POZNAJMY SIĘ!
Hej! Jestem Klaudia i zapraszam cię do mojego miejsca w sieci. Jeśli chcesz ułatwić sobie życie i odzyskać czas dla siebie - dobrze trafiłaś. Nauczę cię, jak sprawić, by żyło ci się łatwiej oraz jak zadbać o siebie (szczególnie gdy nie masz czasu ani pieniędzy). Pokażę ci także, jak oszczędzać pieniądze. Mam nadzieję, że miło spędzisz u mnie czas. Chciałabym być dla ciebie wsparciem. Prywatnie jestem żoną wspaniałego mężczyzny i mamą Małego Człowieka. Lubię się rozwijać i nie potrafię stać w miejscu. Mam minimalistyczną duszę, która ciągle każe mi pozbywać się nadmiaru. Lubię czytać i spędzać czas na świeżym powietrzu.
CO MOGĘ DLA CIEBIE ZROBIĆ!
Jestem coprywriterką z doświadczeniem w pisaniu tekstów na blogi, strony www, sklepy internetowe. Piszę także teksty we współpracy z markami (Poster Store, Bee.pl). Napisałam dwa ebooki, które możesz zakupić w moim sklepie. Jeśli chcesz się ze mną skontaktować - czekam na twoją wiadomość. Możesz być pewna, że odpiszę na e-mail.

JAK MOGĘ CI POMÓC?

  • 1
    NEWSLETTER
    Przeczytaj list od serca i treści, których nie ma nigdzie indziej.
    Czytaj więcej
  • 2
    SKLEP
    Odwiedź mój sklep i dowiedz się, co mam w ofercie.
    Czytaj więcej
  • 3
    WSPÓŁPRACA
    Napisz do mnie i razem ustalimy warunki współpracy.
    Czytaj więcej

ZACZNIJ CZYTAĆ TUTAJ

Najnowsze na blogu

Mademoiselle Raspberry, czyli malinowy balsam do ciała za grosze | Isana


Moje ciało balsamuję codziennie. Ha, ha. Zabrzmiało to jak robienie mumii w starożytności. No cóż. To inaczej - bardzo lubię używać balsamów do ciała. Mam swojego faworyta w tej kwestii - masło kakaowe - ale lubię nowości. Stąd pojawił się u mnie właśnie ten balsam z malinką na opakowaniu. 

Mademoiselle Raspberry - malinowy balsam do ciała Isana


Zacznijmy od opakowania. Jest plastikowe przezroczyste, zakończone pompką. Pomaga ona dozować dobrą ilość kosmetyku. Szata graficzna jest bardzo ładna i prawie zachęcająca. Znajduje się na niej logo Isany, malinka i nutki oraz serduszka oraz ważne informacje... z których rozumiem tylko, że balsam ma pojemność 350 ml. Do tego są dziwne niemieckie słowa, których i tak nie rozumiem. 

Luźna dygresja: uczę się niemieckiego szósty rok. W gimnazjum miałam go tyle co nic, bo jakoś nauczycielka nie angażowała się w uczenie nas. Stąd podaję zawsze, że uczę się trzeci rok - bo tak jest. Nienawidzę tego języka całą sobą, a mam go w rozszerzeniu. Do tego z okropną nauczycielką. Więc, mam gdzieś, że go nie rozumiem. Wolę angielski :) 


Wracając, z tyłu również są informacje... po niemiecku.

Przejdźmy do działania samego balsamu. Jest on przyjemnie różowy i pachnie bardzo ładnie - słodko, malinowo. Troszkę podobnie do malinowej mamby. Uwielbiam ten zapach, ale nie utrzymuje się jakoś specjalnie długo. Może godzinę lub dwie. Jednak to mi nie przeszkadza, bo gryzłby się z moimi perfumami. 

Nałożony na ciało bieli, więc trzeba go troszkę wsmarowywać. Wystarczy bardzo mała ilość na całe ciało, ale tak czy tak trzeba się przy tym napracować. Uważam to za jego atut, bo dzięki temu może zadbać o ciało troszkę bardziej, rozmasować skórę, a balsam lepiej się wchłonie. Te kilka sekund więcej nikomu nie zaszkodzi. 

Podsumowując, polecam ten balsam. Kosztował mnie poniżej 10 zł i naprawdę warto go kupić. Dobrze nawilża, ładnie pachnie i jest bardzo wydajny. Myślę, że jeszcze ładnych parę tygodni go poużywam. 

Komentarze

  1. Zapach mamby? Muszę go mieć! Uwielbiam jak coś ładnie pachnie. To dla mnie duuuży plus :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy2/24/2017

    Właśnie zaraz ide do Rossmann i będę u nas w Niemczech szukać ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa tego zapachu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!