niedziela, 2 grudnia 2018

Straciłam przytomność, a miejsce kobiety jest w kuchni | Tygodnik


Niedziela, dla mnie dzień jak co dzień. W tle bałagan, ale nie o to chodzi. Nie jestem perfekcyjna, a za to mam fajne zdjęcie z moją kotką. Która chociaż raz patrzy prawie tam, gdzie trzeba. A ja nawet, wyjątkowo, uczesałam dzisiaj włosy. Tak, potrafię tego nie robić. Bardzo długo. W ogóle w tle jest mój różowy fartuszek. Zawsze chciałam taki mieć, a teraz jestem w kuchni jeszcze szczęśliwsza. Bo ja kocham gotować i piec. I dla mnie miejsce kobiety może być spokojnie w kuchni - oczywiście, jeśli jest to jej wybór. 


Ogólnie rzecz biorąc, nie znoszę ogólników, typu: każda kobieta musi dobrze gotować, każda ma się zajmować domem, a facet ma na to zarabiać. Nie zgadzam się z tym. Zarabiam, bo kiedyś czytałam, jak to ważne, by mieć własne pieniądze. A po za tym: prowadzimy dom razem. Więc razem możemy gotować, sprzątać itd. 

Mam tak, że jak ktoś mi coś każe, to się stawiam. Więc, jeśli usłyszę, że moje miejsce jest w kuchni - to, pomimo mojej miłości do gotowania, moja noga tam nie stanie przez kilka dni. 


To zdjęcie też mi się podoba :) Ostatnio poszłam w tej sukience do pracy. Pracuję na produkcji i i tak się przebieram. A, że sukienki kocham, to noszę je cały rok. Niektóre kobiety patrzyły się na mnie z nietypową miną, ale nikt nic nie mówił. Ja po prostu lubię się czuć kobieco, więc korzystam z każdej okazji, by coś dla siebie zrobić (ubrać się, pomalować lub uczesać). Lubię wyglądać ładnie, to dodaje pewności siebie. 

Nie lubię, gdy ktoś o siebie nie dba i narzeka, że jest mu źle z tym, jak wygląda. Każdy z nas może ze swoim życiem zrobić to, co chce. Dlatego, gdy mam ochotę, używam bordowej pomadki, mimo, że gryzie się z granatowymi spodniami z pracy. Dla mnie ta pomadka oznacza: odwagę, pewność siebie, wyrażanie swojej osobowości. Dla mnie to coś więcej niż makijaż. 

Tak samo, gdy zakładam wysokie buty. To nie kompleks bycia niską, bo to akurat bardzo lubię (tylko nie sięgam w pracy do szafy, ale co tam). Zakładam je, bo właśnie dzięki nim czuję się bardziej kobieco. 

I teraz powiecie, że kobietą to się trzeba czuć ciągle. Owszem, ale czasem trzeba sobie dogadzać. I nie ważne, czy to pudełko lodów, szpilki czy sukienka. 

Ważne jest jeszcze to, by czuć się dobrze dla siebie. Nie dlatego, że facet wymaga. Nie noś szpilek, bo on każe. Nie noś sukienek, bo on tego chce. Rób to, co sama lubisz. W pierwszej kolejności musisz zadowolić siebie. Dopiero potem innych. W życiu jest tak, że sama ze sobą zostajesz do śmierci. A reszta? I tak przemija. Kiedyś znika. Odchodzi. 


Zmieniając temat, mówiłam, że moje miejsce może być w kuchni. I tam właśnie spędziłam ponad połowę weekendu. Wczoraj piekłam pierniczki (przepis pojawi się chyba jutro). Zrobiłam 296 sztuk, w tym te na choinkę ze zdjęcia. Za to dzisiaj robiłam na obiad kluski śląskie. Już nie w takiej ilości, ale też trochę to trwało. 


W ogóle miałam wam wspomnieć o ostatnim krwiodawstwie. Oddałam krew siódmy raz. Wcześniej zawsze było dobrze. Tym razem jednak coś było inaczej. Na początku zaskoczył mnie wynik hemoglobiny. Normalnie mam na dolnej granicy 12,6. Tym razem pielęgniarka musiała mi powtórzyć trzy razy, bo nie wierzyłam. 14,7. SUPER! Ale zobaczymy, jak tam ciśnienie. Tam pewnie mnie wykluczą. A tu szok. Bardzo dobrze. Lepsze niż kiedykolwiek. 

Myślę sobie, co złego się może stać? 

No i mogło. 

W połowie oddawania poczułam się słabiej. Przeszło. Na koniec czułam, jak odlatuję. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Na fotelu musiałam leżeć jeszcze jakieś 15 minut, nim trochę do siebie nie doszłam. 

Ale to nie koniec.

Chyba miałam źle wbitą igłę, bo nie mogę do końca wyprostować ręki. No i bardzo długo mi się sączyła krew. Teraz jest lepiej, ale pierwszy dzień (to jest: piątek) nie było fajnie. 

Spędziłam całe popołudnie na leżeniu na łóżku (w końcu mamy!). Czytałam, pisałam dla was, odpoczywałam. Ubrałam też choinkę, ale musiałam co chwilę siadać, bo wirował mi świat. W sumie prawie odleciałam jeszcze dwa razy. 

Nie wiem, dlaczego tak się stało. Poprzednie sześć razy było dobrze. Teraz było źle. Przestrzegam was tylko przed tym, że nie zawsze wszystko jest w porządku. I nawet jeśli do tej pory było, nie wiecie jak może skończyć się kolejny raz. 


Wracając do poprzedniego tematu, w końcu mamy łóżko. Po dwóch tygodniach spania na podłodze na materacu. Wiecie, jakie to przyjemne uczucie - spać na łóżku? Naprawdę, polecam, Klaudia Jaroszewska. 

Jeśli chodzi o święta i blogmasy, to od wczoraj ruszyłam z tematem. Nie będzie tylko świątecznie, bo muszę mieć miejsce na tygodniki, denko oraz koty - choć te postaram się zrobić w wydaniu świątecznym. Nie wiem, jak wyjdzie mi pisanie każdego dnia, bo czasem po pracy naprawdę padam, ale będę się starać. Na pewno pojawi się przepis na pierniczki, sporo diy i dekoracji. A reszta? Zobaczymy. 


Ostatnio obiecałam wam linki, więc już z nimi śpieszę. Miałam wczoraj czas trochę poczytać, trochę poszperać. 

W tematyce świąt i blogmasów, podzieliłam się z wami moim pomysłami na kalendarz adwentowy. Ale Kasia też się podzieliła - nie tylko swoim pomysłem. Więc, jeśli nadal szukacie inspiracji - odsyłam wam do tego wpisu

Jeśli, tak ja ja, jesteście fankami eyelinerów, koniecznie przeczytajcie, bo możecie sporo oszczędzić. Ja na razie nie przekonałam się do tego typu produktów, ale wypróbuję na pewno. Może to będzie przełom, kto wie :) 

Zimą warto zadbać bardziej o swoją skórę. Jeśli lubicie naturalne rozwiązania, przeczytajcie wpis o domowych maseczkach. Którą wypróbujecie? 

Atu ważny tekst o akceptacji i szacunku do... samego siebie. Cóż mam więcej napisać? Autorka zrobiła kawał dobrej roboty. 


A na koniec piosenka, która siedzi w mojej głowie od tygodnia. Nie chce wyjść, a ja w sumie nie chcę się jej pozbyć. 


And I'm thinking 'bout how people fall in love in mysterious ways
Maybe just the touch of a hand

Zaczęłam też oglądać serial, ale na razie się nim nie podzielę. Robię pewien eksperyment, a dla niego przyjdzie czas w osobnym poście. 


A co u was się działo? Piszcie koniecznie!

6 komentarzy:

  1. Ja nie znoszę gotować i w ogole staram się omijać kuchnię, jak tylko się da, a właśnie muszę się zmusić, bo obiecałam dziecku pieczenie pierników ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuje sie pod pieczeniem, to tez moja ulubiona forma wypoczynku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też relaksuję się w kuchni...fajnie tak coś upiec:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia