie. I teraz zapytasz mnie: jak śmiesz pisać o planowaniu, jak sama nie potrafisz dobrze zaplanować i tych planów zrealizować?! Ano, mogę. Bo to, że czegoś nie zrobiłam nie oznacza złego planowania, a po prostu umiejętność wybierania priorytetów. Dla mnie ważniejszy był jednego dnia odpoczynek, niż praca (bo pisanie to mimo wszystko praca umysłowa). Umiejętność planowania i wybierania priorytetów w zgodzie ze swoimi wartościami jest bardzo ważna, a jednocześnie trudna. Planować lubię od dawna i nie wyobrażam sobie bez tego życia; priorytety potrafię określać (raz lepiej, raz gorzej) dopiero od niedawna. Planując całą rodziną jest to jeszcze trudniejsze! Jak sobie z tym radzimy?


Rodzinne planowanie


Planowanie w związku


Już jako para planowaliśmy razem. Wiem, teraz sobie wyobrażasz dzień zaplanowany co do minuty, w którym niczego zmienić nie można. Ale to nie tak!

Planowanie w związku polegało na prowadzeniu wspólnego kalendarza papierowego, który wisiał na lodówce. Zapisywaliśmy tam ważne wydarzenia (np. wizyty u lekarzy czy odwiedziny, wyjazdy). Żeby łatwiej się w tym odnaleźć, stosowaliśmy dwa kolory - mój czerwony, a partnera zielony. Dzięki temu od razu było widać wszystko, co najważniejsze. 

Bez tego notorycznie padały pytania: to kiedy ty masz tego lekarza? A na którą? I tak, można się o to pytać, ale jak takie pytania padały kilka razy w tygodniu, było to męczące. Wtedy padło na kalendarz. Najpierw był to taki zwykły, drukowany, ale nie było w nim wiele miejsca do pisania, a stosowanie skrótów czasem także generowało pytania. 


Kalendarze do druku od Pani Swojego Czasu


Gdy kupiłam książkę "Dzieci i czas" Oli Budzyńskiej (przeczytaj o niej TUTAJ), dostałam także dostęp do platformy, na której była masa materiałów do pobrania. Między innymi kalendarze, w których jest sporo miejsca do zapisywania ważnych informacji. Wydrukowałam jeden i wypróbowaliśmy. Sprawdził nam się bardzo dobrze, więc korzystaliśmy z nich przez kilka miesięcy. 

Gdy urodziłam dziecko okazało się, że to nie jest dobry pomysł. Gdy musiałam mieć informacje wpisane na lipiec, sierpień i wrzesień okazało się, że nasza lodówka jest za mała, a większa do kuchni niestety się nie zmieści. Zaczęłam szukać innego wyjścia, bo nie chciałam utonąć pod stertą kartek. 


roczny planer suchościeralny


Roczny planer suchościeralny | Pani Swojego Czasu


Będę monotematyczna, ale z pomocą przyszła Pani Swojego Czasu i suchościeralny planer roczny

Planer jest formatu A1, czyli dość spory. Posiada on miejsca do zapisania informacji każdego dnia roku - dzięki temu widzimy od razu plany na każdy miesiąc. Można pisać z dużym wyprzedzeniem (mam już zapisane USG piersi na luty!). Ale - co mi się osobiście podoba najbardziej - można z tych planów rezygnować i je zmieniać, ponieważ wystarczy je po prostu wymazać. Nie trzeba kreślić - nic mnie bardziej nie denerwuje niż pokreślony kalendarz! Można pisać, wymazywać, zmieniać, przenosić...

I co jeszcze ważniejsze: dzięki temu, że wszystko można wymazać, z planera można korzystać przez wiele lat. Sam planer kosztuje 59,90 zł i jest zapakowany w tubę, którą można później wykorzystać. Cena może wydawać się wysoka, ale otrzymujemy produkt wysokiej jakości, produkowany w Polsce, a do tego do wieloletniego użytku. Wydaje mi się więc, że cena jest jak najbardziej adekwatna. 

Ale, ale!


Jak planować całą rodziną?


W rodzinnym planowaniu skorzystałam ze sposobów planowania w związku - wszak dwie osoby, które się kochają także tworzą rodzinę! Tak więc mamy w kalendarzu cztery kolory: 
  1. czerwony - dla mnie
  2. zielony - dla partnera
  3. niebieski - dla dziecka
  4. czarny - wspólny
Nie każde wydarzenie da się idealnie przypisać do odpowiedniego koloru, bo moje spotkanie z przyjaciółką, na które zabieram dziecko nie jest tylko moje, ale też nie jest wspólne... Dlatego też każda sprawa, która dotyczy więcej niż jednej osoby, zapisywana jest czarnym kolorem. 


Zapisuj każde, nawet małe wydarzenie


W kalendarzu zapisujemy wydarzenia wraz z ich godzinami (tam, gdzie to możliwe). Zasada jest jedna: gdy tylko znajdzie się coś, co trzeba zapisać, od razu zapisujemy, by uniknąć nieporozumień i by o niczym nie zapomnieć. Dzięki temu zniknęły pytania, bo wystarczy tylko zerknąć w kalendarz. Wszyscy są spokojniejsi, tym bardziej, że nigdzie nie zginą karteczki z jakimiś wydarzeniami (jak np. moja od dentysty kiedyś). 

Może ci się wydawać śmieszne zapisywanie wizyt rodziny, ale to naprawdę ma sens. Zdarzało się tak, że nie dogadaliśmy się i w jeden dzień zaplanowaliśmy (każdy osobno) dwa wyjazdy w dwie różne strony. Teraz się to już nie zdarza.

Planer wisi w kuchni, bo tam było dla niego najbardziej odpowiednie miejsce. Siedząc przy stole możemy sobie wszystko zaplanować, albo też szybko zerknąć, czy aby w dany dzień nie ma nic ważnego do zrobienia. 

Kiedyś planowałam wszystko w swoim notesie, ale to budziło jeszcze większe problemy, bo V. denerwował się, że nie ma do tych planów dostępu. A ja miałam więcej roboty, bo musiałam mu o wszystkim przypominać. Teraz jest nam łatwiej i przyjemniej. 


A jak ty planujesz? Całą rodziną? A może sama kontrolujesz wszystko? Daj znać w komentarzu!

Trzymaj się ciepło i do zobaczenia!