niedziela, 26 listopada 2017

Bożonarodzeniowy Jarmark we Wrocławiu


Do Wrocławia mam tak zwany rzut beretem. No dobra. 60 km. I nie, nie ma dobrej komunikacji w tamtą stronę w weekendy. W tygodniu zaś jestem w szkole. I nie mam auta... Ale w końcu udało nam się wybrać na Bożonarodzeniowy Jarmark na wrocławskim rynku. Do tego obeszliśmy sobie kawałeczek miasta. Wstyd mówić, ale nigdy nie zwiedziłam porządnie Wrocławia. 



Troszkę się ostatnio opóźniłam w pisaniu, ale mam wytłumaczenie. Marne, bo marne, ale zawsze jakieś. Ten tydzień stał pod znakiem próbnych matur i nie miałam siły na cokolwiek. Mam nadzieję, że wyniki będą lepsze, niż myślę. Angielski był banalny, ale matematyka (którą kocham całym swoim sercem) poszła mi chyba najgorzej. Do tego utwierdziłam się w przekonaniu, że potrzebuję tylko trzech książek, żeby zdać polski (Harry Potter, Baśniarz, Igrzyska Śmierci). Czytam bardzo dużo, że te trzy przypadły mi do gustu najbardziej i to o nich zawsze chcę napisać. Do tego złapało mnie zapalenie zatok i jakoś tak wciąż leżę przez pół dnia. Mimo wszystko wczoraj do Wrocławia pojechaliśmy i warto było. 


Zrobiliśmy małe zakupy. Kupiłam prezent dla dziadków. Wymyśliłam dla rodziców oraz N. Dla brata już mam. Jakie szczęście, że oni wszyscy nie czytają raczej tego bloga - a nawet jeśli - i tak im nic nie powiem! Kupiliśmy też łańcuchy choinkowe i wybrałam sobie prezenty dla mnie. To już tradycja, że zawsze wybieram sobie sama, bo mam specyficzne wymagana. Tym razem to zakreślacze i kolorowe długopisy (moje ostatnie umarły po ponad 3 latach ciągłego użytkowania). 


Uwielbiam okres zimowo-świąteczny. Powoli pojawiają się u mnie już ozdoby. Myślę, że to dobrze, bo pokażę wam je bardzo niedługo i może ktoś się zainspiruje. Najpierw jednak, jak już będzie ze mną wszystko w porządku - posprzątam i zrobię zdjęcia. Wyczyściłam w końcu aparat, więc mogę się znów bawić. 


Jak już przy robieniu zdjęć jesteśmy, to postanowiłam robić ich więcej. brakuje mi takich prostych momentów, które wywołane na papierze będę mogła włożyć do albumu i za jakiś czas obejrzeć. Na razie zbieram zdjęcia do wywołania. Mam od stycznia trochę (trochę już wywołałam). Jest ich jeszcze niewiele, ale jeszcze sporo momentów się szykuje. 


Trochę trzeba zacząć robić zdjęć w szkole, bo z przyjaciółkami stwierdziłyśmy, że nie mamy wspólnych zdjęć. Może i takie robienie zdjęć co chwilę jest głupie, ale potem jest do czego wrócić. A naprawdę nie da się zapamiętać każdej chwili. Mikołajki szkolne oraz nasze będą oczywiście pełne przygód. Potem Jarmark Bożonarodzeniowy w szkole. Do tego pewnie jakiś wspólny wypad. Rodzinne Święta. Sylwester i zaraz potem Studniówka (na której szykuje się wielkie bum!, ale o tym opowiem już po fakcie). 


Przez ostatni miesiąc we Wrocławiu na rynku byłam dwa razy. W sumie o poprzednim wyjeździe nic nie pisałam. Pojechaliśmy całą grupką uczniów z nauczycielką geografii na galę konkursową. Nikt nic nie wygrał, ale przynajmniej spędziliśmy miło razem czas. Potem biegłyśmy przez całą Oleśnicę w obcasach na próbę poloneza. Przynajmniej już mam partnera!


Nie wiem, co bańki mydlane mają do Świąt Bożego Narodzenia, ale zawsze mnie zachwycają. Przy nich budzi się moje wewnętrzne dziecko. Biegam, rozbijam i śmieję się z baniek. Tak niewiele mi trzeba do szczęścia - zdrowia i drobnego, szczęśliwego momentu. 


Takie zdjęcia lubię najbardziej. Spontaniczne, niby pozowane, niby nie. Takie najlepiej się wspomina. Zaczęłam podpisywać zdjęcia, żeby potem się połapać. 


Swój ze swoim. Znalazłam bratnią duszę. Krasnoludek z krasnoludkiem. Bo w końcu tyle wzrostu mam, że ledwo mnie widać. Wiem, że gdzieś tam jest ich więcej (jeden napadł moją przyjaciółkę na poprzednim wyjeździe), ale nie była to pora na ich szukanie. Zrobimy to 4 grudnia. 


Jedno z moich ulubionych wczorajszych zdjęć. Jestem łosiem i dobrze mi z tym. W sumie mój brat włożył mu palec do nosa... i kto tu jest łosiem? 


Powyżej możecie zobaczyć naszą kochaną rodzinkę. Najwyższy mój N., potem na równi ja i mama i najniższy (jeszcze najniższy) mój brat. Zdjęcie robił przyjaciel rodziny, dlatego go na nim nie ma :)


Szkoda, że nie udało nam się zostać do mroku, ale chłopaki już marudzili, a i moje zdrowie nie pozwalało na to, by spacerować dłużej. Chciałabym w końcu być zdrowa, ale czeka mnie jeszcze kilka badań...


Ogólnie na jarmarku nie wydaliśmy ani złotówki. Udało nam się być silnym. Nie jechałam tam na zakupy, tylko po tym, by zobaczyć tę atrakcję, spędzić czas z bliskimi i pospacerować. 


Brakowało mi już takiego pisania o wszystkim. Nie wiem dlaczego, ale wciąż się gubię w schematach. Wiem, że to mój blog. Wiem, że to ja dyktuję warunki tego, co na nim będzie. Czytelnicy, czyli wy, zostaniecie, jeśli was zainteresuję. Chciałabym tego, ale nie chcę tego robić na siłę. Dlatego blog jest jaki jest :) Mam nadzieję, że będzie lepiej. 


A co tam u was? Jak przygotowania do Świąt, do zimy? Piszcie w komentarzach, chętnie poczytam.


32 komentarze:

  1. We Wrocławiu byłam pierwszy raz w te wakacje, ale o ich jarmarku często słyszy się że to jeden z ładniejszych w Polsce. Trzeba się kiedyś wybrać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam na tym jarmarku kilka razy i zawsze bardzo mi się podoba :) można znaleźć tak dużo fajnych rzeczy :) no i czuć tam ten świąteczny kliamt!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie,że udało Ci się tam zakupić prezenty dla rodzinki :D
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacja! Ja byłam rok temu po ślubie. Kocham Wrocław, jest przepiekny. Co do wywoływania zdjec- jako że troche w tym siedze- super pomysłem jest tworzenie fotoksiążek. Wychodzi ładniej, taniej i można stworzyc je zarowno na gotowym szablonie jak i od podstaw. Czesto na allegro mozna kupic kogdy zniżkowe. Ostatnio za ksiazke A4 45stron zapłaciłam 30zł +przesyłka. Na stronie uwolnijkolory.pl jest wiele opcji. Jak chcesz, napisz do mnie na fb to powiem Ci co i jak.
    Swoją drogą, lubie tu zaglądać, mozna sie wiele dowiedziec o Tobie, a mimo ze jestesmy rodziną to daaaaawno sie nie widziałyśmy. Pozdrawiam. Monika Chrobak

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna sprawa z takim jarmarkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. My co roku jeździmy na krakowski, bo mamy znacznie bliżej, ale każdy taki jarmark jest dla mnie super :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wrocław moje studenckie miasto ;) Mam do niego sentyment.
    Teraz mieszkam w trochę większym, też na literę W ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne rzeczy tam mają, ale zazwyczaj drogie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie jarmarki niby swój klimat mają, ale... ja w takich miejscach mam zawsze poczucie, że muszę coś jednak kupić, a zwykle nic nie chcę xD Dlatego raczej ich unikam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem we Wrocławiu praktycznie codziennie, ale jeszcze nie odwiedziłam :)
    Odpowiedziałam na Twój komentarz u mnie na blogu - zapraszam <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia, w moim mieście ma się dopiero odbyć za kilka dni .Na pewno się na niego wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Taki jarmark to super sprawa. Ja nigdy nie byłam we Wrocławiu, ale kiedyś chciałabym odwiedzić to miasto, najlepiej latem, bo wtedy chciałabym zobaczyć ogród japoński :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze chciałam pojechać na taki jarmark do Wrocławia, ale niestety mieszkam na drugim końcu Polski :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Wrocław... jak ja chętnie wybrałabym się do tego miasta... i tak jak sójka za morze od lat planuję wizytę w tym mieście... może w końcu tam dotrę

    OdpowiedzUsuń
  15. Super zdjęcia :) Ja nigdy nie byłam we Wrocławiu.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia