środa, 23 maja 2018

Nauka języków obcych w domu | porady, książki, moje sposoby


Pod ostatnim postem padło pytanie o to, jak uczę się języków obcych, a dokładniej hiszpańskiego. No cóż, hiszpański akurat dopiero zaczynam, ale umiem dobrze już dwa inne języki, a ten ma dołączyć do tego grona. Dlaczego nie odpowiedziałam w komentarzu, a pisze o tym osobny post? Bo nie dałabym rady streścić tego tak bardzo. Dlatego chciałabym wam opowiedzieć, jak aktualnie uczę się języków obcych. 
Już jeden post na ten temat pisałam, ale były to raczej porady na temat nauki języków. Dziś za to napiszę wam dokładnie, jak ja to robię. Od deski, do deski. Troszkę powspominam także moją naukę przed maturą rozszerzoną z angielskiego. Myślę, że takie rady mogą się przydać przyszłym maturzystom lub po prostu osobom, które lubią języki i chcą się ich skutecznie uczyć. 

GRAMATYKA

Zacznę od rzeczy na początku najmniej przydatnej. Moje motto brzmi: po co umieć gramatykę, skoro nie umie się słownictwa? A no właśnie. Jak dla mnie lepiej umieć tylko słownictwo, niż tylko gramatykę. Bo będziemy mogli się dogadać (chociaż trochę) jeśli, chcąc powiedzieć w przyszłości będę kelnerką, powiemy I be waiter future, to cudzoziemiec będzie mógł się domyślić o co nam chodzi. I co nam po tym, że wiemy,  jak buduje się czas przyszły, jak odmienia się to be, skoro zdania nie sklecimy, bo nie znamy słówek? 

Wracając do nauki gramatyki. Jeśli już dysponujesz zasobem słownictwa, który nadaje się do korzystania z niego, możesz się za nią zabrać. Zauważyłam tendencję, że w podstawówkach robi się kartkówki ze znajomości czasów, ale nie sprawdza się, czy dzieci potrafią uczyć się słówek, porozumiewać się. Mają wpisać tylko poprawną formę czasownika i tyle. 

Do nauki gramatyki polecam kupić porządną książkę. Ogółem do nauki języka. Repetytorium w technikum mnie zawiodło, bo były w nim słówka, które znałam z podstawówki, a gramatyka znikoma. Dlatego sama uczyłam się z Kalendarza Maturzysty z roku 1997. Teraz jest on już niedostępny, bo weszły nowe podstawy programowe itp. Ale ja i tak wolę tę książkę, która czegoś uczyła, niż te nowe, które polegają tylko na: wybierz a, b lub c. Wpisz czasownik w czasie Present Simple. Dzisiejsze repetytoria za wiele nie uczą. W KM były porządne ćwiczenia i ja, osoba, która przeszła całe nowe repetytorium w kilka dni, nad KM siedziałam coś koło roku. I dalej nie potrafię wszystkiego. 

Ważne, by zadania faktycznie czegoś uczyły. Tutaj były zdania do tłumaczenia ze słownictwem na poziomie, a nie takim typu: mam oczy, mam nos. Tutaj w zadaniu było kilka czasów, w  każdym zdaniu inny, a ty się domyśl. Nie, w poleceniu nie było napisane, jaki to czas. Historyjki do uzupełnienia miały po 20-40 luk. Nie było tabeli ze słówkami do wpisania. Trzeba było pomyśleć samemu oraz napisać to w odpowiedniej formie. 

Podsumowując, gramatyki najlepiej uczyć się na dobrych ćwiczeniach, które są na poziomie. Nauka języka nie polega na wybieraniu a, b lub c. Potem na pytanie What's your name? Odpowiesz, że b? Raczej nie :) Taki błahy przykład, ale mam nadzieję, że rozumiecie, o czym mówię. 

W nauce hiszpańskiego z gramatyki na razie wiele nie robię. Właśnie zaczynam od słownictwa, pojedyncze słówka, zwroty, całe zdania. Ale nie zwracam uwagi na odmianę czasowników. Na razie się uczę porozumiewać. Potem będę się uczyła pisać poprawnie i wyrażać. 

SŁOWNICTWO

Przejdźmy do najważniejszego, czyli słownictwa. Fundament języka. Ja mam akurat o tyle łatwo, że bardzo szybko zaczynam rozumieć język. Z hiszpańskiego parę rzeczy umiem sobie przetłumaczyć mimo, że wcześniej ich nie widziałam. Wiem, że nie każdy tak potrafi, a niektórzy muszą mieć słówko wykute na blachę by potrafić je wyłapać w tekście. 

Do tej pory uczyłam się słówek na dwa sposoby. 
1. Fiszki. Robiłam je sama, wycinałam, wypisywałam. Powtarzałam każdego dnia, odkładałam te, których się nauczyłam i dokładałam nowe. Mój ulubiony sposób uczenia się. 
2. Kartkówki pisemne. Wypisywałam słówka po polsku i potem, w formie kartkówki,pisałam je po angielsku bądź niemiecku. Stosowałam tę metodę głównie wtedy, gdy chciałam wyłapać, które słówka potrafię z chodu, a reszta, czyli te, których nie potrafiłam, lądowały i tak na fiszkach. 

Ostatnio jednak przypomniałam sobie o świetnej metodzie nauki, jaką jest Quizlet. Dla mnie to:
  • oszczędność czasu. Nie ukrywajmy, ale wycinanie i wypisywanie fiszek było czasochłonne. Teraz szybko wprowadzam sobie nowe słownictwo i się go uczę. Sprawdziłam i zajmuje to około połowę czasu, który przeznaczałam na robienie tradycyjnych fiszek. 
  • oszczędność miejsca. Nie muszę się martwić, gdzie schowam kolejne 150 fiszek. Miałam ich już dwa pudełka. A teraz wszystko mam w formie elektronicznej. 
  • łatwość szukania. Wcześniej mieszały mi się wszystkie fiszki. Bo te, których nie umiałam czekały z nowymi. I tak różne tematy ponachodziły na siebie. Teraz mam wszystko posegregowane i widoczne. Mogę sobie wyszukać. Mogę powtarzać różne zestawy. 
  • kreatywność. Używałam Quizletu na korepetycjach. Tak dzieci szybciej uczą się tabliczki mnożenia, a ostatnio nawet zrobiłam zestaw do nauki miar kątów. To naprawdę działa!
  • nauka. To mimo wszystko. Mamy kilka trybów, różne sposoby, mini gry. Tak o wiele szybciej (choć wcześniej też było szybko) przyswajam nowe słówka. 
W nauce słownictwa jest dla mnie ważne także korzystanie z niego. Układanie historyjek, opowiadanie o obrazkach (zboczenie maturalne), myślenie, zastępowanie polskich słówek angielskimi. A może jest ktoś, to chciałby porozmawiać po angielsku? Dla mnie to czysta przyjemność. 

KSIĄŻKI

Dobra, była gramatyka, było słownictwo. Ale z jakich książek korzystam? 

Hiszpański
Tutaj korzystam z kilku. Nie mam żadnego repetytorium czy podręcznika. Na to jeszcze przyjdzie czas. Na razie uczę się z Raz a dobrze. Są tam przydatne słówka i zwroty na prawdziwe życiowe sytuacje: lot samolotem, spotkanie z kimś, randki itp. Wszystko, co naprawdę dzieje się w realnym świecie. 

Mam także rozmówki (2 książki), ale na razie czekają w kolejce. Zapisuję sobie w zeszycie ważne rzeczy, robię ćwiczenia ze słownictwem, a na koniec wrzucam do Quizletu i ćwiczę słówka. 


Angielski
Tu mam więcej doświadczenia. Z mojej strony najbardziej polecam Kalendarz Maturzysty, jeśli kiedyś uda się wam go dorwać. Do tego bardzo lubię Żegnajcie błędy!. Książka świetnie, na przykładzie zabawnych historyjek, uczy, jakich błędów nie powinno się popełniać oraz, że actually wcale nie oznacza aktualnie, a także, co naprawdę znaczy preservatives. 

Polecam także Angielski kryminał ze słowniczkiem i ogólnie wszystkie książki pisane po angielsku, które na marginesie mają wyjaśnione trudne słownictwo. Tak można się wiele nauczyć, szczególnie rozumieć poprzez kontekst. 

Niemiecki

Tutaj nie miałam wiele, bo tylko te szkolne rzeczy. Jednak najbardziej w nauce pomogła mi... rozmowa. Tak, każda rozmowa na lekcji. Gdyby nie to, nie umiałabym teraz niemieckiego. 


CO JESZCZE JEST WAŻNE? 

Plan. Plan nauki, który jest dobry. Nie, nie planuj nauczenia się 200 słówek dziennie i 10 pojęć gramatycznych. To nierealne. Ja uczę się 20-40 słówek 3-4 razy w tygodniu. Do tego raz w tygodniu idiomy. Gramatykę teraz odpuściłam, ale co jakiś czas sobie ją powtórzę. 

Motywacja do nauki :) 



Mam nadzieję, że wam pomogłam!

Miłego dnia!

28 komentarzy:

  1. Oj, też się przymierzam i przymierzam do nauki języka w domu i zebrać się nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dla mnie zawsze były to książki i seriale w oryginalnym języku:D nawet z Chińskim wyszło, coś się wybierze, czasami nawet "najgłupszy" serial , ale jakie efekty:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w trakcie odświeżania wiedzy z języka angielskiego, korzystam ze starych notatek, nowych podręczników i ostatnio dwujęzycznych książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już jestem na tym etapie, że raczej zapominam języków, które kiedyś umiałam, niż się ich uczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z biegiem czasu stwierdzic moge, ze najlepsza forma nauki jest rozmowa i czynny kontakt z jezykiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpuściłam sobie naukę języków po próbach przekonałam się, że głowy do języków to nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja mam podobne motto względem języków obcych: najpierw słów, gramatyka przy okazji ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobry post dla mnie :) Może jednak pouczę się jakiegoś języka :) Zapoznam się z Quizletem :D Co do repetytoriów to nie dziwię się, że wolisz książkę sprzed lat, niż to co wydawane jest aktualnie. Cóż zrobić, większość repetytoriów nastawionych jest na zdanie "egzaminu dojrzałości" i odpowiedzi a b c d, a człowiek kończy szkołę i zdania w innym języku z siebie nie wydusi. Szkoda, no ale co zrobić tak już jest...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy post :) Mnie kusi od dawna nauka włoskiego ale wciąż przekładam to na kolejny miesiąc.. potem rok ;D niestety dużo innych spraw zaprząta głowę i człowiek pada spać nie wiadomo kiedy :) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ucz się 2-5 słówek dziennie. Niby nic, zajmuje chwilę, a coś tam zostanie w głowie ;)

      Usuń
  10. O ja też przymierzam się do nauki hiszpańskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobre motto, też jestem za takim sposobem uczenia się języków :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. O, ten post jest dla mnie :) Też od jakiegoś czasu przymierzam się do nauki jakiegoś języka w domu, ale boję się, że mnie to przerośnie... zwłaszcza, że nie mam chyba do tego głowy :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie masz dobrego sposobu :) szukaj, próbuj, jak nie wyjdzie to zmieniaj metodę ;)

      Usuń
  13. Ja na liście rzeczy do zrobienia mam naukę hiszpańskiego właśnie i to motywacja jest najważniejsza. W kocu chcieć to móc :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia