środa, 5 września 2018

Mam papierek - mam łatwiej


Na wstępie zaznaczę, że piszę na podstawie moich własnych doświadczeń. Nie chcę nikogo urazić, ale chcę pokazać pewne problemy. XXI jest bogaty w nowe choroby. Nie twierdzę, że osoby, które mają prawdziwy problem - nie są chore. Twierdzę tylko, ze za bardzo nadużywamy możliwości załatwienia papierka. Rodzice odpuszczają dzieciom. Jeśli dziecku nie chce się uczyć - bum, papierek i już nie musi tego robić. Przeważnie starsi ludzie także się z niektórych z nich śmieją. Mamy do tego prawo. Ze mnie ludzie też się śmieją. Nawet lekarze, ale to już temat na osobny post. 


W swoim życiu miałam kontakt z wieloma osobami, z wieloma chorobami. Tymi prawdziwymi, dziwnymi, śmiesznymi oraz udawanymi. Chciałabym napisać o kilku z nich, nie wszystkich. 
Dysleksja

Choroba XXI wieku. Często słyszy się, że za czasów naszych rodziców, dziadków czy pradziadków tego nie było. Znam różne dzieci, różnych nastolatków i dorosłych. I tak, dla mnie to jest choroba. Pod warunkiem, że ci ludzie naprawdę mają problemy. Znam dziewczynę, która nie pamięta drogi do domu, choć chodzi nią każdego dnia. Znam chłopca, który uczy się, ciągle, ale dużo zapomina. Znam także inne przypadki.W niektórych naprawdę wiele czasu trzeba, by pojąć proste rzeczy. To prawdziwa choroba. Ale śmieszne jest dla mnie to, ile dzieci ma tę chorobę, albo inaczej: ma papiery, ale nie cierpi na tę przypadłość. Rodzice załatwiają papierki, dziecko ma łatwiej w szkole, bo nie musi się tyle uczyć. Ale dla mnie osoba, która ma same jedynki w szkole, bo rzadko do niej chodzi i się nie uczy to nie dyslektyk, ale osoba po prostu leniwa. Bo potem się okazuje, że jak usiądzie i zacznie się uczyć, to wcale dużo czasu nie potrzebuje, a i dobrze to umie. 

Dyskalkulia

Śmiech na sali. Spotkałam się z tą chorobą, ale potem się okazało, że to nie choroba, tylko brak nauki. Kilka godzin korepetycji i tabliczka mnożenia weszła, liczy może nie biegle, ale przeciętnie. Jak zdrowa osoba. Czasem naprawdę warto zabrać telefon czy komputer, odłożyć na bok i wziąć się do nauki. Jedni potrzebują więcej, a inni mniej czasu. I tyle!

Dysgrafia

Moja ulubiona. Czyli jak nie zmuszać dziecka do starannego pisania. Ale wiem, skąd to się bierze. Ja sporo piszę. Piszę starannie, chyba, że piszę dla siebie, do szuflady, szybko - wtedy bazgrzę. Lenistwo i tyle. Problem leży w tym, że już nawet mój rocznik (1998) się z tym spotkał. Nie piszemy wiele w szkole. Wybieramy odpowiedzi, wpisujemy cyferki w kratki, wypełniamy ćwiczenia. Sprawdziany abc, prawda/fałsz. Nie mamy gdzie ćwiczyć pisania. A potem dzieci nie potrafią tego ładnie robić. Ale, ale! Jeśli nie mogę się doczytać do kogoś, proszę, by pisał czytelniej i to działa. Nagle litery wyglądają jak litery, da się wszystko rozszyfrować. 

Zaburzenia opozycyjno-buntownicze

Choroba, która polega na sprzeciwianiu się autorytetom, wykonywaniu poleceń, wchodzeniu w dyskusje z dorosłymi. Stwierdza się ją u dzieci. Co jest dla mnie dziwne? To, że my, dorośli: sprzeciwiamy się autorytetom (rodzicom, nauczycielom, przełożonym itp.), gdy mamy taką potrzebę. No bo jeśli mama będzie kazała ci się zapisać na balet, a ty tego nie znosisz, to co zrobisz? Ja bym się porządnie zdenerwowała i wyjaśniła, dlaczego tego nie chcę. A jeśli by to nie zadziałało, to wściekłabym się jeszcze bardziej, trzasnęła drzwiami, albo krzyczała. A wiecie co? Ja jestem zdrowa. Mam tylko swój własny umysł, swoje potrzeby, poglądy itp. To normalne, że ludzie się buntują. A co, gdy ktoś nam coś każe? Automatycznie się sprzeciwiamy. 

Przy tych zaburzeniach napisane jest także, że dzieci zachowują się poprawnie w towarzystwie nowych osób. A zwykli dorośli tego nie robią? Zawsze chcemy zrobić jak najlepsze wrażenie na innych. Dlatego właśnie dziwi mnie ta choroba. 




Podsumowując, naprawdę nie zależy mi na obrażeniu kogoś. Chciałam tylko pokazać choroby, które naprawdę dziwią mnie. O ile dysleksja jest uzasadniona, tak dysgrafia i dyskalkulia to dla mnie coś, co wynika z lenistwa. Już kilka ćwiczeń pomaga w walce z tą chorobą. A co do ostatnich zaburzeń... tak, jak byłam mała, ale i teraz stawiałam się ludziom. Podważam opinie autorytetów. Wdaję się w dyskusję, a nie ślepo robię co mi każą. I nigdy u mnie takich zaburzeń nie stwierdzono. I myślę, że każdy z nas ma czasem napady agresji, gdy coś idzie nie po naszej myśli. 

Niektóre te choroby to tak naprawdę tylko papierek. A ja od dawna słyszę od rodziców, że za ich czasów takich chorób nie było. Z czego to wynika? A może wy mi odpowiecie? 

Liczę na wasze zdanie w tej kwestii :) 

20 komentarzy:

  1. Faktycznie o tych dziwnych chorobach pierwsze słyszę :D Ale skądś to się bierze. Łatwiej dziecku wsadzić w łapska komputer, tablet,iphona niż zeszyt z ołówkiem i posiedzieć przy nim. Do tego zapisywać na zajęcia, do kórych dzieciak nie ma absolutnie powołania. DObrze napisałaś. Tyle byków, co widzę wszędzie to aż boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najpierw rodzice nie poświęcają czasu, potem załatwiają papierek, a potem nadal nie poświęcają czasu...

      Usuń
  2. Apropo dysleksji - masz papierek i w szkole masz łatwiej, na studiach też masz papierek i masz łatwiej. A potem idziesz do pracy. Papierek już nic nie znaczy. I musisz sobie radzić...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda ;) miałam w klasie dziewczynę, która w technikum(!) miała zaświadczenia na wszystko, papiery na wszystko, faktycznie, miała duże problemy. Tylko po co chodziła do technikum, skoro nauczyła się tyle co nic, a wiedzę ma podobną do dzieci z podstawówki? do pracy i tak nie pójdzie, ale szkołę (niby) skończoną ma...

      Usuń
  3. Kiedy ja byłam dzieckiem, nikt nie słyszał o takich chorobach, ale z drugiej strony świat się zmienia, jesteśmy bombardowani nadmiarem bodźców, z którymi szczególnie mózgi dzieci mogą sobie nie radzić, więc ciężko ocenić, czy te nieprawidłowości to wymysły czy prawdziwe problemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niby tak, ale z drugiej strony, jeśli w klasie 20-latków jakieś 5 osób na 20 ma takie papiery to coś jest raczej nie tak...

      Usuń
  4. Niestety rowniez lekarze bardzo czesto diagnozuja te "choroby". Juz w mojej klasie gimnazjalnej na 34 osoby - 20 mialo oswiadczenia o "dyskach", bo byli cwani i widzieli korzysci, ktore z tego plyna. Sama znam kobiete, ktorej corka miala zdiagnozowane ADHD. Matka poila ja preparatami na uspokojenie (!), a w rzeczywistosci dziecko potrzebowalo sie tylko wyszalec. W pewnym momencie jej ADHD po prostu zniknelo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to każde dziecko. Ewentualnie papierek o AD HD a fakt tylko taki, że rodzicom się nie chce dziecka wychowywać i uspokajać, a dzięki temu może robić sobie co chce...

      Usuń
  5. Ciekawy wpis. Dobrze, że poruszyłaś ten temat. Osobiście nie zmagam się z żadną „dys”, dlatego ciężko mi je zrozumieć. Wyobrażam sobie jednak, że opanowanie pewnych zagadnień może być trudne. Nie ogarniam tylko dysgrafii. Dla mnie to niestety brak solidności :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Z wykształcenia jestem nauczycielem (polonistą :P), trochę praktyki w życiu też było i cóż... Coraz więcej dzieci, młodzieży ma "załatwiony" papierek, jak mówisz. Sama jestem dziwnym przypadkiem. Jak byłam mała też próbowano kilka razy zdiagnozować u mnie dysleksję, ale nigdy im się nie udało ;) Po prostu u mnie kwestia skupienia, rozluźnienia, niekiedy - wbicia na pamięć, bo po prostu ja w ogóle nie jestem wzrokowcem, lecz dotykowcem i wizualizacja słów przeczytanych zupełnie u mnie nie działała jako dziecko. Przeczę zasadzie, że jak ktoś dużo czyta, to potem nie robi błędów - cóż, jak się jest wzrokowcem to owszem :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mega kontrowersyjny temat. Fajnie, że o nim napisałaś. :) U mnie w szkole raczej nie było mody na papierki. Co najwyżej zwolnienia z WF.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielu ludzi ma dzieci z dziwnych powodów. Bo trzeba, bo wypada, bo otoczenie chciało, bo wpadka była... Potem nie chce się im nimi zajmować i pewnie stąd takie rzeczy. Zdarza się też, że ktoś decyduje się na rodzicielstwo, bo sam tego chce, a tak naprawdę nie wiedząc na czym to polega, a potem po fakcie okazuje się, że to nie dla niego, bo dzieci to naprawdę poważny i angażujący obowiązek, a on/ona wyobrażał to sobie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  9. To tylko i wyłącznie wina rodziców, którzy nigdy nie mają czasu, aby poświęcić go własnemu dziecku - znam to z własnego środowiska

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia